Germański kniaź na lechickim tronie

Wydrukuj ten artykuł

Autor: Sławomir Ambroziak

Kto był pierwszym królem Polski? Takie podchwytliwe pytanie pada często w rozmaitych zagadkach, krzyżówkach i na klasówkach szkolnych. Pamiętam, jak wielkim zaskoczeniem była dla mnie, młodego człowieka, nauka, że pierwszy władca Polski, Mieszko, nie był królem, bo nie przyjął korony i olejów świętych z rąk namiestnika papieskiego. Mieszko był więc nienamaszczonym władcą Polski. Fajnie, myślałem sobie… formalnie królem to On nie był, ale był królem w rozumieniu naszych przodków, naszym władcą, czyli księciem czy księdzem. Książę, ksiądz, kombinowałem, bo gdzieś o tym czytałem, to taka nazwa nadawana przez pogańskich Słowian ich władcom. Kiedy więc natknąłem się w antykwariacie na słownik etymologiczny języka polskiego, spod pióra Aleksandra Brücknera, kupiłem. Wracam do domu, siadam na kanapie, odnajduję hasło i… czytam… Oczom nie wierzę…! Książę, ksiądz to żadne tam nasze nazwanie króla… to tylko germańska pożyczka.

Odpuściłem temat na lata… Wprawdzie odebrałem wykształcenie medyczne, figlarny los sprawił, że zająłem się zawodowo publicystyką. A publicystyka to język, wiadomo ! Posługiwanie się tym narzędziem rozpaliło żądzę zgłębienia jego meandrów. Powróciły zainteresowania językoznawstwem i historią języka. Kiedy zacząłem wertować uczone dzieła, zrozumiałem, że w dociekaniu znaczenia i pochodzenia słów niewiele jest prawd absolutnych, a wiele zależy od punktu widzenia i przekonania autora. Posłuchajmy więc, co na temat naszego księdza i księcia mają do powiedzenia językoznawcy…

Książę na ustach Słowian i ich sąsiadów

Powszechnie przyjmuje się, że wyraz ksiądz, w historii języka polskiego, posiada jedną znaną formę – ksiądz, a obok niej – kilka innych odmian gwarowych: ksiąz, ksądz, ksodz, ksiodz, ksudz, ksidz (Sławski, 1953; Karłowicz, 1900). Forma ksiądz jest zaświadczona od pierwszej połowy XIII w., gdyż we wcześniejszej polszczyźnie miała występować postać *kniądz, pośrednio zachowana w nazwach miejscowych, gdzie spółgłoska ń, w sąsiedztwie samogłoski ą, przeszła w spółgłoskę ś. Miało tutaj chodzić o palatalizację k przed ń za pomocą epentetycznego (wtrąconego) ś, dającą najpierw formę *kśniądz, potwierdzoną w dwunasto-, trzynasto- i czternastowiecznych toponimach zapisywanych poprzez Xn- w nagłosie (Bańkowski, 2000). Wersja fonetyczna ksiądz obowiązuje do chwili obecnej, występując w znaczeniach (Sławski, 1953): „duchowny chrześcijański (od 1398 w do chwili obecnej), niekoronowany władca państwa, wódz, pan, tytuł władcy i duchownego (dla władców zaświadczony do XVI w., a dla duchownych ogólnie używany do chwili obecnej), sołtys wsi na prawie wołoskim (XVI-XVII w. jako kalka z języka ukraińskiego), figura w szachach – goniec, laufer (XVI w.)”. W odmianach gwarowych wyraz ten pojawia się przede wszystkim w znaczeniu „duchowny”.

W innych językach słowiańskich znajdujemy formy pokrewne polskiemu wyrazowi ksiądz (Sławski, 1953). Na przykład w języku kaszubskim istnieje forma ksidz – „pastor” i ksądz (Boryś, 2005), pisane też jako ksamdz, ksemdz, ksundz, w znaczeniu „duchowny katolicki”. W dialekcie słowińskim z terenu Pomorza istniała ponadto, według Fryderyka Lorenza (Stender Petersen, 1927), forma ksonc – „duchowny katolicki”. Staroczeskie i czeskie kněz oznacza „duchowny” od XII w., a jako „władca, książę, pan” znajduje poświadczenie jeszcze u schyłku XV wieku. Język słowacki prezentuje formę knaz w znaczeniu „duchowny”, a gwary tego języka – również w znaczeniu „książę”. W językach łużyckich spotykamy poświadczone słowa: dolnołużyckie kněz – „pan, właściciel ziemski, proboszcz”, górnołużyckie knjez – „pan, dziedzic, duchowny, proboszcz”. Z języka połabskiego pochodzi godna zapamiętania forma t’enądz – „pan, szlachcic, król, księżyc”, która może okazać się znamienna przy dalszych rozważaniach. W językach wschodnio-słowiańskich widzimy formy: rosyjskie knjázь, knjázja – „książę, naczelnik”, a w obrzędach weselnych – „pan młody”. Gwarowo wyrazem tym określano również „belkę tworzącą szczyt dachu”. Staroruskie kъnęzь, knęzь to tytuł „książę, bojar, wielmoża”. W języku ukraińskim i białoruskim widnieją odpowiednio: knjázь, knjázja – „książę” (w obrzędach weselnych „pan młody”), knjázь, knjázja – „książę” (gwarowo „pan młody”). Inne formy wschodnio-słowiańskie to późniejsze zapożyczenia z polskiego: rosyjskie ksëndz, ksendzá, ukraińskie ksьóndz, ksьondzá, ksьóndza i białoruskie ksëndz, ksjandzá – „katolicki duchowny w polskim kościele”. Języki południowosłowiańskie operują następującymi słowami: serbskie i chorwackie knez, kneza – „książę, władca” (od XII w.), a we wcześniejszym znaczeniu – „pan, wódz, dziedzic, szlachcic z możnego rodu, comes, wielmoża, hrabia, wiejski starosta, sołtys”. Słoweńskie knez to „hrabia, książę”, w północno-zachodniej Bułgarii dawne bułgarskie knéz tytułowało „wiejskiego starostę”, a zapożyczone z rosyjskiego, literackie bułgarskie knjáz odnosiło się do tytułu „książę”. W powszechnym języku macedońskim forma knez to „książę”, a obok niej istnieje w tym samym znaczeniu archaizm knaz. Teksty cerkiewno-słowiańskie przechowały słowo kъnędzь, kъnęzь, a Miklosich, jak podaje Sławski, (Sławski, 1953), rekonstruuje też cerkiewno-słowiańskie knęg – „książę” – na podstawie liczby mnogiej: knęgi żidovьstii – „królowie żydowscy”. A zestawiając ze sobą formy knęg i kniądz, należałoby zrekonstruować również postać knąg, kniąg jako bez wątpienia istniejącą, tyle że niezachowaną w zapisach.

W językach bałtyjskich (Sławski, 1953; Ekblom, 1944) znajdujemy wyrazy w formach podobnych do słowiańskich. Litewskie kuningas, kunigas – „duchowny”, odnosiło się dawniej do „pana”, a zdrobniałe kunigaikštis oznaczało „książę”. Staropruskie konagis występowało w znaczeniu „król”, podczas gdy w łotewskim spotykamy dwie formy: keninż – „król”, kungs — „pan”. U sąsiadujących z Bałtami Finów istnieje zaświadczona forma kuningas – „król”.

Spotykane w języku polskim formy kniaź, knieź, kneź, uznawane są za pożyczki z innych języków słowiańskich (Sławski, 1953). Słowa kniaź, knieź miały zostać przejęte z ukraińskiego lub rosyjskiego w znaczeniach: „książę, szczególnie ruski i litewski, szlachcic, wojak posiadający swojego konia (u Słowian pozostających w obszarze wpływów tureckich), urzędnik sądu wiejskiego, wójt, młodzieniec po zaręczynach, rodzaj zająca”. Formę kneź uznaje się za utworzoną przez dziewiętnastowiecznych pisarzy polskich, na wzór czeskiego kněz, w znaczeniu „dawny książę pogański” (w rzeczywistości sprawa wygląda nieco inaczej, ale powrócę jeszcze do tego w dalszej części artykułu). W języku polskim zaświadczona jest też forma kunigas w znaczeniu „książę litewski” (Karłowicz, 1900), która uważana jest za zapożyczenie litewskiego tytułu kunigas. Na podstawie staropolskich słów kuniczne, kunigowe, rozumianych jako „rodzaj daniny na rzecz księcia albo króla” (Karłowicz, 1900), językoznawcy rekonstruują również formę *kunig – „książę litewski”, zbliżoną do średnio-wysoko-niemieckiego künic – „król” (również i w tym przypadku sprawa jest bardziej złożona, do czego jeszcze powrócę). W języku polskim istniała też forma konung, wraz z derywatami: konungostwo – „księstwo”, konungowski – „książęcy”, w znaczeniu „książę skandynawski”, uznawana za pożyczkę z języków skandynawskich, którą proponuje się porównywać ze staronordyckim konungr – „książę” (Karłowicz, 1900).

Tytuł książę jest derywatem od słowa ksiądz, zaświadczonym w języku polskim od XIV w., w następujących znaczeniach: „niekoronowany władca państwa lub jego części, członek rodu panującego, członek rodu arystokratycznego, wódz, przywódca, syn księcia, pan młody” (ostatnie znaczenie – gwarowe). Pierwotnie był to wyraz rodzaju nijakiego i w tym rodzaju pozostawał do XVIII w., chociaż od XIV w. pojawia się już w rodzaju męskim oraz z formą dopełniacza – książęcia – skróconą do postaci księcia. Liczba mnoga – książęta – odnosiła się też prawdopodobnie od XIV w. do „księży duchownych”. Inne języki słowiańskie miały podobne derywaty: staroczeskie i czeskie kníže, knieže – „książę, syn księcia”, słowackie knieža – „książę”, górnołużyckie knježo – „paniczyk”, rosyjskie kniažata – „młodzi synowie księcia, bojarzy”, kniaža – „młody syn księcia”, staroruskie kъnęžę – „syn księcia”, ukraińskie kniaža – „książątko, małoletni syn księcia”, obodrzyckie kneze – tytuł Kanuta Lavarda, bułgarskie knjazče – „syn księcia”. W zasadzie wszystkie te wersje językowe można sprowadzić do zdrobnienia – *knęžę, *knęžęte — od słowiańskiego *kъnęgъ.

Charakterystycznym derywatem wyrazu ksiądz jest też rzeczownik zbiorowy księża, odnoszący się pierwotnie do „grupy księży”, będący obecnie liczbą mnogą tego słowa, który mógł zastąpić domniemaną, niezaświadczoną w pisanej staropolszczyźnie postać *księdzowie. Liczbie mnogiej księża odpowiadają w innych językach słowiańskich następujące rzeczowniki: staroczeskie kněžie — „kapłani, książęta”, czeskie kněží – „kapłani, księża” (liczba mnoga do kněz), dolnołużyckie dawne zbiorowe kńaža — „panowie”, dzisiejsze dolnołużyckie kněža – „panowie”, górnołużyckie knježa – „panowie”, staroruskie kъnęžija, kъnęžьja, kъnęzija, knęzьja – „książęta”. A wszystkie te wyrazy pochodzą od słowiańskiego *kъnęžьja – kolektiwum do słowiańskiego kъnęgъ (Sławski, 1953).

Przedstawione wyżej a pochodzące z języka polskiego formy wyrazu ksiądz zebrał w jednej ze swych prac Tomasz Czarnecki (Czarnecki, 2013). Wykaz ten wymaga jednak uzupełnienia o formy staropolskie, przedstawione przez Ewę Ostrowską (Ostrowska, 1969), rekonstruowane głównie na podstawie zapisów czternastowiecznych i szczególnych, starych nazw miejscowych. Niektóre z tych postaci mogą okazać się kluczowe przy naszych dalszych rozważaniach, dlatego podaję tutaj pełną ich listę: knieg, kściądz, gzięże, ciądz, ciążę, cądz, xazą, xczadz, czandz, czusze, czanysz, czansz. Warta uwzględnienia będzie również postać kiunc z dialektu polskich Prus zachodnich, podana przez Ostrowską za Nitschem (Nitsch, 1964; Ostrowska, 1969), jak również gwarowa lub będąca efektem mowy niestarannej forma siąc – odnotowana przez autora niniejszego tekstu na zachodnim Mazowszu (okolice Sochaczewa).

Zwróćmy uwagę na pierwszy wyraz z powyższej listy: knieg, knięg… Ostrowska rekonstruuje go na podstawie zniemczonej, polskiej nazwy miejscowej Kniegnitz, która musiała brzmieć wcześniej w języku polskim jak Kniegnicz lub Knięgnicz. Pamiętamy, że w zasadzie tę samą postać – knęg – rekonstruuje dla cerkiewno-słowiańskiego Miklosich na podstawie zapisu knęgi żidovьstii. Należy więc dodać, że postać knęg, knięg mamy też pośrednio poświadczoną na drugą dekadę XI w. u Thietmara w odniesieniu do żony księcia węgierskiego, siostry Mieszka I, w formie Beleknegini, poprawianej zazwyczaj na Biela knięgyni. Dlatego, po uwzględnieniu postaci kniądz, znowu możemy powrócić do rekonstrukcji formy knąg, kniąg jako bez wątpienia istniejącej, ale niezachowanej w zapisie. Do tych postaci wypadnie powrócić jeszcze autorowi na dalszych kartach niniejszego tekstu, albowiem mogą okazać się one niezwykle istotne dla treści wymowy ostatecznych wniosków.

Gromadząc oboczności pojawiające się w staropolszczyźnie na skutek rozmaitych interpretacji fonetycznych zbitki ks w nagłosie, Ostrowska podaje również osobliwe formy i derywaty z jej metatezą dla wyrazu księga w postaci śkęga, śkęgarz, rekonstruowane na podstawie nazwy miejscowej Skągarzów (Ostrowska, 1969). Dlatego też, idąc za przykładem tej autorki, warto zwrócić uwagę na nazwę miejscową Skęczno, na podstawie której możemy zrekonstruować staropolski wariant słowa ksiądz w postaci śkędz lub śkądz. Formy z przestawką są warte zapamiętania, albowiem mogą okazać się istotne dla rozważań pojawiających się na dalszych kartach niniejszego tekstu.

Słowiański ksiądz i germański kuning

Etymolodzy, dociekając pochodzenia polskiego ksiądz, najczęściej wiązali to słowo z germańskimi formami dzisiejszego niemieckiego wyrazu König. Jednakże ci językoznawcy, którzy wskazywali germańskie źródło słowiańskiej formy ksiądz, na dobrą sprawę nigdy nie ustalili, z jakiego germańskiego języka przejęli rzekomo to słowo Słowianie…

Badacze najczęściej zakładali, że źródłem słowiańskiego słowa było gockie *kuniggs, wyraz niezaświadczony wprawdzie w tym języku, ale prawdopodobnie kiedyś istniejący, zdaniem tych właśnie językoznawców (Berneker, 1908; Mayer, 1927; Labuda, 2002; Warchoł, 2002). Niektórzy etymolodzy mówili w tym kontekście o gockiej formie *kuning (Łoś, 1921; Kuraszkiewicz, 1964). Inni zakładali zapożyczenie wcześniejsze, wskazując jako na źródło zapożyczenia, na hipotetyczne pragermańskie *kuningaz (Stender-Petersen, 1927; Kiparsky, 1934; Sławski, 1953; Boryś, 2005). Jako podstawę dla formy słowiańskiej proponowano również germańską postać *kuninga, bez określania języka pożyczającego i czasu zapożyczenia (Miklosich, 1886; Uhlenbeck, 1893). Podawano też wyraz kuning jako formę germańską, zachodniogermańską, staro-wysoko-niemiecką lub starosaksońską, zaświadczoną tylko  w dwóch ostatnich dialektach germańskich (Brückner, 1989; Miklosich,1867; Knuttson, 1926; Bańkowski, 2000; Czarnecki, 1999 i 2003; Ekblom, 1944; Długosz-Kurczabowa, 2003).

Pojawiają się pierwsze wątpliwości

Powyższe wywody etymologiczne, wiążące pochodzenie tytułu ksiądz z różnymi germańskimi wersjami fonetycznymi, czy to rekonstruowanymi, czy też zaświadczonymi w rzeczywistości (*kuningaz, *kuniggs, *kuninga, *kuning, kuning), zdaniem Tomasza Czarneckiego są trudne do wytłumaczenia, przynajmniej z kilku względów…

Biorąc pod uwagę formy *kuningaz, *kuniggs, *kuninga, nie udaje się wyjaśnić na gruncie fonetyki końcówki rzekomo zapożyczonego wyrazu słowiańskiego: *kъnęgъ. Nie znajdujemy tu bowiem odpowiedzi na pytanie – dlaczego germańskie końcówki słów -az, -s, -a zmieniły się na słowiańskim gruncie językowym w końcówkę z samogłoską miękką? Innymi słowy: czym mogło być warunkowane podobne przekształcenie w językach słowiańskich?

Jednocześnie wyłożenie rozwoju semantycznego, biegnącego od germańskiego „naczelnika rodu” do słowiańskiego „księcia”, nie było w tego typu wywodach etymologicznych jasne i przekonujące. Należałoby bowiem udzielić odpowiedzi na pytanie: dlaczego w językach germańskich ten sam rozwój znaczeniowy zaowocował aż pojęciem „władcy koronowanego, króla”, zaś w językach słowiańskich – tylko „niekoronowanego przywódcy, księcia”.

Jak uważa Czarnecki, hipoteza pochodzenia słowiańskiego wyrazu z języka gockiego byłaby wiarygodna jedynie w przypadku, gdyby udało się kiedykolwiek odnaleźć pewne źródło wyjściowe dla formy ksiądz. Ale ani poprawnie rekonstruowane gockie *kuniggs, ani błędnie *kuning, nie istniały nigdy w tym języku, a jeżeli chodzi o rdzeń słów związanych z „rodem”, poświadczenie znajdują tylko kuni – „ród, plemię”, inkunja – „towarzysz plemienny” oraz kindins – „potomek rodu”, gdzie ostatni wyraz pełnił też funkcję tytułu „władcy plemiennego”, a więc odpowiadał tytułowi pochodzącemu z pokrewnego gockiemu języka burgundzkiego (języki wschodniogermańskie) – hendinus – „król”. W języku gockim widzimy też inne nazwy „władców plemiennych”: thiudans – „przywódca ludu, król” i reiks – „rządzący, namiestnik rzymski” (Meid, 1966). Dlaczego tego typu wyrazy nie przeszły na tytuły „wodzów słowiańskich”? Pomimo że na tak sformułowane pytania nigdy nie dano godziwej odpowiedzi, gockie pochodzenie słowiańskiego terminu uznano za pewne. Jak bowiem uważano, Słowianie mogli pożyczyć ten wyraz jedynie od Gotów, z uwagi na długotrwałe sąsiedztwo lub koegzystencję. Podobny wyraz, jak twierdzono, musiał więc istnieć w gockim języku, a tylko czysty przypadek sprawił, że nigdy nie został on nigdzie zapisany.

Zgodnie z opinią niektórych etymologów, staro-wysoko-niemieckie czy starosaksońskie kuning nie mogło stanowić źródła terminu słowiańskiego, ponieważ forma kъnęgъ rozpowszechniła się w całej Słowiańszczyźnie, a więc tak późne zapożyczenie, po 600 r., byłoby raczej mało prawdopodobne (Stender-Petersen, 1927; Kiparsky, 1934). Czy miękkie brzmienie końcówki jest przekonywującym dowodem na pożyczkę prasłowiańską, sięgającą czasów sprzed przemian spółgłoskowych, czyli tzw. palatalizacji? Skoro miękka końcówka wczesnej wersji tytułu ksiądz wskazuje na palatalizację, to która słowiańska palatalizacja doprowadziła do tego przekształcenia… pierwsza, druga czy trzecia? Brakowało na powyższe pytania jasnej i przekonywującej odpowiedzi.

Wątpliwości zostają rozwiane

Zdaniem Tomasza Czarneckiego, wyrazy ksiądz, książę mają niewątpliwie jakiś związek z germańskim *kuning, co, według tego autora, znaczy jedynie tyle, że to (podobno) obce określenie „urzędu władcy” znane było językom słowiańskim i musiało zostać przez Słowian zapożyczone. Wprawdzie brakuje tutaj wskazania związku skutkowo-przyczynowego powyższej opinii, to jednak…

W celu modyfikacji dotychczasowej etymologii terminu ksiądz Czarnecki przyjmuje, że germańskie określenie *kuning jest powiązane z indoeuropejskim rdzeniem *gen- (Kluge, 1995; Czarnecki, 2010), odnoszącym się do czynności „rodzenia” lub „płodzenia” oraz nawiązującym do germańskiego wyrazu określającego „ród” – *kunja. Wyraz *kuning nie był zdaniem Czarneckiego słowem pragermańskim; miał dopiero powstać w schyłkowym okresie wspólno-germańskim (Gemeingermanisch), czyli na przełomie starej i nowej ery lub w dwóch pierwszych wiekach nowej ery, kiedy już znaczna część Germanów zadomowiła się na kontynencie europejskim (Ekblom, 1944). Nie istniała wtedy jednolita forma określająca „najwyższego z rodu” — *kuningaz, a krążyły co najmniej dwa warianty form związanych z germańskim wyrazem *kunja – „ród”. A mianowicie: zachodniogermańskie *kuning i północno-germańske *konung. Dopiero w późniejszych wiekach spotykamy sporadycznie formy zachodniogermańskie – średnio-wysoko-niemieckie *konung, *kunung (Lexer, 1930) – i północnogermańską postać *kuning (Ekblom 1944; Meid 1951), które były niewątpliwym efektem późniejszych, obopólnych wpływów języków skandynawskich i kontynentalno-germańskich, i nie powstały w okresie pragermańskim. Oba te warianty powstały jednak, jak uważa Tomasz Czarnecki, na różne sposoby…

Północnogermańskie *konung miało być derywatem od staronordyckiego konr, rzeczownika mocnej deklinacji, wywodzonego przez badaczy od germańskiego *kuniz, będącego obocznością pragermańskiego określenia „rodu” – *kunja (Ekblom, 1944).

Zachodniogermańskie (uściślając – kontynentalno-germańskie) *kuning nie było pochodną wyrazu *kunja odznaczającego „ród”, lecz odnosiło się do rzeczownika wywodzącego się od tego określenia rodu – *kunjo – „najwyższy w rodzie, przywódca rodu”. Ślady tego rodzaju rzeczownika spotykamy w starych odmianach języka niemieckiego i angielskiego, albowiem musiał istnieć przed-staro-wysoko-niemiecki wyraz *kunni, *kuni i odnosić się do pojęcia „krewnego, przedstawiciela tego samego rodu”, ponieważ staro-wysoko-niemieckie złożenie kunirîhhi interpretowano jako „królestwo” (Kluge, 1995). A ponadto: średnio-wysoko-niemiecki wyraz künne posiadał dwa osobliwe znaczenia – zarówno był określeniem „rodu, rodziny, pokrewieństwa”, jak też „krewnego, przedstawiciela tego samego rodu, dziecka pochodzącego z rodu”. Przy czym średnio-wysoko-niemieckie słowa küneges künne i wîbes künne oznaczały odpowiednio – „króla” i „żonę króla, królową” (Lexer, 1930).

Jak uważa Czarnecki, germańskie wyrazy *kunjo, *kunja, *kuning zrobiły błyskawiczną karierę znaczeniową w pierwszych wiekach naszej ery.

Germański wyraz *kunjo, wraz z postępującą w tym czasie integracją części plemion kontynentalno-germańskich, pojawiających się jako Frankowie, w szybkim tempie zmienił swoje znaczenie… Tak więc „naczelnik rodu” miał się stać według Czarneckiego „naczelnikiem rodów”, następnie „najwyższym związku rodów, naczelnikiem plemienia czy też związku plemion”, w końcu „wodzem, najwyższym federacji plemion frankońskich”, czyli ostatecznie „królem Franków”. Szybko miała pojawić się też dynastia owych „władców frankońskich” – ród Merowingów, wywodzący się od frankońskiego władcy – Meroweusza.

Germańskie słowo *kunja, odnoszące się pierwotnie do określenia rodu, z czasem zaczęło oznaczać „ród, z którego pochodzą władcy Franków”. W efekcie utrwalenia dziedziczności owego urzędu u Merowingów, słowo *kunja mogło zostać wykorzystywane jako pojęcie konkretnie tej właśnie „dynastii rodu królewskiego”.

Germański wyraz kuning, pierwotnie w liczbie pojedynczej, był początkowo rozumiany jako „syn wodza rodu”; potem jako „potomek najwyższego rodu, plemienia”.  A w liczbie mnogiej – „osoby płci męskiej należące do najwyższych w rodzie, plemieniu”. Natomiast z czasem zaczął być podobno używany w znaczeniach: „członek, członkowie dynastii rodu królewskiego”, co należało rozumieć jako „osoba, osoby płci męskiej, która, które mogła, mogły być królem i niekiedy nim, nimi zostawała, zostawały”. Mając na uwadze wyżej zaproponowany rozwój znaczeniowy wymienionych wyrazów, mogło się wydarzyć, że z czasem germańskie *kunjo i *kuning zaczęły przyjmować postać synonimów. Przy czym ostatni wyraz, jako rzekomo bardziej wyrazisty znaczeniowo z uwagi na podkreślenie zasady dziedziczności, stawał się powszechniejszy w użyciu; zaczynał być rozumiany jako ogólne określenie tytułu „króla frankońskiego”. Jednocześnie mniej wyraziste *kunjo miało stać się odczuwane jako archaizm i zaniknąć z czasem w dialektach germańskich i w późniejszym języku niemieckim.

Czarnecki uważa, że Słowianie przejęli tytuł *kuning z Frankonii dwukrotnie, przy czym było to tzw. zapożyczenie wielorakie, gdzie przejęta została nie jedna forma terminu, ale dwie, w różnych obszarach kontaktu Słowian z Frankami. Dwukrotne zapożyczenie zaowocowało pojawianiem się w językach trzech wariantów fonetycznych jednego rdzenia: *kъnędz-, *kъnęž-, *kъnęg- . Zdaniem Czarneckiego, na skutek bliżej nieokreślonych, wewnętrznych wpływów słowiańskich miało dochodzić do kontaminacji tych form, co miało być właśnie widoczne w licznych derywatach tego rzekomego, germańskiego zapożyczenia, na co podobno wskazywał też Sławski (1953), pisząc o „ogólnosłowiańskim” lub „północnosłowiańskim” charakterze tych form.

Czarnecki zakłada, że najwcześniejsze zapożyczenie z frankońskiego mogło dokonać się na terenie słowiańszczyzny zachodniej, na przełomie VI i VII w. – około 600 r., kiedy to z Czechami wojowali Bawarzy, pozostający pod zwierzchnictwem Franków. Pożyczka miała się utrwalić w pierwszej połowie VII w., w państwie Samona, będącym federacyjnym związkiem plemion słowiańskich, dowodzonym przez kupca frankońskiego. Tak więc germańskie formy słowa tytułującego w tych czasach „władcę federacji plemion frankońskich” – *kuning, *kuninga – mogły podobno motywować pożyczkę. A że powyższe formy ulegały w ustach Słowian przekształceniom fonetycznym, tytuł *kuning zmienił się z czasem w słowiański wyraz *kъnędzь.

Germański wyraz *kuning został podobno zapożyczony po raz drugi w pierwszej lub drugiej połowie VIII w. (w latach 730–770), podczas chrystianizacji Słowian południowych – Słoweńców i Chorwatów. Jako źródło pożyczki wskazuje Czarnecki starobawarskie chuning w podwójnym znaczeniu: jeszcze jako „władca Frankonii”, ale już w rozumieniu biblijnym – „władca ze wschodu, król Żydów”, które to słowo uległo przekształceniu do form słowiańskich: liczby pojedynczej *kъnęgъ i liczby mnogiej *kъnęgi. W późniejszym okresie miały Nastąpić podobne przekształcenia, jak w wypadku pierwszej pożyczki.

Jak twierdzi Czarnecki, misyjna aktywność Cyryla i Metodego oraz postępująca chrystianizacja słowiańszczyzny miały doprowadzić następnie do wytworzenia skomplikowanego obrazu językowego form i znaczeń zapożyczonego wyrazu germańskiego i jego derywatów.

Raport mniejszości

Chociaż przedstawiona wyżej, germańska etymologia słowa ksiądz, książę stwarza pozory wielce sugestywnej, kłóci się głośno z wyczuciem językowym użytkownika języka polskiego. W nieco odleglejszych więc czasach, niektórzy językoznawcy próbowali dorobić słowom powiązanym z książę słowiańską etymologię, ale próby te zostały zdeprecjonowane przez kolejne pokolenia naukowców. Niemniej warto próby te przypomnieć, przywołując jednocześnie współczesnych historyków, wyrażających przynajmniej umiarkowane powątpiewanie odnośnie germańskiej pożyczki.

W literaturze tematu znajdujemy więc np. odosobnione interpretacje etymologiczne, próbujące wywodzić wyrazy germańskie i słowiańskie ze wspólnego źródła — wymarłego języka iliryjskiego (Ekblom, 1944). Natomiast w dawnych słownikach i opracowaniach natrafiamy na wywody tłumaczące wyraz ksiądz jako twór słowiański, pokrewny podobnie brzmiącemu wyrazowi księgi, księga, książka. (np. w słowniku Lindego, 1807-1814). Wiązanie księdza z księgą ma jednak dłuższą tradycję w literaturze i pojawia się bodaj po raz pierwszy w XVII w. za sprawą twórczości Wacława Potockiego, z której dowiadujemy się między innymi, że Polacy zawsze stereotypowo kojarzyli księdza z księgami (Potocki, wyd. 1987). W świetle twórczości Potockiego parafraza słowotwórcza, objaśniająca etymologię ludową wyrazu ksiądz jako słowa pochodzącego od wyrazu księga przybiera znaczenie: „ten, który czyta księgi”. Uzasadnieniem wywodzenia tytułu ksiądz od wyrazu księga była w tej sytuacji wieść gminna, przechowująca pamięć o tym, że tylko ksiądz umie czytać księgi; a musiał umieć, chociażby z uwagi na czytaną liturgię. Jak jednak daleko w głąb dziejów sięgało podanie ustne, tego nie możemy stwierdzić ze stuprocentową pewnością. Może do czasów przedchrześcijańskich, w których ryte na drewnie znaki umieli odczytać jedynie jacyś wtajemniczeni książęta, księża… Jeżeli bowiem założymy, jak Bogusław Linde, że wyrazy książę i książka mają ten sam źródłosłów, musimy sięgnąć do pochodzenia wyrazu księgi

Aleksander Brückner wywodzi słowo księgi od wyrazu knu, kna, kien, kień, czyli staropolskiej nazwy „pinia”, z której pochodzi zarówno polskie słowo knieja, jak też np. łacińskie (k)nemus – „gaj” oraz (k)nux – „drzewo orzechowe, orzech” (angielskie [k]nut). (Spółgłoska k często odpada od zbitki nagłosowej kn, o czym jeszcze niejednokrotnie przekonamy się na kartach tej pracy i co najlepiej słyszymy dzisiaj w języku angielskim, w którym, jeżeli nawet zapisujemy w nagłosie kn, to nie czytamy z reguły pierwszej głoski.) Do dzisiaj słowo to przechowujemy w powiedzeniu „do kna, do cna”, znaczącym tyle samo, co „w pień”. Według tego autora księgi pochodzą od pierwotnego słowa knięgi (cerkiewne knigy), gdzie spółgłoski w nagłosie przekształciły się dokładnie w ten sam, znany nam już sposób, jak w słowach kniądz, ksiądz. Brückner dowodził, że knigy, knięgi znaczyły „litery, pismo”, a pochodziły od kna, albowiem były „drewnianymi odrzynkami, ucinkami”, znaczonymi w celu losowania i wieszczenia, podobnie jak bukowe bukwy, do których nawiązuje angielskie book – „książka, księga”. Wprawdzie z etymologią Brücknera nie zgadzają się Boryś i Bańkowski, doszukując się w słowie księga orientalnej pożyczki, to jednak w sukurs Brücknerowi spieszy Krystyna Długosz-Kurczabowa, przypominając, że z analogicznym rozwojem znaczeniowym spotykamy się w przypadku łacińskiego słowa codex (z wcześniejszego caudex), oznaczającego pierwotnie „pień drzewa, kloc” (porównaj z naszym kłoda), następnie „tabliczki służące do pisania”, a w końcu „rękopis, zeszyt, notatnik, książkę” (Długosz-Kurczabowa, 2003).

A zabierając głos w sporze pomiędzy językoznawcami, przypomnę, że księgi Awesty to (k)naski, oraz dorzucę dwa słowa z sanskrytu: (k)nikaya, (k)nyagga, oba w tym samym znaczeniu – „znak”. Warto przy tym wyjaśnić, że nasze słowa znak i znać również pochodzą od kna, rekonstruowanego przez językoznawców jako gno, tak samo zresztą jak angielskie know – „wiedzieć, znać” oraz wczesne łacińskie gnobilis – „rozpoznawalny” i łacińskie nobilis – „dobrze znany, sławny, słynny, wspaniały, wysoko urodzony, szlachetny”, z którego mieliśmy w średniowieczu synonim „szlachcica” – nobil (OED). W kontekście tych rozważań godne odnotowania będą też polskie gwarowe nazwy „książki” – knipa i ksipa, albowiem te utwierdzają nas w przekonaniu, że chodzi o jakieś drewniane ucinki, wycinanki czy wyrzynanki. Wystarczy bowiem zestawić je z takimi innymi polskimi wyrazami, często reliktowymi lub gwarowymi, jak knybie, knowie – „ucięte kłosy, słoma, rżysko” (pierwotnie o pniakach po ściętych drzewach), knybel – „patyk, zatyczka”, knyp, gnyp – „kozik, nóż, nóż szewski” (gockie kniwa, angielskie knife), knować – „ścinać, zrąbywać, rozrąbywać, rozłupywać drzewo”, knypek – „niski człowiek”, czyli niby podcięty, oraz (k)siepać w znaczeniu „ciąć, siec, siekać, rąbać”. No i należy podkreślić, na co nie wpadli dotąd nasi językoznawcy, że słowa księgi używaliśmy dawniej w znaczeniu bliskim dzisiejszemu knieja, co znajduje poświadczenie w gwarowych chęchy, chynchy – „krzaki, chaszcze, zarośla” (o przemianie nagłosowego ks w ch znajdzie Czytelnik nieco więcej informacji w dalszej części niniejszego tekstu). A po przyjęciu alfabetu łacińskiego, w celu określenia poszczególnych znaków tajemniczego pisma ogamicznego druidów, rytych zazwyczaj na magicznych gałązkach (pałeczkach) zwanych flesca, Celtowie posłużyli się nazwami drzew i krzewów; np. znak ogamiczny, oddający dźwięk a nazwano ailm – „sosna”, dźwięk bbeith – „brzoza”, dźwięk сcoll – „leszczyna”, dźwięk ddair –  „dąb” itd. Na drewnianych prętach ryli również swoje runy Germanie (Kaczor, 2001).

Jeżeli zgodzimy się z tokiem rozumowania Lindego, będziemy skłonni uznać, że od kna pochodzi również słowo knęg, knięg z przyrostkiem -ęg, tytułujące pierwotnie naczelnika rodu. Przy czym chodzi tutaj o wersję słowa kien w znaczeniu „ród”, czyli takim samym, w jakim w staropolszczyźnie występowało słowo pień (Boryś, 2005). Na przykład w jednoczesnym znaczeniu „pień, plemię, ród, pokolenie” występują czeska i słowacka wersja słowa kien – odpowiednio – kmen, kmień. Chodziłoby więc o taki sam twór językowy, jak germańskie kuning z przyrostkiem -ing od kuni. A jest to o tyle prawdopodobne, że przyrostek -ęg był produktywny w dawnym języku polskim, dając przynajmniej kilka ciekawych słów w kontekście dzisiejszych rozważań (np. witęg, ratęg, waręg), do czego jeszcze powrócę…

Historyczny sceptycyzm historyka

Piotr Boroń, bodaj jako jedyny współczesny historyk polski, odważył się wrazić wątpliwości co do germańskiego pochodzenia słowińskich tytułów: kniaź, ksiądz, książę (Boroń, 2010). Aby czegoś nie przeinaczyć, zacytuję dokładnie słowa autora:

„Współczesnymi formami wywodzącymi się od kuningaz są w językach germańskich: holenderski koning, angielski king, niemiecki König”(albo Koenig), islandzki konungur albo kóngur, norweski i duński kong albo konge, szwedzki: kung albo konung, w języku wysp Faroe kóngur, a także w językach niegermańskich: fiński i estoński kuningas, łotewski kungs (pan) oraz ķēniņ (król), litewski kunigaiktis (kniaź, dawna forma kunigas), słowiańskie knez, kniaź, książę, ksiądz, lapoński (saami) gonagas albo konagas, tatarski kenäz i perski kiAn. Z tegoż zestawienia wynika, że najdalej idących przekształceń tego słowa dokonali Słowianie. Gdyby przyjąć, że stopień przekształcenia słowa jest wprost proporcjonalny do upływu czasu, jaki minął od jego zapożyczenia, należałoby uznać, że Słowianie przejęli je najdawniej. Ta obserwacja nie ma, oczywiście, żadnego oparcia naukowego, jest tylko ogólnym spostrzeżeniem. Jednocześnie trzeba stwierdzić, że u tych z wymienionych wyżej ludów, które należą do rodziny indoeuropejskiej, nie występuje inne słowo, które u reszty Indoeuropejczyków oznacza króla, a mianowicie rix, rex (rex w łacinie, rājan w sanskrycie czy rí w języku irlandzkim). Czy wobec tego jest to zapożyczenie z pragermańskiego, czy może szerzej stosowany odpowiednik słowa rex? Poza opiniami językoznawców o pragermańskim zapożyczeniu nie znamy innych hipotez, choć może należałoby zastanowić się, czy nie jest to słowo o źródłach indoeuropejskich”.

Kłoda pod nogi germańskiej pożyczce

Istnieje pewne słowo, które rujnuje piękną konstrukcję wyrazu książę jako germańskiej pożyczki. Albo to słowo nieznane jest naszym językoznawcom, albo jest dla nich na tyle kłopotliwe, że nigdy nie wymieniają go w publikacjach rozważań etymologicznych tytułów książę i ksiądz. Chodzi tutaj o staroirańskie słowo ksaya. (Językoznawcy zakładający z góry, że słowiański wyraz jest germańską pożyczką, biorą pod uwagę tylko słowiańską i germańską leksykę, notorycznie ignorując słownictwo innych indoeuropejskich gałęzi językowych.) Słowo to tłumaczymy jako „władca” a dokładnie jako „książę”, a człon imienia w postaci ksais, w językach irańskich, świadczył o królewskim pochodzeniu nosiciela tego imienia; stąd takie imiona królów scytyjskich, jak Kolaksais, Lipoksais, Arpoksais. Dlatego właśnie George Hinge dostrzega w końcówkach imion scytyjskich irański rzeczownik kšaya – „władca”, podobnie jak Heinrich Tischner, choć w jego wywodzie nieco inaczej transliterowany: ḫšay. (Scythian and Spartan Analogies in Herodotos’ Representation Rites of initiation and Kinship Groups by George Hinge. Heinrich Tischner, Völker-, Länder- und Gruppennamen Skythen.) Natomiast w staroindyjskim języku sanskrytu słowo ksaya występuje w kilku znaczeniach: „ród, rodzina, panowanie, władztwo”. Zbigniew Gołąb podaje, że źródłem tego wyrazu jest wczesno-irańskie ksay, ksaieti oraz awestyjskie i staroperskie xsay, xsayati w głównym znaczeniu „władza, mieć władzę”. (Dlatego właśnie zapewne w sanskrycie pojawia się jedna z nazw używanych na określenie „tytułu króla” – ksitiza, pozostająca w związku z ksiti – „naród, panowanie, władztwo”, którą warto porównać z podanym wyżej, polskim gwarowym ksidz a w dopełniaczu: ksidza.) Autor nie wiąże oczywiście w żaden sposób owego słowa z naszym „książę”, a jedynie uważa, że zostało ono zapożyczone przez Słowian, dając czasownik xajati – „opiekować się”, którego refleksem w języku polskim jest niechać (zaniechać, poniechać), czyli jakoby „pozostawiać bez opieki” (Gołąb, 2004). Chociaż osobiście uważam, że na bliższe źródło tej zbieżności leksykalnej wygląda sanskryckie słowo chaya – „ochrona” (o pochodzeniu ch od ks dowie się więcej Czytelnik w dalszej części niniejszego opracowania). W obszar semantyczny związany z „ochroną, obroną” wprowadzają nas też zbieżności leksykalne pomiędzy sanskrytem i językiem polskim w postaci naszych gwarowych wyrazów: chaj – „nóż”, chajek – „kozik” (rodzaje broni), chaja – „bitka, awantura” (forma obrony).

Słowo ksaya jest dlatego kłopotliwe, że – uwzględniając przekształcenia fonetyczne, o których później napiszę – otrzymujemy wersję fonetyczną, zbliżoną do książę. Słowo ksaya każe nam poddać w wątpliwość stwierdzenie, jakoby przemiana kn/ks w nagłosie dokonała się tylko w języku polskim i to dopiero w późnym średniowieczu. A to głównie z tego powodu, że w sanskrycie znajdujemy słowo (k)nayaka, (k)naya – „przywódca” (spokensanskrit.de), zaś w języku hetyckim – (k)neyanti – „panowanie, władza, rząd” oraz (k)neitala – „wódz”. (Georgiev, 1967; Danka, 1986), które to wyrazy pozostają zapewne w związku z „przywództwem” i „rodziną”; hetyckie (k)nai – „prowadzić, kierować”, staroindyjskie (k)nayati – „prowadzi”, sanskryckie (k)naga – „przewodzić, prowadzić, najlepszy w swoim rodzaju”, gdzie ostatnie można również odczytać jako „najlepszy z rodu”, (k)nahusa – „ród, rodowód”, awestyjskie (k)nafah – „rodzina, ród, naród”. Jeżeli więc założymy, że podobne zjawiska językowe zachodziły już dawniej, ogólnie na indoeuropejskim gruncie językowym, dojdziemy do wniosku, że ksaya musiało brzmieć również jak knaja. A knaja to nic innego, jak jedna z wcześniejszych lub równoległych wersji fonetycznych słowa knieja. Potwierdza to m.in. gwara lwowska, w której knieja wymawiano jak kniaja (Kurier Lwowski, 1935). W okolicy Słucka przepływa też rzeczka o nazwie Kniaja (Rozwadowski, 1948). Mamy też przysiółek w powiecie cieszyńskim o nazwie Knaj, położony nad potokiem Knajka, opodal Knajskiego Lasu, gdzie wszystkie te nazwy wywodzone są od słowa knieja (Mrózek, 1984).

Dzisiaj słowa knieja (dawnego knaja) używamy już tylko w zasadzie, w znaczeniu „wielki, gęsty las, w którym przebywa zwierzyna” (SJP PWN), chociaż kiedyś mogło mieć ono również i inne znaczenia. Współcześnie wiec, jak podają słowniki, knieja jest w zasadzie synonimem matecznika, albowiem matecznik to „trudno dostępne miejsce w puszczy, gdzie są legowiska zwierzyny” (SJP PWN). Właśnie w znaczeniu „wielki stary las, matecznik zwierzyny” używa słowa knieja Jan Kochanowski: „wynidź i ty z swej knieje, leśny zubrze srogi” (Bańkowski, 2000). Ale matecznik to również „miejsce schronienia lub działania; też: miejsce, w którym zachowały się jakieś tradycje” (SJP PWN). Zauważmy przy tym, że matecznik i bliski mu znaczeniowo wyraz macierz są dokładnie takimi samymi tworami językowymi, jak słowo ojczyzna (ojczyzna i macierz to nawet synonimy). Generalnie chodzi więc o „miejsce narodzin (czy to człowieka, czy zwierza), miejsce egzystencji rodziców (matki i ojca) – obszar, z którego pochodzi ród, rodzina”. Dlatego właśnie u Rosjan do dziś „ojczyzna” to rodina, równolegle do oteczestwo. Z tym samym zabarwieniem semantycznym (ojczyzna) słowa knieja znowu mamy do czynienia u Kochanowskiego: „niewierny Turczyn psy zapuścił swoje, którzy zagnali piękne łanie twoje z dziećmi pospołu, a nie masz nadzieje, by kiedy miały nawiedzić swe knieje”.

Tym samym staropolskie knaja, w znaczeniu „matecznik, ojczyzna, rodzina”, zbliża się znaczeniowo do staroindyjskiego ksaya – „ród, rodzina, władztwo”. W staropolskiej terminologii łowieckiej knieja była „częścią lasu urządzoną do wielkich łowów”, pozostającą więc pod władztwem uprawnionych do polowania dostojników. A dawne słowo władztwo oznaczało w naszym języku „moc oddziaływania na ludzi, na świat” (SJP PWN), czyli „władzę nad ludźmi na jakimś obszarze”. Słowo władztwo, w odróżnieniu od bardziej abstrakcyjnego – władza, ma raczej konkretniejsze zabarwienie – związane z panowaniem nad danym obszarem ziemi, wraz z jego mieszkańcami, tak jak królestwo czy gospodarstwo. Pierwotnie chodziło więc pewnie o władzę rodzicielską, później o władzę nad rodziną (wraz z czeladzią) i ojczystym siołem, rozszerzoną następnie na większe obszary ziemi i większą liczbę poddanych. A stąd już tylko krok do przypisania słowom ksaya, knaja znaczenia „naczelnik rodu, książę”, co tym bardziej prawdopodobne, że w sanskrycie, jak już wiemy, znajdujemy słowo (k)naga – „przewodzić, prowadzić, najlepszy w swoim rodzaju, najlepszy z rodu” i (k)naya – „przewodzić, dowodzić, przewodnik, przywódca” (spokensanskrit.de), a w mitologii zachodniosłowiańskiej – (k)nija – „bogini” (warta porównania będzie tu czeska nazwa miejscowa Knije, pochodząca od staroczeskiego knieje – „knieja” [Boryś, 2005.]). To przejście semantyczne zobaczymy wyraźnie nie tylko w językach indoirańskich, ale i w staropolskim, gdy przypomnimy, że słowo knieja występowało tu kiedyś również w alternatywnych wersjach fonetycznych – kniegia i kniechinia (Bańkowski, 2000; Bruckner, 1989), a jednocześnie używaliśmy wyrazu w tym samym w zasadzie brzmieniu – kniegini, kniehini – mówiąc o „żonie kniazia, księżniczce, księżnej” (Bańkowski, 2000; Boroń, 2010). Oba te słowa możemy uznać za dwie formy jednego wyrazu, w obu przypadkach brzmi bowiem jednakowo np. dopełniacz i liczba mnoga: kniehini, kniehinie. A tutaj znowu notujemy fonetyczne i semantyczne pokrewieństwo z sanskrytem, w którym znajdujemy słowo (k)mahina w znaczeniu „wielki, potężny, panowanie, władztwo”. Przy czym warto wspomnieć w tym miejscu o tytule „króla słowiańskiego” zapisanym w 947 r. przez Ibrahima ibn Jakuba jako (k)maha, (s)maha, który pewnie pozostaje w związku ze staroindyjskim (k)maha – „wielki, bogaty, potężny, mocny, silny” i łacińskim (k)magnus – „wielki”, pojawiającymi się w popularnych tytułach maharadża – „wielki król” i magnat – „możnowładca”. Z tego samego rdzenia mamy oczywiście nasze dzisiejsze słowa: moc, móc, możny. Widzimy tu również związek z prasłowiańskim wyrazem snaga – „siła, moc, potęga, dzielność”, obecnym jeszcze do niedawna w serbskim, chorwackim i czeskim (tu jako snaha) oraz w dialektach polskich, z którego poszedł przymiotnik nagły – w pierwotnym znaczeniu „gwałtowny, silny, mocny” (Boryś, 2005). A za tym, że słowa te znowu pochodzą od kna, świadczy chociażby angielskie snag – „karpa, pień, pniak”. Podobnie brzmiące słowo musieli zapożyczyć od Słowian Madziarowie, albowiem węgierskie (k)nagy, (s)nagy znaczy „wielki” i w tym znaczeniu występuje jako jedno z  najpopularniejszych, węgierskich nazwisk – Nagy (Wikipedia, hasło: „Nagy”). Wyraz ten pojawia się też jako drugi człon nazwy „dowódcy” – hadnagy, którego refleksem jest karpackie harnaś – „herszt bandy zbójników”.

Ogólnie widzimy tutaj ścisły związek władzy z siłą i bronią, w której to materii nic nie uległo zmianie do dziś. Władca miał bronić i żywić… i stąd jego insygnia władzy – jabłko i berło, czyli maczuga. Maczuga, czyli pierwotnie kawał drewna (np. sękata laska) lub duża kość (np. udowa wielkiego ssaka) była najwcześniejszym prototypem broni obuchowej. W neolicie pojawiła się maczuga nabijana krzemieniami oraz kamienne topory i młoty. Kolejne udoskonalenia broni obuchowej związane są z odkryciem obróbki metali: powstają brązowe a następnie żelazne topory i buławy oraz maczugi nabijane metalowymi ćwiekami. W tym okresie pojawiła się również broń sieczna, jednak prostsza w budowie i znacznie tańsza broń obuchowa pozostała najpopularniejszym rodzajem broni białej w starożytności (Wikipedia, hasło: „Broń obuchowa). Dzisiaj słowa maczuga używamy głównie w znaczeniu „prymitywna broń w postaci pałki ze zgrubieniem na końcu” (Boryś, 2005). Dawniej nazwa ta była również synonimem buławy (Brückner, 1989) a pierwotnie miała oznaczać zakrzywioną laskę pasterską, będącą prototypem góralskiej ciupagi (Bańkowski, 2000). Nasi językoznawcy uważają, że wyraz ten upowszechnił się u nas poprzez gwary karpackie jako zapożyczenie rumuńskiego maciuca, wywodzonego z łaciny ludowej. Osobiście proponowałbym jednak rekonstruować go jako kmatęga, kmietęga, gdyż taka rekonstrukcja pozwala na skojarzenie maczugi z mieczem i insygniami władzy (o słowie kmieć jako tytule władcy dowie się Czytelnik w dalszej części tego opracowania). Ogólnie to chyba większość nazw broni ręcznej pochodzi od kna jako sękatego drąga czy wielkiego gnata, owej pierwotnej maczugi. Zacznijmy od słowa knaga, używanego dzisiaj regionalnie w znaczeniu „duża kość”, a ogólnie – „część osprzętu jachtu w kształcie rogów, przyśrubowana do pokładu lub masztu, służąca do umocowywania lin” (SJP PWN). Wprawdzie twórcom Słownika Języka Polskiego żeglarska knaga kojarzy się z rogami, to tak naprawdę jest odwzorowaniem podwójnego topora, zwanego w fachowej terminologii labrysem. Możemy to stwierdzić ze stuprocentową pewnością, albowiem topór taki nosił w języku staronordyckim nazwę snaga (OED) a był charakterystycznym atrybutem gromowładnego Thora. U nas podobna broń obuchowa zwała się (k)nadziak i funkcjonowała jako oznaka poruczników jazdy. Zygmunt Gloger w „Encyklopedii staropolskiej” wywodził nadziak od popularnej w średniowieczu siekiery bojowej, a jego relikt upatrywał w góralskiej ciupadze. Tak więc to raczej od knagi poszła nazwa tej broni, znanej Turkom osmańskim jako nadżak i Rusom jako nażdak (Bańkowski, 2000). Tak więc również zapewne od knagi pochodzi wyraz (k)naż, nóż. Natomiast snaga jako topór i insygnium władzy zachowaliśmy jedynie, jak wyżej, w pojęciach bliskoznacznych – „siła, moc, potęga, dzielność” – oraz czasowniku smagać – „uderzać”. A konfrontując te słowa z sanskrytem, zauważamy, że w jego języku pojawiają się takie wyrazy, jak: (k)naga-bhid – „topór”, (k)nigha-ti – „żelazna maczuga lub młot”, khagga, a-sagga, (k)sayaka – „miecz”. Ostatni wyraz proponuję porównać, po uwzględnieniu pochodzenia ch od ks, z naszym gwarowym chajek – „kozik”.

I właśnie knieję wiązał z księciem Aleksander Gieysztor. Nasz wielki mediewista twierdził, że „puszcza, jako własność owego kniędza, była nazywana knieją” (Gieysztor, 1986). Gieysztorowi chodziło więc o puszczę, czy też jej część, pozostającą pod władztwem księcia, kniędza. Etymologię słowa knieja spod pióra Gieysztora należałoby rozumieć w ten sposób, że knieja to własność knięga, z czego pewnie takie formy fonetyczne tego słowa, jak podane wyżej – kniegia czy kniechinia. Przy czym postać knięg mamy poświadczoną pośrednio, jak pamiętamy, w cerkiewno-słowiańskim oraz w nazwie miejscowej Knięgnicz i u Thietmara wspominającego żonę księcia węgierskiego a siostrę Mieszka I, w formie rodzaju żeńskiego – Beleknegini, poprawianej przez historyków i językoznawców na Biela knięgyni. Etymologii Gieysztora zdecydowanie przeciwstawia się Stanisław Urbańczyk, dowodzący za większością przywołanych wcześniej w tym tekście językoznawców, że wyraz kniędz, kniądz pochodził od staro-wysoko-niemieckiego i starosaskiego kuning a rozwijał się podobnie do innych pożyczek germańskich, takich jak pieniądz od penning czy wiciądz od wiking, w których Polacy realizowali germańską końcówkę -ing jako -ęg (g ulegało następnie palatalizacji, dając dz lub ż). Natomiast wyraz knieja ma być utworzony, jak podaje Urbańczyk za językoznawcami, od tematu słowotwórczego kn pochodzącego od kien, poprzez dodanie przyrostka słowotwórczego -eja, pojawiającego się w takich rzeczownikach rodzaju żeńskiego, jak pierzeja, kurzeja, mierzeja, wierzeja (Urbańczyk, 1994). Jednakże ani Urbańczyk, ani cytowani przez niego językoznawcy, niestety nie zauważają, że końcówka -eja jest równoważna przyrostkowi -ęga, jak np. w słowach włóczęga, mordęga, mitręga oraz bardziej interesujących w kontekście dzisiejszych rozważań – knięga, księga. Albowiem j pochodzi często w naszym języku od zmiękczonego ggi, jak w słowach agencja, ajencja poprzez wcześniejsze agiencja, rejestr od wcześniejszego regiestr, czy też region i rejon. Zresztą wymiana g/j to nie tylko rodzimy nasz wymysł, gdyż wyżej widzieliśmy dokładnie to samo zjawisko na przykładzie słów zaczerpniętych z sanskrytu. Dlatego mieliśmy też dawne kniegia, obok zachowanego do dziś knieja. Przy czym podane wyżej, domniemane pożyczki germańskie są bardzo wątpliwej proweniencji, albowiem mają niezwykle czytelną etymologię na słowiańskim gruncie językowym, czego brakuje im na gruncie germańskim, a brak rodzimego źródłosłowu jest warunkiem uznania danego wyrazu za pożyczkę. Ale to temat, który doczeka się szerszego omówienia w końcowej części…

A ponieważ święte gaje i drzewa były niezwykle ważnymi elementami życia duchowego i społecznego Prasłowian, związek znaczeniowy słów je określających z wyrazami oznaczającymi tytuły władców może być bardziej ścisły, do czego powrócę jeszcze w dalszej części tego artykułu.

Książę z Kopanicy

Ciekawy przyczynek do dzisiejszej dyskusji wnosi postać słynnego Jaksy z Kopanicy – dwunastowiecznego władcy ziem położonych na Sprewą, w okolicach dzisiejszego Berlina. Chodzi głównie o to, że ów zachodniosłowiański władca bił monety, w których legendzie pojawiały się takie oto napisy: IAC KES oraz IAKZA COPTNIK CNE (Boroń, 2010). Ponieważ wszyscy historycy uznają niemal jednomyślnie, że zapisy kes i cne są skrótami tytułu kniaź lub kneź (k[n]es, cne[s]), dlatego uznają jednocześnie za szczególną sytuację, w której na monetach wybijanych w kręgu zachodniosłowiańskim tytuł władcy pojawił w rodzimym języku; zwykle bowiem używano tu tytulatury łacińskiej (np. dux).

Od kilku dziesięcioleci zagadkowa postać Jaksy spędza sen z powiek historykom. Ten z Kopanicy był prawdopodobnie tylko jednym z Jaksów, albowiem w źródłach pojawiają się liczne wzmianki o Jaksie: Jaksie – księciu z Kopanicy, Jaksie z Polski – wuju brenneńskiego księcia Przybysława, Jaksie – zięciu Piotra Włosta, wreszcie Jaksie z Miechowa, fundatorze tamtejszego klasztoru (Boroń, 2010).

Równie zagadkowo brzmi imię tego władcy (władców), a Mnogość wariantów zapisu nie ułatwia rozwiązania zagadki: Iaczon, Iazko, Iazco, Iacxo, Iaxa, Iacza, Iaczo, Iakza. Część badaczy opowiada się za formą Jacza jako skrótem od Jaczemir, Jaczewoj, od prasłowiańskiego. *jakъ(jь) – „silny, mocny” (porównaj starocerkiewnosłowiańskie jačajь – „znakomitszy, mocniejszy”), część za wariantem imion Jazon, Jacek (Jacko), jednak również wskazuje się na zbliżenie fonetyczne do form Jaks(z), Jaks(z)a, Jaks(z)o, będących staropolskimi wariantami chrześcijańskiego imienia Jakub (Cieślikowa, 2000, 2002).

Proponowałbym skupić się na pierwszej propozycji etymologicznej. Mamy tutaj jedno zapisane słowo: starocerkiewnosłowiańskie jačajь – „znakomitszy, mocniejszy”. Nie bardzo rozumiem, czym motywowana jest rekonstrukcja w stopniu równym tego przymiotnika, w postaci *jakъ(jь)… Widać raczej na pierwszy rzut oka, że rekonstrukcja powinna wyglądać tutaj w sposób następujący: *jaksъ, co moglibyśmy dziś czytać jak jaksy. Starocerkiewnosłowiański zapis pokazuje więc, że musiał istnieć w prasłowiańszczyźnie przymiotnik jaksy oznaczający „silny, mocny”, który dał w staropolszczyźnie pierwszy człon imion typu Jaczemir, Jaczewoj. Tak więc rzeczownik do tego przymiotnika w znaczeniu „moc, siła” powinien brzmieć jak jaksa.

Natomiast rzeczownik jaksa jest niczym innym, jak tylko ewidentną metatezą wyrazu ksaya. A gdy przypomnimy podawane przez Zbigniewa Gołąba, podstawowe znaczenie ksaya – „władza” oraz jedno ze znaczeń z sanskrytu – „władztwo”, zobaczymy też zbliżenie semantyczne do jaksa – „moc, siła”, chociażby z tego powodu, że władztwo, jak pamiętamy, to „moc oddziaływania na ludzi”. Sanskryckie słowo yaksa oznaczało: „istota nadprzyrodzona, duch, dusza”, a w słowniku języka polskiego wyraz duch definiowany jest m.in. jako „istota nadprzyrodzona obdarzona tajemniczą siłą”. Przy czym w staroindyjskim systemie wierzeń określenie yaksa odnoszono głównie do zrodzonych z drzew duchów przyrody płci obojga – Yaksha i Yakshini – symbolizujących „siły natury” i obdarzonych „mocą nadprzyrodzoną” (Wikipedia, hasło: Yaksha; Kempiński, 2001).

Ostatecznie chodzi więc pewnie o jedno i to samo słowo, tyle że w dwóch wariantach fonetycznych – z przestawionymi sylabami (yaksa/ksaya). Możliwe więc, że Jaksa nie było imieniem, tylko tytułem władcy Kopanicy i kilku innych, pomniejszych władyków czy możnych zachodniosłowiańskich. Jeżeli jednak nawet chodziło o imię, to z takim samym „członem książęcym”, jak w podanych wyżej imionach scytyjskich. Możliwe również, że po prostu sam tytuł stał się imieniem, gdyż tytuły często wchodzą do imiennictwa, na co znakomitego przykładu dostarcza popularność nazwiska Król. Imię, człon imienia czy tytuł jaksa mógł być jednym z refleksów sarmackiej tradycji zachodniosłowiańskich Lechitów, gdyż nie należy mieć najmniejszych wątpliwości, że człon ten pojawia się w etnonimie jednego z plemion sarmackich – Jaxamatae, znanego lepiej pod przeinaczoną nazwą – Jazygowie. A o tym, że tytulatura wkracza też nader często do etnonimii, przekonamy się jeszcze w dalszej części tego artykułu. W tym miejscu natomiast ważne, by uświadomić sobie, że indoirańskie ksaya występowało w tych językach również jako metateza – yaksa – i jako ta sama metateza w języku staropolskim… w obu wariantach fonetycznych, w tym samym obszarze semantycznym – „moc, siła, władza, władztwo”.

Rycerze okrągłego stołu

Chociaż niezapisany, do kniehini, kniechini musiał istnieć też rzeczownik podstawowy knieha, kniecha (knieha lub kniha to po czesku „książka”), jak staropolski wyraz snecha – „synowa”, oraz jego rodzaj męski – knieh, kniech; tak samo, jak do knaja i kneja istniał rodzaj męski – knaj, knej, co widać na przykładzie nazw miejscowych – Knaj, Knej. Istnienie formy kniech poświadcza pośrednio postać knieg, zachowana w nazwie miejscowej Kniegnicz, zniemczonej następnie do Kniegnitz (Ostrowska, 1969). Gdy natomiast do tego reliktowego kniech dodamy przyrostek pomniejszając -ta urabiający określenia lekceważące lub pogardliwe, jak np. kuchta, bandyta, miernota, głupota, urobimy nazwę „dworskiego pachołka”, czy też „rycerza, członka drużyny książęcej” – kniechta.

Słowa knecht jeszcze w XX w. używano w slangu wojskowym, w znaczeniu „szeregowiec”. W staropolszczyźnie oznaczało ono: „pieszy żołnierz najemny, pachołek, sługa” (Bańkowski, 2000). W języku niemieckim i holenderskim knecht to „parobek, pachołek, sługa, czeladnik, pomocnik, niewolnik”. U Anglosasów kniht był „sługą rycerskim, giermkiem”, skąd do języka angielskiego wchodzi już jako „sługa, żołnierz królewski” – knight – „rycerz, szlachcic”. Ale wtedy i Niemcy wołali już knecht na „rycerza”. To przejście semantyczne znajduje znakomite wytłumaczenie w średniowiecznych stosunkach feudalnych, gdzie pierwotna czeladź rodzinna a późniejsza służba książęca, najemni wojacy, członkowie drużyn książęcych lub królewskich, wynagradzani byli za służbę nadaniami ziemskimi, tworząc z czasem stan szlachecki.

Ponieważ do słowa knecht nie udało się dotąd dopisać językoznawcom wiarygodnej etymologii, dlatego podany wyżej źródłosłów i sposób jego powstania wydaje się tym bardziej wiarygodny, a do tego – nad wyraz spójny logicznie. A i zmiany fonetyczne w obrębie tego słowa znakomicie ilustrują polskie nazwy osobowe, np. nazwiska w brzmieniu: Kniechta, Knechta, Knecht. Miło więc się dowiedzieć, że słynni Knights of the Round Table mają swoje korzenie w słowiańszczyźnie; no… przynajmniej w jej warstwie językowej. A te korzenie wydają się tkwić w naszej mowie głęboko; wygląda bowiem na to, że angielskie knight, czytane wcześniej jak knajt a obecnie jak najt, albo pochodzi bezpośrednio z formy fonetycznej knaj, albo przynajmniej mamy tu do czynienia z jakąś kontaminacją.

Natomiast w sanskrycie jedną z nazw tytułu „książę” jest również słowo ksaita (spokensanskrit.de). Jeżeli ponownie założymy, że przemiana kn/ks w nagłosie nie dokonała się jedynie w języku polskim, otrzymamy tytuł księcia w brzmieniu knaita, czyli niemal identycznym jak pisana fonetycznie, angielska nazwa „rycerza” – knajt, najt. Akurat w tym przypadku mamy dość wyraźny dowód na starożytność wymiany kn/ks w postaci tocharskiego wyrazu (k)näkte – „bóg”, pochodzącego z tocharskich przekładów sanskrytu, a brzmiącego w zasadzie tak samo, jak knechta (Lubotsky, 1990). No i należałoby przypomnieć w tym miejscu hetyckie (k)neita-la – „wódz”. W drugim znaczeniu słowo ksaita określało w sanskrycie „naczelnika rodu”. Pomniejszający przyrostek -ta mógł więc wskazywać na latorośl rodu panującego, gdyż np. młode jednostki określa polskie gwarowe słowo knajtek (w ogólnej polszczyźnie – kajtek) – „malec, niedorostek, mały chłopiec, chłopaczek”. Ponadto w języku polskim „parobek marynarski” to (k)majtek, a majtki to pierwotnie „dziecięce spodenki” (Bańkowski, 2000). Tak więc knajt mogło pierwotnie oznaczać – „naczelnik rodu, książę”, nim zostało zdegradowane do nazwy „książęcego sługi”. Z podobną deprecjacją spotykamy się przecież w przypadku wyrazu kmieć, kmiot, który doczeka się omówienia poniżej. A znając upodobanie naszych odległych przodków do oddawania czci drzewom i gajom, o którym później więcej napiszę, nie możemy wykluczyć, że wyraz knajt, knajta poszedł bezpośrednio od jakiegoś wyrazu oznaczającego pień, na co wskazują nasze dzisiejsze wyrazy knecht, knechta w znaczeniu „niski słupek z drewna do cumowania”. Może np. wyraz knęg, knech, do czego jeszcze później powrócę, określał pierwotnie słup totemiczny, symbolizujący mistycznego protoplastę rodu, a knechta – „jego daleką latorośl, niski przyziemny konar, ziemskiego namiestnika”…

A będąc przy wyrazie knechta, związanym semantycznie ze „stanem szlacheckim”, oraz mając świadomość tendencji do przechodzenia nagłosowego kn w ks poprzez wtrącone ś i odpadania k z nagłosu, aż prosi się o następujący wywód etymologiczny: knechta, kśnechta, ksiechta, siechta, ślechta. Takie wtrącone (epentetyczne) l pojawia się niezwykle często w polszczyźnie, więc nie byłoby w powyższym przypadku zjawiskiem odosobnionym. Mamy np. wersję dialektyczną wyrazu grabie w postaci grable, dzisiejsze kropla, grobla w miejscu wcześniejszych kropja, grobja, dwa słowa gwarowe określające ptaki z rodziny krukowatych – gapa i glapa, a także dwa etnonimy: Drzewianie i Drewlanie, gdzie w ostatnim przypadku spodziewalibyśmy się formy Drewianie.

Sanskryt nie kłamie                            

Jeżeli założymy, że słowa kień i knieja przeszły taką samą ewolucję fonetyczną, jak omówiona wcześniej, odnosząca się do wyrazu kniaź, dojdziemy do wniosku, że kień musiało brzmieć wcześniej (lub alternatywnie) jak kuni, a knieja – jak kunia. Pamiętamy przy tym, że kuni w języku gockim i kunja w pragermańskim miały oznaczać „ród, rodzina”, zaś pragermański kunjo miał być „naczelnikiem rodu”. A co oznacza kunia w sanskrycie…? W języku staroindyjskim kunia to „gąszcz, zarośla, chaszcze”, czyli dokładnie to samo, co nasze knieja w dzisiejszym słowa tego rozumieniu.

Tak więc słowo kunia, by stać się ksaya, musiało przejść na gruncie indoirańskim takie same zmiany semantyczne i fonetyczne, jak na gruncie języków europejskich kunja, dające w efekcie nasze książę, ksiądz. Widać to tym bardziej wyraźnie, że w sanskrycie, jak wyżej wspominałem, pojawia się niemal dokładny odpowiednik fonetyczny naszego, niejako pośredniego tu słowa knaja(k)naya – w znaczeniu „przywódca”. Natomiast nasze knaja (knieja, kniegia, kniecha, kniechinia, kniehini), jak pamiętamy, przybierało znaczenia od matecznika leśnego, poprzez rodzinę, po władztwo i władcę, gdzie trzy ostatnie znaczenia są tożsame ze znaczeniami indoirańskiego wyrazu ksaya.

A wszystko to zaświadcza dobitnie, że fonetyczna i semantyczna transformacja słowa kuni w znaczeniu „pień, ród”, prowadząca do ksaya w znaczeniu „ród, rodzina, panowanie, władztwo, władca, książę” i w zbliżeniu brzmienia do naszego ksiądz, książę, nie mogła dokonać się, jak dowodzą językoznawcy, na gruncie germańsko-słowiańskim i być zjawiskiem późnym, datowanym na okres pomiędzy wczesnym a schyłkowym średniowieczem; musimy mieć tutaj do czynienia z dużo starszymi zjawiskami językowymi, sięgającymi słowiańsko-indoirańskiej (indosłowiańskiej) wspólnoty językowej a datowanymi przynajmniej na okres poprzedzający piętnaste stulecie p.n.e., w którym to stuleciu, jak się uważa, wchodzi do użytku staroindyjski język sanskrytu.

Słowiański kuning

Dlaczego właściwie językoznawcy uznają słowiańskie słowa typu kniaź, ksiądz, książę za germańską pożyczkę? Tytuł ten ma pochodzić, jak już wiemy, do słowa kuni w znaczeniu „rodzina, ród”. Wprawdzie z postulowanego zapisu w postaci kъnь możemy wnioskować, że również w językach słowiańskich istniało słowo kuni w znaczeniu „ród”, na co wskazują konotacje semantyczne teoretycznie późniejszych form kien i kmen – „plemię, ród, pokolenie”. Teoretycznie więc również w językach słowiańskich mógłby powstać tytuł królewski, np. poprzez dosyć częsty przyrostek -ęg (o czym już było, a do czego jeszcze później powrócę), w postaci fonetycznej kunięg, kunęg. Problem w tym, że podobno nie mamy bezpośrednio potwierdzonego słowa kuni zarówno w takim brzmieniu, jak też jego konotacjach z „rodziną”, jak ma to miejsce chociażby w przypadku gockiego kuni – „rodzina, ród”. Słowo kuni wchodzi ponadto w językach germańskich, w tym znaczeniu do imiennictwa, co widzimy chociażby na przykładzie imienia Kunegunda. Natomiast w słowiańskich imionach nie spotykamy podobno członu o brzmieniu kuni. Ponadto, tytuł królewski występuje w językach germańskich, w wyżej wymienionych formach o dosyć konsekwentnym brzmieniu, ogólnie zbliżonym do kuning. Gdyby więc podobny tytuł królewski miał rodowód słowiański, również i te języki powinny zachować jakieś echo pierwotnej formy, zbliżonej do kunęg. Wszystko wskazuje więc na to, że kniaź, ksiądz, książę musi być germańską pożyczką! Czy aby na pewno…?

Próbując dementować powyższe poglądy, przyjrzyjmy się rzekomo nieobecnemu w polskim języku słowu kuni, w pierwotnym znaczeniu „pień” i późniejszych jego konotacjach z „rodziną”. Jeżeli jakieś słowo nie ocalało w zapisie, w znaczeniu podstawowym, językoznawcy chętnie rekonstruują je na podstawie derywatu, jeżeli oczywiście derywat taki przechowały stare annały. Dlatego warto przywołać w tym miejscu słowo kunne – nazwę opłaty wnoszonej przez bartników od kuni, czyli „pnia”, pniem bowiem nazywano dawniej „rój, rodzinę pszczelą”, czyli „barć, ul”, albowiem ule były pierwotnie po prostu wydrążonymi pniami. Przez to od pnia pochodzi też nazwa miodu: litewskie (k)medis – „drzewo” (porównaj: kmen – „pień”), rekonstruowane (k)medhis – „puste wnętrze drzewa, dziupla, barć”, ogólnosłowiańskie (k)medhus – „miód”(Bańkowski, 2000.), którą języki germańskie zachowały w podobnym brzmieniu, w odniesieniu do „miodu pitnego, syconego” (np. angielskie mead), przejmując dla „miodu niesyconego” inną nazwę od pnia – kunęg, konęg, zniekształcając ją do niemieckiej i angielskiej postaci honig, honey. Ale w prawie bartniczym, „wydzielona część boru bartnego” to knieja, zapewne z uwagi na obfitość pni, kni, czyli „barci, uli” (Bańkowski, 2000).

Dawniej płacono również inne kunne, zwane też kunicą lub kuną… za dziewczynę wychodzącą za mąż do innej wsi, albowiem słowem kuna określano „dziewczynę, pannę” (Brückner, 1989). I nie chodziło tutaj o jakieś odzwierzęce przezwisko, niejednokrotnie dorabiane kobietom, tylko słowo pochodzące od pnia (kuna to również „słup u wrót stodoły”) dla urobienia określenia „kobiety” (o czym więcej – niżej), takie jak np. greckie mykeńskie kunaja – „kobieta”, starogreckie gune – „kobieta”, tureckie kuma – „kochanka, nałożnica”, kaszubskie kuna – „suka”, czy też staroindyjskie kanya – „dziewczyna, panna, dziewica, córka”. W ten sposób znajdujemy w językach słowiańskich konotacje kuni z „rodziną”.

A teraz sięgnijmy do imiennictwa… Otóż, wydaje się, że człon imion pochodzących od kuni był w językach słowiańskich, przynajmniej w staropolskim, co najmniej tak samo produktywny, jak w językach germańskich. Wymieńmy więc takie imiona, jak: (k)Unimir, (k)Uniemir, (k)Unisław, (k)Uniesław, (k)Uniemysł, (k)Uniewit, (k)Unirad, (k)Unierad, (k)Unisz, (k)Unosz, (k)Unich, (k)Unik, (k)Uniej. W opracowaniach etymologicznych oczywiście przeczytamy, że człon ten pochodzi rzekomo od słowa unie – „lepszy”. Nie daję temu wiary; przeczy temu chociażby wersja jednego z imion zapisana w postaci Huniemir, wersja imienia Konrad w postaci Kunrad (zapewne od [k]Unirad) oraz imię osobowe Kuniej, wyglądające na wcześniejszą postać (k)Uniej. A odpadanie pierwszej głoski w imionach było zjawiskiem powszechnym: Chwalibóg – Falibóg, Chwalimierz – Falimierz, Chwalisław – Falisław. Dzisiaj słyszymy to jeszcze w zdrobnieniach: Joasia – Asia.

Zapewne na przekonanie o powszechności germańskich imion z członem kuni wpłynęła popularność żeńskiego imienia Kunegunda. W rzeczywistości nie znajdujemy jednak wielu tego typu imion germańskich. Na przykład pośród germańskich imion z terenu Hiszpanii znajdujemy tylko jedno – Coniaricus, wywodzone od pragermańskiego kunjan – „plemię, ród, naród, nacja”. Do historii przeszedł też władca Gepidów – Kunimund – „opiekun rodziny, rodu”, czyli jakby kalka greckiego Aleksander. Poza tym annały odnotowują jeszcze tylko jedno germańskie imię z tym członem – Kunibert. Do imion tego typu zaliczyłbym również Konrad, Kunrad. I chociaż pierwszy człon wiązany tu bywa zazwyczaj ze staroniemieckim kuoni – „odważny, śmiały, silny” – to jednak kunjan, kuni daje lepszą podstawę do wywodów etymologicznych, pozwalając wiązać to imię z naszym (k)Unirad i czytać jego znaczenie jako „radca rodu” lub życzeniowo: „obyś służył radą rodzinie”. Tym śmielej możemy przyjąć powyższą etymologię, że germańscy językoznawcy sami gubią się nieco w swoich dociekaniach, podając również za źródło członu tego imienia słowo koni, cen, coen – „dziki, okrutny, gwałtowny, srogi, zapalczywy”. Na błędne wygląda również tłumaczenie imienia Kunegunda, zapisywanego często w dawnych dokumentach jako Kuneguenda; kuni – „ród” i gunda – „walka”, czyli niby „walcząca za swój ród”. Jeżeli bowiem rozbijemy to imię na inne człony – domniemane, prasłowiańskie słowo kunęg – „król” i pragermańskie guend – „Weneda, Słowianin” (Wikipedia, hasło: „Germanic personal names in Galicia”.) – otrzymamy właśnie Kuneguenda, czyli „królowa Wenedów”, co automatycznie kojarzy się z legendarną królową Wandą. Tłumaczenie pierwszego członu tego imienia jako kunęg – „królowa, król” – motywuje bez trudu też jego alternatywną wersję w postaci Kinga.

Imię Kunegunda, Kuneguenda widzimy również w formach Kunigunde, Kunigunda. Te wersje pierwszego członu zbliżają nas z kolei do polskiego kunigas (kunig z litewską końcówką -as) – „książę, możnowładca litewski, przywódca grodu pruskiego”, litewskiego i kaszubskiego kunigas – odpowiednio – „ksiądz, władca”, jak również niemieckiego könig – „król”. A w takim razie należy domniemywać, że takie imiona, jak (k)Unich, (k)Unik, pozostawały w związku z tytułem przywódcy, tak samo jak nazwa osobowa Kunik. Tytuły królewskie nader często wchodzą do imiennictwa i przechodzą na nazwy osobowe (o czym jeszcze się przekonamy), jak np. w przypadku niezwykle popularnego nazwiska Król. Z tego należałoby wnosić, że takim właśnie imieniem może być (k)Uniej, zaś nazwiskiem – Kuniej, odpowiadającym nazwie osobowej Król. Nie jest więc prawdą, że nie mamy w języku polskim echa tytułu kunięg, kunieg, przeczy bowiem temu nazwisko Kuniej, w którym widzimy powszechną wymianę g na j.

Mnożą się wątpliwości

W spisanych na początku XV w. „Kazaniach gnieźnieńskich” pojawia się zapis słowa książę w celowniku, w dość osobliwej formie: xoszoczu – „książęciu”. Po odjęciu końcówki deklinacyjnej (-ciu, -czu) i uwzględnieniu procesu denazalizacji (utraty nosowości samogłosek) lub  braku znaków zapisujących samogłoski nosowe, otrzymamy tu słowo podobne do kaszubskiej wersji wyrazu książę, brzmiącej jak ksąrzą. Ponieważ jednak w tamtych czasach znakiem x zapisywano często głoskę ch, dlatego niektórzy historycy uważają, że podane w łacińskiej wersji przez Galla Anonima rzekome imię ojca Piasta – Chossistco (pazt filius chossistconis) – oznaczało po prostu „książę” (Roszko, 1980). Jest to o tyle prawdopodobne, że ten sam przydomek nosił wg. Galla książę Popiel. Tym samym spotykamy pośród historyków domniemanie, że Gall Anonim, tworząc swoją kronikę, korzystał z najstarszych źródeł pisanych, które odnotowały Piasta jako syna jakiegoś choszecza lub choszycza – „książęcia” lub „księżyca” (Roszko, 1980).

Inni badacze biorą za podstawę dociekań etymologicznych późniejszą o ponad półtora wieku „Kronikę wielkopolską”, która podaje, że Popiel, z uwagi na długie włosy, otrzymał przydomek Chościsko, czyli „miotła” (Banaszkiewicz, 1986). Ta sama kronika, wspominając o Mieszku, synu Konrada Mazowieckiego, podaje, że nosił on przezwisko Chosziszco, co – jak zaraz wyjaśnia – oznacza, iż nosił on długie włosy lub specjalną czapkę, kołpak na głowie. Taki przydomek miałby mieć związek z dolnołużyckimi choscisca, chość – „miotła”.

Aleksander Brückner poprawia imię na Chwościsko i wywodzi je od słów chwost – „ogon”, chwostiszcze – „miotła”. Objaśnieniu temu energicznie sprzeciwia się Andrzej Bańkowski, odczytując przydomek jako Choszyszczko i dowodząc, jakoby słowo choszyszczko miało oznaczać dokładnie to samo, co osełedec – „czub, wąski kosmyk włosów na czubku ogolonej głowy”. Czub taki, noszony przez Kozaków zaporoskich, był fryzurą analogiczną do podgolonego czuba polskiej szlachty. Jak podaje Andrzej Bańkowski za Leonem Diakonem, kronikarzem bizantyjskim, taki czub miał nosić w X w. kijowski kniaź Światosław, odwiecznym obyczajem dostojnego rodu Rurykowiczów. Ostatecznie Bańkowski zmierza do tego, że, pomimo iż Gall przedstawia Piasta jako prostego chłopa, to, nadając jego ojcu przydomek Choszyszczko, wywodzi niejako ród piastowski z książęcego rodu. A późniejsze źródła mówią już przecież o Piaście jako o księciu.

I chociaż brakuje jednomyślności w dociekaniach historyków i językoznawców, widzimy wyraźnie, że większość tropów wiedzie przydomek ojca Piasta ku godności książęcej. Moim zdaniem, gdy weźmiemy poprawkę na brak w łacinie samogłosek nosowych i spółgłosek szumiących, zapis Galla w postaci chossistco sam się niejako czyta jako chąszyczko, co wygląda na zdrobnienie od słowa chąszycz. A czytając w ten sposób, wyjaśniamy pozorny paradoks pomiędzy chłopskim i jednocześnie książęcym pochodzeniem Piastów… Piast nie był chłopem w średniowiecznym znaczeniu feudalnym tego słowa, czyli człowiekiem z najniższej warstwy społecznej, tylko gospodarzem w znaczeniu epoki ustroju rodowo-plemiennego, czyli głową jakiegoś pomniejszego rodu. Tak więc terminu chąszyczko używano zapewne w odniesieniu do naczelnika pojedynczego rodu, podczas gdy tytuł chąszycz mógł być zarezerwowany dla przywódcy większej grupy plemion, powiązanych ze sobą interesami politycznymi. Tak więc coś, jakby książątko i książę. Jak bowiem pisał Jędrzej Moraczewski: „Z rodzin składały się rody, z rodów plemiona i stały pod kneziami” (Moraczewski, 1843-1855).

Słowo chąszycz wygląda na dokładnie taki sam patronim, jak księżyc, pochodzący od chąsz z przyrostkiem -ic. Widzimy tutaj oczywiście nie tylko zbieżność semantyczną, ale też fonetyczną. Widać otóż wyraźnie, że chąsz musi być efektem ewolucji wyrazu ksąg, ksiąg, tak samo jak książ i ksiądz, w którym doszło do przemiany nagłosowego ks w ch. Taka zmiana, nieodosobniona w języku polskim, uznawana jest za bardzo starą, sięgającą kontaktów słowiańsko-irańskich, a widzieliśmy ją już wcześniej na przykładzie słów ksaieti i xajati oraz naszego chęchy pochodzącego od księgi. Nie musimy wnikać jednak głęboko w problem datowania tej innowacji językowej. Wystarczy zauważyć, że skoro słowo chąszyczko pochodzi przynajmniej z IX w. (panowanie Piasta), do roztrząsanej wyżej przemiany kn/ks nie mogło dojść w XIII w., gdyż już przed IX wiekiem musiało istnieć ks, dające w konsekwencji ch.

A kończąc myśl podjętą w tym podrozdziale, warto jedynie zauważyć, że postać choszoczu z „Kazań gnieźnieńskich” niezmiernie przypomina nazwę „króla” zaczerpniętą z języka hetyckiego – ḫaššu (Danka, 1986). Danka uważa, że ten tytuł królewski pozostaje w związku z hetyckim czasownikiem ḫašš – „rodzić”. Inni językoznawcy są podobnego zdania i zauważają, że wyraz ten jest utworzony w ten sam sposób, jak rozważane tu dzisiaj europejskie tytuły królewskie, pochodzące od praindoeuropejskiego gene – „rodzić, płodzić” (Nagy, 1992), o czym było już nieco powyżej a o czym trochę więcej informacji znajdzie Czytelnik w kolejnym podrozdziale. Jeżeli odrzucimy od tego wyrazu przyrostek -šu i założymy pochodzenie hetyckiego od ks pochodzącego z kolei od wcześniejszego kn, przeczytamy to słowo jak knaś. Wprawdzie związek tytułu kniaź z wyrazem gniaz-do będzie przedmiotem jednego z kolejnych podrozdziałów, warto już w tym miejscu zwrócić uwagę, że gniaz-, tak samo jak hetyckie ḫaš-, wiąże się z „rodzeniem” czy „płodzeniem” lub pozostaje bardzo blisko tych pojęć. Na przykład jednym ze znaczeń czasownika gnieździć się jest „mieć, wychowywać potomstwo” (Doroszewski, 1958-1969).

Kień czyli pień

Językoznawcy są raczej zgodni, że korzeni słów ksiądz, książę należy szukać w praindoeuropejskim czasowniku gene – „rodzić, płodzić”, czy też rzeczowniku gen – „ród, płód”, z derywatami odnoszącymi się do rodziny i grup plemiennych, jak np. w przypadku greckiego genos – „ród”, gockiego kuni – „ród, rodzina” czy angielskiego kin – „ród, rodzina, krewni, spokrewniony”. Rdzeniem gniazda semantycznego tej grupy wyrazów pozostaje jakaś wczesna wersja dobrze znanego nam słowa kien, kień – „pień, ród, plemię, pokolenie”. Przy czym należy zauważyć, że, gdy uwzględnimy zapis domniemanej wersji prasłowiańskiej słowa kieńkъnь, dojdziemy do przekonania, iż musiało brzmieć ono wcześniej lub alternatywnie jak kuni – jak w języku gockim „rodzina, ród”. W pierwszej kolejności od kień pochodzą niemal wszystkie określenia rodzicielki, kobiety. Te skojarzenia muszą sięgać ery wczesnego neolitu, a korzeniami tkwić jeszcze pewnie gdzieś w późnym paleolicie. Dlaczego…?

Musimy wiedzieć, że dawniej określenie pień nie było przypisane, jak to dzisiaj podają słowniki języka polskiego, do „zdrewniałej łodygi drzewa”. Pierwotnie chodziło zapewne o „łodygi traw”. Andrzej Bańkowski pisał, że każde źdźbło trawy miało swój pień, tak więc mawiano: „zboże na pniu, len na pniu”. W języku sumeryjskim słowem gin określano „trzcinę”. Stąd właśnie mają pochodzić indoeuropejskie nazwy „trzciny”, takie jak np. greckie słowo kanna, łacińskie canna czy angielskie cane, upowszechnione może za pośrednictwem hebrajskiego ganeh i arabskiego ganah – „trzcina”.  (OED). Sanskryt natomiast zapisuje jako (k)nala nazwę „trzciny, sitowia”. My mamy to w nazwie „ściętej trawy” – siano, „ściętego zboża” – knowie, knybie, snop, żniwo – oraz „zboża rosnącego na polu, uprawnego pola” – (k)niwa. Słowem kniat określaliśmy dawniej „podbiał”, wybijający podobno przed tym, nim na łące pojawią się trawy (Bańkowski, 2000). Natomiast (k)nać to nazwa wszelakich „łodyg roślin zielnych”, głównie jednak uprawnych – okopowych, zawężona w niektórych językach do „ziela pokrzywy”, jak np. w przypadku staropruskiego nate, litewskiego i łotewskiego natre, staroangielskiego netel i greckiego knide.

Chociaż język nasz ciągle zachowuje też stare (trzcinowe) konotacje, np. w nazwie grzyba – kania, który, nim rozwinie kapelusz, do złudzenia przypomina „trzcinową pałkę”, w synonimie (z ukraińskiego) „sitowia” – komysz, jak też w nazwach miejscowych typu Kniewo, Kniewy, odnoszących się do małych jeziorek lub terenów podmokłych (np. Kniewscze Błoto), czyli jakby „sitowisk, trzcinowisk”. Po dialektach (k)niwa to także „łąka”, czyli znowu pojęcie bliższe pierwotnemu znaczeniu. Warto w tym kontekście przypomnieć także ogólną nazwę „roślin bagiennych” – knieć, zawężoną obecnie do jednego rodzaju roślin zielnych z rodziny jaskrowatych (m.in. knieć błotna). Również konopie (łacińskie cannabis, staropruskie knapis, indyjskie ganja), nazywane wymiennie pienką lub pieńką, wybierają siedliska podmokłe i zalewowe, podobnie jak komysze i trzciny. A i słowo trzcina, staropolskie trcina, możemy interpretować jako tri-tina, tri-cina, czyli niby „trójpieńka” (trzcina ma trzy pnie – jeden łodygowy i dwa liściowe), w odróżnieniu np. od szczeciny, ście-tiny, ście-ciny, czyli „stópieńki”; szczeć, szczecina – „trawa bagienna” (ście od „sto”, jak w liczebnikach – jedenaście, dwanaście) (Afeltowicz).

Tak więc nazwy użytkowanych w paleolicie, dzikich traw przeszły następnie na trawy uprawne, czyli na zboża, a także inne rośliny użytkowe. A prawdopodobnie, dopiero znacznie później, gdy już rolnicy dotarli dalej na północ, do krain bardziej zalesionych, doszło do przeniesienia nazwy „łodygi trawy, łodygi rośliny zielnej” na „zdrewniałą łodygę drzewa”. Taki tok zdarzeń językowych wydaje się równie logiczny z punktu widzenia stepowej teorii ekspansji języków indoeuropejskich; nazwa „łodygi stepowej trawy”, w miarę dryfu języka ku centrum Europy, przechodzi na nazwę „zdrewniałej łodygi drzewa”. W dawnym języku czeskim przymiotnik knivy oznaczał np. „zdrewniały”, zaś dialekty i gwary słowiańskie przechowały słowo (k)niwa również w znaczeniu „mały lasek”(Boryś), jak też kneja z jednej strony w znaczeniu (obok znanych nam już, wyżej podanych) „nieużytek leśny pośrodku pola”, z drugiej zaś – „bagnista część lasu, nieprzejezdne grzęzawisko, błoto, brzeg jeziora” (Słownik języka Adama Mickiewicza; Bańkowski, 2000; Miejscowość Knieja nad brzegiem jeziora Wdzydze). Podobne przeniesienie nazwy znakomicie obrazuje nam język sanskrytu, w którym np. słowem kanda określano jednocześnie „trzcinę, łodygę trawy”, jak również ogólnie „łodygę” oraz „witkę, pręt, gałąź, konar”, a także „pień drzewa” (spokensanskrit.de).

Królowa matka

Więc to chyba dopiero w neolicie mnożą się skojarzenia „gleby wydającej plon” oraz „płodów ziemi” i „aktu rozrodu” z nazwą trawy, zboża – np. nasze ziemia, litewskie żeme – „ziemia”, łotewskie zeme – „ziemia”, staropruskie semme – „ziemia”, greckie khamai – „na ziemi”, tocharskie kem – „ziemia”, łacińskie gemma – „pąk, kamień szlachetny”, gemino – „podwajam, pomnażam”. Wtedy to bowiem rodzi się matriarchat i kult Magna Mater – Wielkiej Matki, Bogini Matki, Matki Ziemi. A ta maluczka matka przejmuje nazwę „łodygi zboża” (greckie gyne, nasze żona – „kobieta, żona”), wydającej na świat swoje pokłosie (łacińskie semen, nasze siemię – „nasienie” [na-sienie]), rodzące w konsekwencji potomstwo i tworzące ostatecznie rodzinę; prapolskie cędo – „dziecko, potomstwo” (niemieckie kind – „dziecko”, angielskie kind – „ród”) i siemia – „rodzina”. Od owej „prałodygi” pochodzą niemal wszystkie aryjskie (i nie tylko) nazwy kobiece. Przypominając wspomniane wyżej – gyne i żona, podajmy przynajmniej najciekawsze przykłady: celtyckie (g)bean, (g)bena – „kobieta”, angielskie queen – „królowa”, staroangielskie cwen – „królowa, władczyni, kobieta, żona”, starosaksońskie quan – „żona”, staronordyckie kvaen – „żona”, kvinna – „kobieta”, pragermańskie kweno – „kobieta”, luwijskie (k)wanattis – „kobieta”, sanskryckie janis – „kobieta”, gna – „żona boga, bogini”, awestyjskie jainish – „żona”, staropruskie genna – „kobieta”, armeńskie kin – „kobieta”, gockie quens – „żona”, qino – „kobieta, żona”, qens – „królowa”, staroindyjskie kanya – „dziewczyna, panna, dziewica, córka”, frygijskie knaika – „kobieta”, greckie mykeńskie kunaja – „kobieta”, starogreckie gune – „kobieta”, staropolskie kuna – „dziewczyna, panna”, tureckie kuma – „kochanka, nałożnica”, polskie (k)niewiasta – „kobieta”, greckie (k)nymphe – „panna, nimfa”, trackie (k)nysa – „panna”, staropolskie snecha – „synowa”.

Na powyższych przykładach widzimy, szczególnie na przykładzie staroangielskiego cwen, że nazwa kobiety bywa jednocześnie synonimem władczyni, królowej. To oczywiście również spuścizna matriarchatu. W tych relacjach społecznych to kobieta była pniem rodziny i przywódczynią rodu. Tak więc nazwy książęce mogły być pierwotnie pochodzenia czy rodzaju żeńskiego, co dopiero później odmienił patriarchat.

Zaproponowany wyżej rozwój nazw książęcych możemy łatwo prześledzić na przykładzie naszego, związanego z podanymi wyżej kniat i knieć, słowa (k)nać, (k)mać. Widzimy, że nazwa łodygi, co powszechne, przechodzi tutaj na kobietę, rodzicielkę. Tak więc to owa (k)mać, kmat musiała być „pniem rodu, naczelnikiem rodziny”. Jednak już w średniowiecznej polszczyźnie i innych językach słowiańskich słowem rodzaju męskiego – kmieć, kmiot, kmet (lub brzmiącym podobnie) – nazywamy „naczelnika rodu, możnowładcę, wielmoża, rządcę grodu książęcego, członka rady książęcej, członka wyższej klasy rządzącej (synonim bojarzyna, barona), rycerza, szlachcica, sędziego ziemskiego, wójta, sołtysa”, a w końcu też „zamożnego chłopa” (Bańkowski, 2000; Boryś, 2005).

Boryś i Brückner wywodzą słowo kmieć od łacińskiego comes (dopełniacz: comitis) – „towarzysz podróży, towarzysz panującego, władca, członek orszaku władcy”, czemu zdecydowanie przeciwstawia się Bańkowski, dopatrujący się źródła tego tytułu w sanskryckim określeniu „syna księcia, młodego księcia” – kumara. Tytułu comes używali w Cesarstwie Rzymskim wysocy urzędnicy jako towarzysze cesarscy. Do Polski przybył on z zachodu, wraz z wiarą chrześcijańską, a pierwotnie przysługiwał również głównie wysokim urzędnikom. Bogucki podaje za Otrębskim, że ponieważ kmieciem nazywano początkowo w Polsce i Czechach przedstawiciela rodu, a następnie wysokiego urzędnika państwowego, dlatego, z uwagi na podobieństwo brzmienia, skojarzono go z łacińskim comes (Bogucki, 1971). Bogucki podaje również, że za rdzennie słowiańskim pochodzeniem tytułu kmieć opowiadają się polscy językoznawcy – J. Otrębski i C. Bartula. A słowo to miałoby pochodzić od znanej nam już, czeskiej wersji fonetycznej wyrazu kienkmen, w znaczeniu „plemię, ród, pokolenie”. W celu zobrazowania powiązań semantycznych i fonetycznych warto podać w tym miejscu takie słowa, jak litewskie (k)mietas, łacińskie (k)meta, (k)meita, indyjskie (k)methi – „drąg, kół, słup” oraz czeskie (k)meč i polskie (k)miecz – „belka, żerdź, podpora” (dopiero później przeniesione na ”broń sieczną”, albowiem nazwy broni ręcznej, jak wyżej widzieliśmy, pochodzą najczęściej od kna), czyli wyrazy o niemal dokładnie takim samym znaczeniu, jak kmen w sensie „pień”. Bezwzględnie należy się przychylić do poglądów Otrębskiego i Bartuli, albowiem słowa kmen i kmet wydają się równoważne fonetycznie, co widzimy chociażby na przykładzie angielskiego (k)man – „mężczyzna” – w odniesieniu do staroislandzkiego (k)mat-hr – „mężczyzna”.

Widać tutaj na pierwszy rzut oka, że takie tytuły znaczniejszych osób, jak kmieć i knieź, różniące się w zasadzie, jedynie końcówką, łatwo wywieść ze wspólnego źródła – kien, bez potrzeby odwoływania się do łacińskiej czy germańskiej pożyczki. W rzeczywistości chodzi tutaj o warianty fonetyczne końcówki -ęg, która zostanie szczegółowo i szeroko omówiona w dalszej części niniejszego tekstu. To prawdopodobnie właśnie za sprawą tego przyrostka, za czym zamierzam twardo tu obstawać, od wyrazu knu, a właściwie jego tematu słowotwórczego kn, urobiono tytuł słowiańskiego władcy – knęg, knięg, jednocześnie palatalizowany i denazalizowany do postaci kneź, knieź. Inny sposób palatalizacji g prowadził do pojawienia się dz (jak w wyrazie ksiądz), dającego czasem samogłoskę d (o czym później), zmieniającą nieraz swoją dźwięczność do t. Dlatego właśnie dokładnym odpowiednikiem końcówki -ęg jest przyrostek -ęt, co wyraźnie słyszymy w takich naszych wyrazach, jak kręg i kręt. Dlatego też postać knęg jest równoważna formie kmęt, a po denazalizacji i palatalizacji – forma knieź postaci kmieć. Jednakże wyrazem knęg, kmęg określano również prawdopodobnie „pień” i „mężczyznę”. Od tego wyrazu odpadało zapewne czasami końcowe g, dając w konsekwencji nazwę pnia w postaci kmen. Natomiast powszechne odpadanie k z nagłosu skutkowało formą men jako określeniem mężczyzny w językach germańskich. Z kolei słowiańszczyzna usnęła inicjalne k, pozostawiając wygłosowe g, z czego np. takie nasze słowa, jak mąż, męża, mężczyzna.

Zresztą, do wyrazu kmieć będę zmuszony powrócić jeszcze w dalszej części niniejszego artykułu…

Pień króluje

Pamiętamy, że kień czyli „pień” stał się źródłem większości określeń kobiety jako rodzicielki oraz wyrazów związanych rozrodem i rodziną. Później, od głównej łodygi wydającej plon, czyli „rodzicielki”, czy też głównego pnia wypuszczającego konary, czyli „rodzica”, zrodziły się nazwy związane najpierw z przewodnictwem w rodzie, a następnie – władzą rodzicielską i władzą w ogóle. W związku z tym tytuły władców również pochodzą bardzo często od pierwotnego kień, pień, najczęściej jednak bezpośrednio od słowa używanego na określenie „kobiety, rodzicielki”.

Bodaj najpopularniejszym, polskim określeniem władcy, które możemy wywieść od wyrazu pień jest pan – „ten, kto ma władzę nad kimś lub nad czymś; bogacz, właściciel majątku ziemskiego; mężczyzna stojący na czele domu, rodziny, gospodarstwa; pracodawca w stosunku do służby” (SJP PWN). Językoznawcy mają oczywiście inne pomysły na etymologię tego słowa, ale warto przytoczyć w tym kontekście serbską wersję słowa „pień” – pań, brzmiącą dokładnie tak, jak rodzaj żeński wyrazu pan, czyli pani, w liczbie mnogiej. Skoro wiele tytułów władców pochodzi od pień, kień, dlaczego pan, leżący w tym samym obszarze fonetycznym i semantycznym, miałby niby pochodzić z innego źródła…?

To samo możemy powiedzieć o tytule ban, który wygląda na alternatywną wersję fonetyczną słowa pan. W sanskrycie wyraz bhanu oznaczał – „król, książę, mistrz, pan, lord, władca” (spokensanskrit.de). Ban był tytułem popularnym w środkowej i południowo-wschodniej Europie, pomiędzy VII a XX wiekiem. Pierwotnie, od VII w., tytuł ban nadawany był na terenie Bośni, a później też Chorwacji i Węgier. Następnie też na Wołoszczyźnie (od XIV w. do 1831 r.), w średniowiecznej Mołdawii, w Serbii i w Królestwie Jugosławii (od 1929 do 1941 r.). Generalnie uważa się, że pochodzenie tego słowa nie jest całkowicie pewne; być może wywodzi się ono od sarmackiego bajan – „bogacz”, a do języka chorwackiego dostało się za pośrednictwem awarskiego. Także bliskoznaczny i podobnie brzmiący, wspominany wyżej, polski wyraz pan wywodzony bywa z języka awarskiego. Może też pochodzić od słowa chan, khan, kan (Wikipedia, hasło: „Ban”). I ten ostatni trop jest chyba najtrafniejszy, albowiem alternacja pomiędzy k i b jest bardzo starym zjawiskiem językowym, a i dzisiaj widzianym w niektórych wyrazach, o czym wspomnę jeszcze poniżej.

Chan, khan, kan to tytuł oznaczający władcę w dawnych krajach Azji Środkowej i Europy Wschodniej; także część imienia, oznaczająca wysokie urodzenie w krajach muzułmańskich. Miano chana nosili również władcy Bułgarii, począwszy od Asparucha (679 – 700), aż do Borysa I (852 – 889), chociaż w tym przypadku sprawa jest nieco bardziej złożona, do czego jeszcze powrócę. Białymi chanami nazywani byli królowie z dynastii Jagiellonów, co podkreślało ich potęgę i suwerenność. Tytuł chan, khan, kan bez problemu powiążemy z kien, gdy przypomnimy wymienione wyżej określenia „trzciny” – kanna, canna, cane, ganeh, ganah – oraz „dziewczyny, kobiety, żony, władczyni, bogini, królowej” – cwen, kvaen, gna, kin, kuna, kanya – i dopowiemy, że jest on wywodzony z języków irańskich, w których formalnie oznaczał władcę lub króla (jak w przypadku wspomnianego przez Boronia, perskiego kian), zwykle odnosił się jednak do wyższych rangą członków administracji państwowej, podległych książąt lub wysoko urodzonych przedstawicieli najwyższej szlachty (Wikipedia, hasło: „Aga chan”).

Natomiast słowo khagan, kagan (mandaryńskie kehan, starotureckie kayan, mongolskie qayan, a w ruskiej tytulaturze – koganu, kaganu, xaganu (Menges, 1951), z którego zapewne poszło bajan, albo może być zdwojeniem chan, khan, kan, na co wskazuje jego tłumaczenie – „chan chanów, król królów”, albo efektem transformacji fonetycznej znanego nam już tytułu ksaya, w którym doszło do wspomnianej wyżej przemiany nagłosowego ks w x/ch. Tę drugą wersję zdaje się potwierdzać forma khagan, albowiem nieme h pochodzi często od s. A wtedy kan byłby skrótem od kagan. Natomiast owo bajan, w wersji bagan, było zapewne pierwowzorem sanskryckiego bhaga – „pan, władca, opiekun” i naszego bóg. Za pochodzeniem bagan od kagan przemawiają różne wersje jednego słowa: kurhan, burjan, burzan, z tym że dwie ostanie w późniejszym, wtórnym znaczeniu – „wysokie, bujne zarośla roślin zielnych, złożone przede wszystkim z chwastów: ostów i łopianów, występujące dawniej na stepach ukraińskich”. Chociaż najlepiej ilustruje to sanskryckie słowo khaga – „bóstwo” (spokensanskrit.de). Tytuł kagana używany był na określenie najwyższego władcy wśród ludów Wielkiego Stepu. Pierwsze świadectwo odnośnie używania tytułu kagan pochodzi z ok. 265 roku. Wtedy to w źródłach chińskich tytuł pojawia się w związku z Qifu, jednym z plemion Xianbei. Tytuł rozpowszechnił się w związku z używaniem go przez władców Rouran oraz ich następców, Turkutów. Następnie używany był przez wielu władców tureckich, mongolskich, awarskich i ruskich; ci ostatni mieli go rzekomo przyjąć za pośrednictwem Chazarów. Roczniki frankońskie zapisują tytuł „króla Rusów” w wersji chacanus (Annales of St. Bertin, 838), korespondencja pomiędzy Bazylim I a Ludwikiem II używa wersji chaganus w odniesieniu do królów Awarów, Chazarów i Normanów (Kronika Solerno, 871), a perski anonim mianuje króla Słowian tytułem rus-chakan (Księga granic świata, 983). Z kolei hebrajską wersją wyrazu kagancohen, kohen – tytułowali Żydzi „kapłana”, czyli naszego „księdza”, chociaż Stronczyński dowodzi, że kohen występowało zarówno w znaczeniu „ksiądz”, jak też „książę” (Boroń, 2010). Tytuł kohen pojawia się obok imienia Mieszka Starego na dwunasto-, trzynastowiecznych monetach, bitych przez żydowskich mincerzy pod koniec okresu panowania władcy. Do hebrajskich tytułów powrócę jeszcze słowem w dalszej części niniejszej publikacji.

Ruska wersja fonetyczna tego tytułu – xaganu – daje Baileyowi pretekst do wiązania z nim nazwy sławetnego ludu Xiongnu, Hsiung-nu, domniemanego protoplasty późniejszych Hunów (Bailey, 1985). Bailey  dowodzi irańskiego pochodzenia Xiongnu a jego praca odsyła między bajki spekulacje, jakoby etnonim tego ludu miał pochodzić z języka chińskiego i mógł być tłumaczony jako „dzicy niewolnicy”. Chińczycy dokonali tu prawdopodobnie adaptacji indoeuropejskiego wyrazu do własnego obszaru semantycznego. Z tym samy zjawiskiem spotykamy się zapewne w przypadku chińskiego wyrazu hanzi – „pismo” – tłumaczonego jako „znaki hanów”, albowiem zarówno jego chińską wersję, jak też np. koreańską – hancha – bez trudu odczytamy jako „księgi, księga”. W Księdze Wei, pod datą 457, znajdujemy zapis, zgodnie z którym: „dawniej Xiongnu zabili króla (Sogdiany) i zagarnęli jego kraj a król Huni jest trzecim królem tej linii”(Étienne de la Vaissière: „Xiongnu”. Encyclopaedia Iranica). W innym miejscu wspomina ona z kolei o „resztkach potomków Xiongnu” jako zachodnich sąsiadach odłamu Rouran, na północny zachód od Gobi, około 400 r. n.e. A przypomnijmy, że tytuł kagan, xaganu upowszechnili właśnie władcy Rouran. Wygląda więc to wszystko na denazalizację nosowej zbitki on, un przed g do samogłoski a, przemieniającej Xiongnu w xaganu. Podobne zmiany fonetyczne były powszechne na słowiańskim gruncie językowym, do czego jeszcze później powrócę. A uwzględniając znane nam już domniemanie o pochodzeniu x/ch od ks oraz zapis w postaci Hsiung-nu, dochodzimy do wniosku, że etnonim Xiongnu możemy czytać jako „książanie”, natomiast tytuł chagan jako „książan”. Przypomnijmy tu jeszcze przemianę kn/ks i staropolskie knahini, kniegini – „księżniczka” (Bańkowski, 2005) Gdy odrzucimy przyrostek -nu i pominiemy jego interpretację, xiong, hsiung niejako samo przeczyta się nam jak „ksiąg, ksiądz, książ”. Przy czym należy wspomnieć, że przywódcy Xiongnu tytułowani byli chanyu i był to tytuł powszechny pośród stepowych nacji azjatyckich, nim zastąpił go kilka wieków później kagan. Pierwszym odnotowanym w źródłach chanyu był słynny Touman, panujący w latach 240-209 p.n.e. Ten tytuł zachowuje głoskę nosową i znowu czyta się sam jako „ksągu, ksążu”, po uwzględnieniu pochodzenia ch od ks, lub jako „ksążą, ksążę”, po uwzględnieniu faktu, iż proces denazalizacji samogłosek nosowych często dawał samogłoskę u.

Łatwo zrozumiemy zjawisko obecności tytulatury w etnonimach stepowców, gdy przypomnimy, że dominujące w określonym miejscu i czasie plemiona stepowe lubiły podkreślać swoją rolę przywódczą, sięgając po tytuły królewskie dla określenia swojej nacji; wspomnijmy tutaj o Scytach Królewskich (Paralatach) czyli prawdopodobnie Sakach Królewskich (Saka Rawaka), Herodot utożsamia bowiem Scytów z Sakami. Ze Scytami wiąże się jeszcze jedna ciekawa historia w kontekście dzisiejszych rozważań; o tym jednak – nieco niżej, za chwilę…

Sto milionów na króla         

Nim opowiem o bodaj najpopularniejszym tytule królewskim, książęcym, powrócę na chwilę do staroangielskiego słowa cwen – „kobieta, żona, władczyni, królowa” i angielskiego queen – „królowa”. Wyżej widzieliśmy wielokrotnie, że w wyrazach wywodzonych od kien, knu pojawiają się nieraz inicjalne spółgłoski miękkie, np. s czy ż – np. knowie, snop, żniwo. Spółgłoski takie kontynuują pierwotnie miękkie k’, g’ (tyle że poddane asybilacji nadającej syczące dźwięki), które ulegały również depalatalizacji do twardych k, g, a także tzw. labializacji za pomocą długiego u niezgłoskotwórczego, wymawianego jak nasze dzisiejsze ł, a zapisywanego znakiem , co dawało najpierw zbitki typu ku̯, gu̯, a w konsekwencji – kw, gw czy ku, gu. Stąd mamy właśnie np. staroangielskie cwen i angielskie queen.

Po tym króciutkim wstępie mogę już zdradzić, że chodziło mi o chińskie słowo (k)wang, pozostające w związku z innym chińskim wyrazem – kwong – „silny, mocny, potężny, trwały”, spopularyzowane przez braci-Chińczyków i noszone jako nazwisko przez sto milionów współmieszkańców naszej planety. Wang to chiński tytuł feudalny, odpowiadający pierwotnie „królowi”. W okresie dynastii Zhou używany był jako oficjalny tytuł władców. Od czasów Qin Shi Huangdi przywódcy zjednoczonych Chin zaczęli używać tytułu huangdi (cesarz). Odtąd terminu wang używano na określenie krewnych cesarza lub jego lenników. Posługiwali się nim również władcy różnych państewek w okresach rozbicia kraju; odpowiadał wówczas europejskiemu tytułowi „książę”. W okresie Trzech Królestw termin ten w znaczeniu „król” został zapożyczony również do Korei jako określenie jej władców.

Ten tak szeroko rozpowszechniony już za dynastii Zhu tytuł musiał zastać wniesiony do tytulatury chińskiej przez założycieli wcześniejszej dynastii Shang, której powstanie wiązane jest z najazdem stepowych ludów pochodzenia indoeuropejskiego. Co ciekawe, niemal dokładnie w tym samym czasie, czyli gdzieś w pierwszej połowie 2. tysiąclecia p.n.e., najeżdżają Grecję Achajowie, nosiciele tzw. słowiańskiej haplogrupy R1a (Eupedia), tworząc kulturę mykeńską. Wystarczy powiedzieć, że władca achajskiego państwa mykeńskiego nosił zwyczajowo tytuł wanaks, wanaka (Wikipedia, hasło: „Achajowie”). W tym miejscu warto również przypomnieć luwijskie wanattis – „kobieta”. Nie możemy mieć więc chyba wątpliwości, co do indoeuropejskich korzeni chińskiego tytułu wang, brzmiącego zapewne pierwotnie jak kwanęg, na co wskazuje chińskie słowo kwong oraz mykeńskie wanaka, gdzie w tym drugim a przed k wygląda na zdenazalizowaną samogłoskę nosową, zaś pierwsze całkowicie redukuje samogłoskę poprzedzającą g, tak samo jak np. duńska nazwa króla – kong, konge. W ten sposób chińskie kwong i duńskie kong różniłyby się pomiędzy sobą jedynie labializacją. Indoeuropejsko-chińskich zbieżności leksykalnych jest znacznie więcej; to jednak temat na oddzielny artykuł. Znamienny natomiast pozostaje fakt, że spośród 11. przebadanych mumii mężczyzn europeidalnej ludności zamieszkującej w 2. tysiącleciu p.n.e. tereny obecnego, chińskiego rejonu Xingjang, wszyscy panowie byli nosicielami haplogrupy R1a1-M198, której ostatni wspólny przodek żył ok. 8000 lat temu i do której należy również większość współczesnych Polaków (historycy.org „Tajemnicza kultura i ludzie z Xiaohe”).

Szalom Izrael

Nieco później po wydarzeniach mykeńskich, bo ok. XIII-XII w. p.n.e., Egipt najeżdżają tzw. Ludy Morza. Jedno z ich plemion lokuje się na dobre, na terenach południowego wybrzeża Kanaanu, położonych na zachód od Judei. Mowa tutaj o znakomicie znanych nam z Biblii, śmiertelnych wrogach starożytnych Izraelitów – Filistynach, od których etnonimu pochodzi nazwa dzisiejszej Palestyny. I tutaj niespodzianka… Naukowcy z holenderskiego Utrecht University odczytali ostatnio wykonane na skorupach ceramicznych napisy filistyńskie jako zdanie w jakimś niezachowanym dialekcie języka prasłowiańskiego. Zdanie to brzmi: IUDI PADI PA WEDIMI, co bez trudu przetłumaczymy jako: „Ludzie pójdźcie, popatrzcie”. Naukowcy podejrzewają, że był to rodzaj starożytnej reklamy zawartości naczynia – zachęta do jej obejrzenia lub skosztowania (Tomezzoli, 2016). Mniejsza jednak o treść… ważne, że słowiańsko-hebrajskie zbieżności leksykalne mogą być bardzo starej daty i sięgać okresu ponad 3. tysięcy lat wstecz. Może to również dotyczyć tytulatury.

Pamiętamy hebrajską wersję wyrazu kagancohen, kohen, którą Żydzi tytułowali „kapłana” i „władcę”, czyli naszego „księdza” i „księcia”. Każdy Czytelnik słyszał zapewne również, że organ najwyższej władzy ustawodawczej Izraela nazywa się Kneset. Brzmi podobnie, przyznamy, do tytułu przypisanego do Vita Kanuta – knese, a w wersji obodrzyckiej – kneze, jak również do miana średniowiecznego rycerza – knecht. Kneset pochodzi od hebrajskiego ha-keneset i oznacza „zgromadzenie”. Co ciekawe… zgromadzenie, czyli wiec, było u Słowian najwyższym organem władzy w systemie plemiennej demokracji bezpośredniej i, jako takie, tylko ono było władne w podejmowaniu decyzji o ustanowieniu słowiańskiego władcy, czyli księdza, księcia. Refleksem tego faktu może być staropolskie chasa, chąsa, chądza – „moc, wielość, zgraja, drużyna, oddział”, które nabrało z czasem odcienia pejoratywnego – „motłoch, banda” (o rabusiach i grabieżcach) a od którego pochodzą zarówno nazwy członków formacji wojskowych – husarz, huzar, jak też nazwa handlowego związku miast nadmorskich – Hanza (Bańkowski, 2000; Bruckner, 1989). Pierwotnie mogło chodzić tu jednak o zgromadzenie, wiec, na którym wybierano księdza, księcia, a dopiero później o militarną reprezentację takiego zgromadzenia, tworzącą drużynę książęcą, czyli ramię zbrojne jego władzy wykonawczej. Znając bowiem źródło pochodzenia nagłosowego ch, trzy wersje jednego słowa – chasa, chąsa, chądza – możemy przeczytać odpowiednio, jako „knasa, książa, ksiądza”. Widzimy więc, że zarówno na gruncie fonetycznym, jak też semantycznym, dochodzi do znacznego zbliżenia polskiego słowa chasa, knasa i hebrajskiego Kneset.

Szlacheckie gniazdo

Żydowskie zgromadzenie, Kneset, może mieć również niespodziewany związek z etymologią nazwy naszego Gniezna. Jak bowiem pisał Gall Anonim: „Był mianowicie w mieście Gnieźnie, które w słowiańskim tłumaczy się jako gniazdo, książę imieniem Popiel”. Jako pierwszy pochodzenie Gniezna od gniazda odrzucił Joachim Lelewel. Jego zdaniem, nazwa pierwszej stolicy Polski pozostaje w związku ze słowem kneź, czyli książę. Za nim poszedł znany powieściopisarz Józef Ignacy Kraszewski, który w „Starej Baśni” stolicę Polan nazywa Kneźno. Również wielki historyk polski Oswald Balzer odrzucał pochodzenie nazwy Gniezno od gniazda, wyrażając swoją opinię w 1916 r., w takich oto słowach: „Pogląd, iż nazwa tej miejscowości brzmiała pierwotnie Kniezno lub Kniezna (siedziba kniezia, księcia) zdaje się być bardziej zasadny”. Jego zdaniem, dopiero z czasem – za sprawą podobieństwa słów kniezno i gniazdo – pierwsza stolica zmieniła nazwę na Gniezdno. Powyższe hipotezy nie doczekały się jednak powszechnej akceptacji. W 1927 r. Aleksander Brückner podzielił się swoim zdaniem na ten temat: „Gniezdno (dawny przymiotnik: gnieździeński) od gniazda rzeczono, nie, jak zmyślano, od kniezia jakiego”. I takie pochodzenie nazwy pierwszej stolicy Polski zyskało sobie powszechne poparcie uczonych. Jednak w 2001 r. do hipotezy Lelewela powraca Witold Hensel… Zwraca on uwagę, że w najstarszych zapisach pierwsza stolica nazywana jest Gnezdun. Chodzi tutaj o bity ok. 1000 r. napis na denarze Bolesława Chrobrego: Civitas Gnezdun. Pierwszy człon, tak jak Lelewel, Hensel wiąże ze słowem kneź. Natomiast końcówka -dun to uznawana za celtycką nazwa „grodu” lub „dworu”. Nazwę miasta rozszyfrowuje więc jako knizen-dun, czyli „dwór księcia” lub „gród księcia”. W tym miejscu protestuje znany językoznawca, Jerzy Nalepa: „Wyraz kneź w tej postaci w języku polskim jest nowotworem, ukutym pod wpływem innych języków słowiańskich. Polskim wariantem tego wyrazu jest ksiądz dziś kapłan katolicki oraz książę członek dynastii panującej lub rodu arystokratycznego, któremu ten tytuł przysługiwał”. (Nalepa, 2005; Miłosz, 2008).

Nalepa pije zapewne do czeskiego knez – „ksiądz”, tyle że źle interpretuje pochodzenie słowa kneź, podobnie zresztą jak inni językoznawcy. Kneź nie jest w żadnym razie nowotworem, czy pseudoarchaizmem w nomenklaturze Doroszewskiego, tylko hipotetyczną formą starosłowiańską, poświadczoną w nazwie miejscowej Gniezno i zrekonstruowaną przez Lelewela na podstawie tego jej właśnie derywatu. Fakt, że następnie tytuł kneź używany jest chętnie przez pisarzy i historyków, m.in. przez Wyspiańskiego i Moraczewskiego – pilnego ucznia Lelewela. Mamy jednak jeszcze kolejne przesłanki źródłowe i językowe, pozwalające wiązać nazwę miasta Gniezno z tytułem książęcym…

Chodzi tutaj o słynny średniowieczny dokument znany jako „Dagome iudex”, w którym pojawia się nazwa państwa Mieszka I w postaci Civitas Schinesghe, tłumaczonej najczęściej jako „Państwo Gnieźnieńskie”. Kontrowersjami wokół zapisów znajdowanych w tym dokumencie zajmowały się w przeszłości rzesze znakomitych historyków i językoznawców, spośród których należałoby wymienić chociażby takie autorytety, jak: Tadeusz Wojciechowski, Henryk Łowmiański, Stanisław Kętrzyński, Józef Widajewicz, Jan Ptaśnik, Gerard Labuda, Brygida Kürbis, Jan Otrębski, Mikołaj Rudnicki, Aleksander Brückner, Stanisław Rospond czy Stanisław Urbańczyk, a niedawno całość tych polemik w odniesieniu do postaci schinesghe podsumował Marcin Kuźmicki (Kuźmicki, 2010). Przypomnijmy więc, że nie wszyscy uczeni widzieli w tym zapisie nazwę miasta Gniezna, a niektórzy radzili doczytywać się nazwy Szczecina, Szczytna czy Chojnicy. Przypomnijmy również, że tajemnicza nazwa pojawia się w sześciu wariantach pochodzących z sześciu zachowanych przekazów „Dagome iudex”, wyglądających następująco: schinesghe, schinesghee, schignesne, schinesne, schinesche, schinesgne, schniesghe. Po wnikliwej analizie odpisów, uczeni uznali za najwierniejsze niezachowanemu oryginałowi formy schignesne i schinesche (Kuźmicki, 2010). Biorąc za punkt wyjścia pierwszą postać, bez problemu odczytamy nazwę Gniezna, pod tym wszakże warunkiem, że umotywujemy jakoś nagłosowe schi-. I nad tym właśnie problemem uczeni deliberują od kilku dziesięcioleci, choć w moim odczuciu sprawa jest banalnie prosta… Wystarczy przywołać jednie dwie podane już wyżej formy wyrazu ksiądz – śkądz i kśniądz, i założyć, że do metatezy dwóch pierwszych spółgłosek nagłosowych mogło dochodzić jeszcze na etapie wymawiania epentetycznego ś, czyli że istniała również postać śknądz, która urobiła nazwę miejscową typu Śknęszne (Księżne), zapisaną przez łacińskojęzycznego skrybę jako Schignesne. Jeżeli jednak za bliższą oryginałowi uznamy drugą formę – schinesche – możemy domniemywać, że skryba usłyszał nazwę miejscową Kśnęsze, a więc Knęże z wtrąconym ś w mowie niedbałej, w której nazwa ta brzmiała jak Śnęsze. Wyda się to wielce prawdopodobne, gdy przypomnimy, że na nieco późniejsze czasy mamy potwierdzone toponimy zapisywane z nagłosowym Xn-. Ostatecznie chodziłoby więc o jakąś wczesną wersję nazwy miejscowej typu Księże.

W mojej ocenie decydujący jest tutaj fakt, że w „Dagome iudex” zagadkowa nazwa pojawia się dwukrotnie. Po raz pierwszy chodzi bez wątpienia o rzekomą nazwę całego państwa. Drugie sformułowanie brzmi niejasno, ale możemy domyślać się, co zwykle proponują uczeni, że chodzi o nazwę grodu, miasta. Możliwe więc, że w oryginale zapisano nieco inaczej dwie brzmiące podobnie, jednakże różne nazwy. W pierwszym przypadku mogło chodzić po prostu o słowiański, odprzymiotnikowy wyraz księże lub księżne, odpowiadający dzisiejszemu księstwo w znaczeniu „państwo”, który został uznany przez skrybę za nazwę owego państwa. W drugim – faktycznie o nazwę grodu książęcego, stołecznego, w którym rezyduje władca, a którego nazwę urabiano od wariantów fonetycznych tytułu ksiądz, książę, kniaź. Późniejsi kopiści różne ale podobne, graficzne formy zapisu różnych ale podobnych słów uznawali zapewne za pomyłkę pierwszego skryby, ujednolicając je – albo do wzoru pierwszej, albo drugiej postaci, albo tworząc tytułem kompromisu ich kompilacje, trudne do rozszyfrowania z perspektywy dzisiejszego języka.

Jeżeli jednak nawet przystaniemy do zdania tych, którzy wywodzą Gniezno od gniazda, musimy sobie uświadomić, jakie jest źródło spornego tu słowa gniazdo… Polskie słowo gniazdo – „legowisko ptaków, siedlisko, ośrodek, gałąź rodu szlacheckiego, dom rodzinny, rodzina, ród, ojczyzna”, wywodzone jest z prasłowiańskiej formy gnezdo, pozostającej w związku ze staroindyjskim (k)nidah – „miejsce spoczynku, legowisko, gniazdo”, ormiańskim (k)nist – „siedlisko, siedziba”, łacińskim (k)nidus – „gniazdo”, celtyckimi (k)net i (k)nyth – „gniazdo, mieszkanie, miejsce pobytu”, staro-wysoko-niemieckim (k)nest – „gniazdo, legowisko zwierzyny” oraz niemieckim, angielskim i holenderskim (k)nest – „gniazdo”. Rzeczownik gnezdo pozostaje również w niewątpliwym związku z innym naszym wyrazem – chaszcze – „gęste, dziko rosnące krzaki”, gdyż ten brzmieć musiał wcześniej jak knaste. Widzimy tutaj wyraźne zbliżenie fonetyczne do hebrajskiego Kneset – „zgromadzenie”, a zbliżenie semantyczne zobaczymy wtedy, gdy przypomnimy, że jedno ze znaczeń słowa gniazdo – „ośrodek” – to „miejsce, wokół którego skupia się jakaś działalność” (SJP PWN). Przypomnijmy również, że gniazdosz, czyli gnieźnik, to roślina charakteryzująca się „gniazdowymi skupieniami” (Brückner, 1989), a niektóre ze znaczeń czasownika gnieździć się to „koncentrować się, gromadzić się, skupiać się” (SJP PWN; Wielki Słownik W. Doroszewskiego PWN).

Zresztą, staropolskie słowo miesto, (k)miesto, słowackie (k)mesto, które rozdzieliło się później na miejsce i miasto, to tylko wersja fonetyczna wyrazu gnezdo, gniazdo. Bańkowski przypisuje mu znaczenie „miejsca wyznaczonego, ogrodzonego” – pierwotnie może „zagrody dla zwierząt”, a następnie „warownego grodu”, co zbliża (k)mesto nie tylko fonetycznie, ale i semantycznie do Kneset – „zgromadzenie”. Ale przecież i z definicji słownikowej miasto to nie tylko „gęsto i planowo zabudowany teren”, ale również „ludność zamieszkująca ten teren” (SJP PWN). Aleksander Brückner wiąże (k)mesto, (k)miesto z litewskim (k)mietas, łacińskim (k)meta, (k)meita, indyjskim (k)methi – „drąg, kół, słup” (Brückner, 1989), natomiast słowo miasto występuje również w naszym języku, w znaczeniu „podstawa, fundament” (Boryś, 2005). Osobiście dodałbym jeszcze konotacje w postaci czeskiego (k)meč i polskiego (k)miecz w znaczeniu „belka, żerdź, podpora”. Znowu powracamy więc do nieśmiertelnego knu, kmen. Przywołajmy też kilka słów z germańskich języków: gockie gamotijan, starosaksońskie motian, starofryzyjskie meta, staroangielskie gemot, metan, angielskie meet, meeting – ogólnie o „spotkaniu, posiedzeniu, zebraniu, naradzie, kiermaszu, zgromadzeniu” (OED). Wydaje się, że skrótem od (g)meeting jest nordyckie thing – „wiec plemienny”, a althing to po prostu „wiec wielkoplemienny”. A na rodzące się w tym miejscu pytanie o związek znaczeniowy pomiędzy „pniem, zgromadzeniem, miejscem i miastem” znajdujemy stuprocentowo satysfakcjonującą odpowiedź w pracy Piotra Boronia, traktującej o słowiańskich wiecach plemiennych (Boroń, 1999).

Wiece i gaje

Zgodnie z informacjami zawartymi w tekstach źródłowych, słowiańskie wiece plemienne odbywały się pierwotnie na określonych miejscach, pod gołym niebem. Na przykład wynoszące na tron książąt wiece karantańskie gromadziły współplemieńców przy kamieniu stojącym na Gospovetskim Polu, w pobliżu siedziby książąt w Krnskim Gradzie. Podobnie wyglądało to w Pradze, gdzie intronizowano książąt przy kamiennym tronie, wznoszącym się opodal pagórka będącego miejscem kultowym. (Nie możemy mieć wątpliwości, że również słowo kamień pochodzi od kmen, a Aleksander Brückner rekonstruuje jego wczesnosłowiańską postać jako okmien. Poprzedzające o świadczyło o czymś leżącym na skraju knia, kmienia, czyli „drewnianego trzonka”, czyli określało pierwotnie „kamienny obuch, topór”, z czego języki germańskie urobiły swoje hammer – „młot”.) Według opisu Herborda, miejsce wiecowe urządzono w Szczecinie w ten sposób, że cztery długie domy, z których jeden był świątynią Trzygława a pozostałe trzy służyły jako miejsca narad, zgromadzeń i uczt starszyzny, otaczały system mównic i podwyższeń z usytuowaną centralnie, kultową kolumną. Tak mogły rodzić się miasta, charakteryzujące się przecież tym, że zabudowa otacza jakiś wewnętrzny plac, w którego centrum wznosi się zazwyczaj pomnik, wieża lub ratusz. Taka rozbudowa do złudzenia przypomina przecież wicie ptasiego gniazda. Centralny plac pełnił też w słowiańskich grodach funkcję targowiska; przypominał grecką agorę, skupiającą czynności kultowe, handel i wielce ludowe. Wiec wrocławski z 1093 roku odbywał się np. na placu targowym miasta. Na placach targowych odbywały się też późniejsze wiece grodzkie. To zapewne stąd angielskie (g)meeting w obocznym znaczeniu – „kiermasz”.

Jak wyglądała taka centralna kolumna kultowa, możemy wyobrazić sobie na przykładzie strzegącego Arkony idola boga Świętowita… był to wyciosany z pnia dębu „posąg ogromny, wielkością przewyższający postać ciała ludzkiego” (Sakso Gramatyk: „Gesta Danorum”). Helmold opisuje też święty gaj, którego prastare, święte dęby stały pośrodku dziedzińca ogrodzonego drewnianym opłotowaniem. Herbord, opisując szczecińskie kąciny (słowiańskie świątynie), wspomina „dąb ogromny i liściasty”, uważany za świętą siedzibę jakiegoś ducha, otoczony kręgiem siedzeń i stołów, służących odprawianiu narad i zgromadzeń. A z przekazów Thietmara i Adama z Bremy wynika, że Redogoszcz (Reta) była w ogóle grodem-świątynią, czyli urządzeniem służącym głównie lub nawet wyłącznie obrzędom religijnym. Artyści minojscy i mykeńscy sytuowali czynności sakralne w gajach albo na łąkach, a świętość drzewa podkreślali, otaczając je specjalnym ogrodzeniem. Podobnie czynili Rzymianie, którzy stawiali wokół świętych drzew niewielkie budowle, przypominające portyki lub niezabudowane kaplice. Mitologia indyjska wspomina o cudownych drzewach spełniających życzenia, jedno z wyobrażeń takiego drzewa ukazuje je otoczone płotem. Mykeńskie świadectwa ikonograficzne potwierdzają rozpowszechniony kult świętych słupów i kolumn, wywodzący się z wcześniejszego kultu drzew. Sasi czcili z kolei Irminsul – drewnianą kolumnę, która podpierała niebo. Do tej samej symboliki miały nawiązywać wznoszone po lasach, celtyckie kolumny Jowisza. Jeszcze dziś hinduistyczni wyznawcy Indry w Indiach stawiają, pośrodku centralnego placu miasta, szesnastometrowy słup, po którym bóg ów miałby zstąpić na ziemię. Z podobnymi słupami, stojącymi pośrodku okręgu kultowego, spotykamy się również u Słowian (Kaczor, 2001).

Tak więc centralnym punktem pierwotnych miejsc wiecowych, a następnie świątyń i grodów, był pień drzewa lub wyciosany z niego posąg (bałwan, idol) wyobrażający boga, duchowego przywódcę rodu, plemienia, co stanowiło zapewne kontynuację koncepcji Drzewa Kosmicznego, Drzewa Życia, Drzewa Genealogicznego, w której korona utożsamiała boga, pień – człowieka, zaś korzeń – zmarłego przodka. To zapewne z tego powodu Grecy mówili na „świątynię” – (k)naos, (k)neos, a Słowianie – kącina. Zresztą Indoeuropejczycy mieli słowa oznaczające „święty gaj” utworzone m.in. od rdzenia *nemes, *nemeto, pojawiającego się w greckim nemos i łacińskim nemus – „gaj, las”. Oba te wyrazy reprezentują ten sam temat, który występuje również w celtyckiej nazwie „gaju, świątyni”, np. w staroirlandzkim słowie nemed i średniobretońskim neved – „sanktuarium, miejsce poświęcone” (Kaczor, 2001). Słowa te pozostają oczywiście w związku z naszym wyrazem knieja, np. w podawanym wyżej znaczeniu – „nieużytek leśny pośrodku pola”, w znanej nam już formie fonetycznej kniewa (o „sitowiskach, trzcinowiskach”), co widzimy wyraźnie na przykładzie bretońskiego (k)neved oraz słowiańskiego dialektycznego (k)niwa – „łąka, mały lasek”. Nasze słowo gaj w pierwotnym znaczeniu „wyodrębniony, chroniony, ogrodzony mały las będący miejscem pogańskiego kultu; święty lasek, gdzie nie można wstępować” (Boryś, 2005) to też najprawdopodobniej wcześniejsze g(n)aj (widzimy tutaj takie samo wypadanie n ze zbitki nagłosowej, jak np. w podanych już wyżej wyrazach knajtek i kajtek), na co wskazuje rodzima nazwa miejscowa Knaj, polski wyraz (g)maj w znaczeniu „ziele, zieleń, kwiecie, bukiet, wieniec, gałąź ze świeżymi liśćmi, ścięte zielone rośliny, ścięte zielone rośliny lub drzewka” (Boryś, 2005, Bańkowski, 2000, Brückner, 1989), indyjskie słowo ganja (z metatezą) – „zagajnik konopi” oraz niemieckie Hag – „ogrodzenie, gaj” (Boryś, 2005) – pochodzące zapewne od knag poprzez późniejsze ksag. (Czasowniki gaić i maić w znaczeniu „przybierać zielenią” są w zasadzie synonimami, a gaić oznaczało wcześniej też „grodzić” [Brückner, 1989].) Wydaje się też wielce prawdopodobne, że taki pień pełnił jeszcze wcześniej, w kulturach prymitywnych i ich praktykach szamanistycznych, funkcję słupa totemicznego – wizerunku mitycznego przodka rodziny, rodu, klanu, za czym przemawia rosyjskie (k)naw, gockie (k)naus i awestyjskie (k)nasu – „trup, nieboszczyk” oraz ogólnosłowiańskie (k)nawie – „ucieleśnienia dusz zmarłych”. Warto tu jeszcze wspomnieć imię zachodniosłowiańskiej bogini śmierci – (k)Nija, jak również sanskryckie określenia „ducha, duszy” – (k)manyu (porównaj słowiańskie kmień – „pień”) i yaksa (metateza ksaya pochodzącego od knaja), gdzie w tym drugim przypadku chodziło głównie o zrodzone z drzew duchy przyrody, czy też dusze zamieszkujące drzewa. Wszystkie te słowa mogą mieć związek z dawnymi obrzędami pogrzebowymi, takim jak np. praktykowane w kulturze łużyckiej i wielbarskiej, w których szczątki zmarłego składane były w trumnie wykonanej z pojedynczej kłody. Natomiast w mitologii osetyńskiej istniał bóg rodzinny – (k)Naf (irańskie [k]nafah, [k]naf – „rodzina, ród, naród”), przy czym każda sadyba, zamieszkiwana przez jeden ród, miała swojego (k)Nafa (Kempiński, 2001). W rytuałach rzymskich, dwudziestego czwartego marca ścinano w lesie sosnę, dekorowano ją wełnianymi pasami, a do pnia przywiązywano wizerunek Attisa; tak zdobione drzewo przedstawiało zmarłego boga. Celtowie wyznaczali z kolei miejsca kultu, usypując niewielkie obwałowanie wokół świętego drzewa, słupa, ogniska lub… grobu bohatera (Kaczor, 2001).

W ten sposób dochodzimy do punktu, w którym warto wskazać etymologię słów określających urządzenia wykonane z pnia drzewa. Posłużmy się tutaj przykładem nazwy „statku rzecznego” – komięga, komiega, która została utworzona dokładnie w ten sam sposób, jak znane nam już słowo księga. Ponieważ pierwotnie chodziło o „dłubankę, łódkę wyrobioną z jednego kloca drewna” (ukraińskie komjaha, białoruskie kamjaha, rosyjskie komjaga, kamjaga – „czółno, koryto”), do wersji fonetycznej wyrazu kien w postaci kom (tę samą wersję słyszymy we wspominanym wyżej słowie komesz, jak również staropolskim koml – „grubszy koniec gałęzi, konar”) – „kloc” – dodano przyrostek -ęga,-ega (Brückner, 1989). Podobną do powyższej wersję fonetyczną kien mamy w formie kon, widoczną w słowie konar – „boczne odgałęzienie pnia, gruba gałąź” (Boryś, 2005; Brückner, 1989). O tym, że musiało istnieć utworzone podobnie, ale od kon, słowo określające jakiś przedmiot lub urządzenie wykonane z pnia drzewa, przekonują nas nazwy osobowe: Koniega i Konega (jeżeli nie chodzi tutaj o wspominane już, domniemane słowo konęg – „miód” – lub nazwę osobową typu powszechnego nazwiska Król). A tutaj już tylko krok np. do holenderskiego koning i niemieckiego, zapisywanego również jako konig – „król”, z którym może się wiązać nasza nazwa osobowa Konyk. A kiedy utworzymy w podobny sposób, jak proponuje Brückner, nazwę od słowa kien, kna, otrzymamy wyraz knięga lub jego postać rodzaju męskiego – knięg, czyli knieź, knez, kneź – po znanych nam już przekształceniach fonetycznych. Tak więc knez, kmes mógł być centralnym idolem placu wiecowego, a całe jego otoczenie to – za sprawą przyrostka -to, -do, wzorem błoto czy stado(k)mesto lub gnezdo. Natomiast knes z przyrostkiem -et, czyli kneset, np. wzorem słowa poczet – „orszak, świta, oddział”, mogło być wyrazem określającym „zgromadzenie wokół centralnego idola”, czyli po prostu synonimem wiecu, poniesionym przez „słowiańskich” Filistynów do Palestyny. Możliwe więc, że pierwsza stolica naszego kraju – Gniezno – była pierwotnie znaczniejszym miejscem wiecowym. Duridanov wywodzi np. nazwę kreteńskiego miasta Knossos od trackiego słowa knisa – „miejsce opustoszone na skutek erozji” (przypomnijmy, że z kolei trackie [k]nysa to „panna”) i podaje konotację z bułgarskim toponimem Kniszawa (Duridanov, 1976). Wiec obierał z kolei ziemskiego namiestnika idola, którego funkcja przywódcza dziedziczyła tytuł po nazwie wizerunku mitycznego przodka – knięg, knieź. Na przykład „król lodu” z mitologii kafirskiej zwany był jako (k)Nong, przy czym wezwanie tego boga wiązało się z wypowiedzeniem niezrozumiałej, zdaniem etnologów, formuły: „Niechaj wyjdzie drewniany kloc!” Ale formułę tę przecież łatwo zrozumiemy, gdy uświadomimy sobie, że chodzi tutaj o tytuł królewski, utworzony od knaknąg, knong. Możliwe również, że nazwę wiecu z centralnym kmieciem jako idolem lub ustanawiającego kmiecia urabiano od kmiet poprzez dodanie powszechnej końcówki -ęg, co w konsekwencji dawało pojęcie kmietęg, którego refleks słyszymy dzisiaj w angielskim wyrazie (k)meeting. Ciekawych informacji odnośnie roli drzewa w ustanawianiu tytułu królewskiego dostarczają nam obrzędy rzymskie… Otóż starorzymska tradycja łączyła kult Diany ze szczególnego rodzaju obrzędem: strażnikiem lasu Diany Nemorensis mógł zostać tylko niewolnik, zabiwszy wcześniej swego poprzednika. Jedynym warunkiem rozpoczęcia pojedynku było zerwanie z pewnego dębu gałęzi, w której Rzymianie widzieli złotą gałąź, opisaną przez Wergiliusza. Zwycięzca otrzymywał tytuł rex Nemorensis i odtąd, z mieczem w dłoni, strzegł drzewa, które następnym razem mogło stać się przyczyną jego zguby (Kaczor, 2001).

I teraz zobaczymy, że zbliżenie fonetyczne pomiędzy knięg i knięga nie musi być przypadkowe. Opisując bowiem świątynię Swarożyca Luciców, Thietmar kreśli takie oto słowa: „…wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w strasznych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem”. Tak więc zarówno rzeźbione w pniu drzewa idole, jak też te same pnie pokryte znakami, mogły mieć jedną i tę samą nazwę: knięgi. I nie jest na pewno kwestią przypadku fakt, że leżący pośrodku wsi plac wiecowy, na którym zbierali się Nartowie, nazywany był w języku osetyńskim dokładnie tak samo, jak brzmiał wyraz „słowo” – (k)nyhas (Kempiński, 2001). A od zbliżenia fonetycznego i semantycznego pomiędzy osetyńskim (k)nyhas oraz słowiańskim knieha i kniga uciec się przecież nie da! Związek znaczeniowy i rozwój semantyczny słów wywodzonych od pnia, a przechodzących na pojęcia związane miejscami wiecowymi, pismem (czy też ogólniej – przekazem informacji) i władzą, znowu znakomicie obrazuje nam sanskryt… W języku staroindyjskim gandi oznaczało „pień”, ale już słowo ganda posiadało wiele znaczeń – m.in. „kość, miejsce, miejscowość, znak, doskonały, najlepszy, chwała, bohater, wódz” (spokensanskrit.de). Natomiast wspominane już wcześniej słowo kanda – „trzcina, łodyga trawy, łodyga, witka, gałąź, konar, sęk, pień, kość ramieniowa lub udowa” – znaczyło jednocześnie: „wydzielone miejsce, rodzaj wymierzonego placu, środek placu, mnogość, wielość, zasobność, obfitość, zastęp, oddział, grupa, grono”, a do tego – „liczba, rozdział księgi, księga” (spokensanskrit.de). No i mamy jeszcze w sanskrycie wspomniane już wcześniej, określające „znak” słowa: (k)nikaya, (k)nyagga, bez wątpienia pozostające w związku z osetyńskim (k)nyhas – „słowo” i awestyjskim (k)naska – „księga”. Ciekawie wygląda tu również nazwa pisma użytego do zapisu sanskrytu – devanagari, gdzie pierwszy człon deva oznacza „bóg”, zaś drugi – nagari – „gród, miasto”. Jak bowiem pamiętamy, budowle i miasta nazwano często od kna – użytego do ich konstrukcji materiału. Może więc drugi człon należałoby poprawić na (k)naga-ri i rozumieć jako „pień, kloc z wyrytymi znakami” (czyli coś, jakby „drzeworyt”, na co może wskazywać końcówka -ri), nadając tym samym sens pierwszemu członowi, wskazującemu, że chodzi o „pień przechowujący duszę, czyli myśli i słowa”…

Warto jednak wrócić jeszcze słowem i zatrzymać się na chwilę przy wyrazach ganda i kanda. Chodzi o to, że pochodzą one od sanskryckiego słowa skanda, skandha – „pień, gałąź, konar, pnącze, ramię, ciało, gromada, stado, wielość, mnogość, liczba, pole, obszar, region, rozdział, księga, nauczyciel, król, książę” (spokensanskrit.de). Widzimy, że wyraz ten oraz jego pochodne (ganda, kanda) obejmują  swoim znaczeniem m.in. strategiczne dla naszych rozważań pojęcia, takie jak „kien, księga, książę”. Wyraz skanda, skandha wygląda na metatezę ksanda lub ksandza (z mogło przejść tutaj w h, w myśl tzw. zasady rough breathing), tak jak w podanym już wcześniej śkądz od ksiądz. W zasadzie możemy to uznać za pewnik, albowiem identyczną przestawkę znajdujemy w zapisach staropolskich; Ostrowska podaje np. takie formy, jak: żgęga, śkęgarz – „księga, księgarz”, rekonstruowane na podstawie zapisu zgagamy i nazwy miejscowej Skągarzów, będących metatezami od gzięga, gzięgi i Ksągarzów, Ksągarzew (Ostrowska, 1969). Powyższe potwierdza też podana już wyżej nazwa miejscowa Skęczno, która wygląda na metatezę od Księżno. Nagłosowe ks i jego metateza sk nie tylko przekształcały się w ch, h, ale również dawały słowa na k, g i s. Pierwszą sytuację obserwujemy nie tylko na przykładzie sanskryckich słów kanda i ganda, ale również polskiego gwarowego kiunc – „ksiądz” (Nitsch, 1964). Zauważmy przy tym, że sanskryckie ganda w znaczeniu „wódz” pozostaje w ścisłym związku fonetycznym i semantycznym z gockim kindins – „władca plemienny” oraz burgundzkim hendinus – „król”. Z sanskryckim kanda, w znaczeniu „wydzielone miejsce, rodzaj wymierzonego placu”, należy wiązać też bez wątpienia słowiańskie kącina – „świątynia”, wywodzące się od rzeczownika kąt, rekonstruowanego przez Pokornego na stan pierwotny jako k’ent, oznaczającego początkowo „pal, drąg użyty do budowy” (Gołąb, 2004). W związku z pierwotnym k’ent w znaczeniu „pal” oraz sanskryckimi kanda, gandi w znaczeniu „pień” pozostaje też bez wątpienia niemieckie dialektalne gant – „belka”, jak również nasze gont – „listwa, deska”. Z taką samą zmianą dźwięczności pierwszej głoski, jak w przypadku kanda i ganda, spotykamy się w staropolszczyźnie, w wyrazach: gzięże – „książę”, gzięga – „księga”, gsągy – „księgi” (Ostrowska, 1969). Kontynuację na s widzimy natomiast w staropolskich zapisach siąg, sząg – „ksiąg” (Ostrowska, 1969), podanym wyżej gwarowym lub niestarannym mazowieckim siąc – „ksiądz” – oraz polskim współczesnym słowie sąd – „zdanie, opinia, pogląd, organ wymiaru sprawiedliwości”, pochodzącym prawdopodobnie z wcześniejszego (k)sąd (miejscownik – [k]sądzie), które sięga zapewne czasów odbywanych na wiecach sądów książęcych, gdzie najwyższym (k)siędzią był właśnie ksiądz, książę. Dlatego też (k)sędzia to dzisiaj „osoba powołana do rozpoznawania spraw i wydawania wyroków w imieniu państwa”. Warto zwrócić uwagę, że jednym z sanskryckich słów rozumianych jako „sąd” był wyraz (k)nyaya, brzmiący niemal identycznie jak tytuł „wodza” – (k)naya (spokensanskrit.de). Innym wyrazem na s jest tutaj sąg – „stos drzewa, ubóstwiany drewniany słup” (Brückner, 1989); w tym drugim znaczeniu później już tylko z przedrostkiem, w postaci posąg. Ten wyraz mamy poświadczony również w rzeczowniku przysięga, zapewne w rozumieniu świętego zaklęcia się na totem (sąg, sięg) lub honorowego przyrzeczenia złożonego przed obliczem władcy – (k)sięga. Kolejny podobny przykład to nasz wyraz sęk – „konar, gałąź, część uciętej gałęzi pozostała przy pniu, podstawa gałęzi wrośnięta w pień, ślad po takiej podstawie w desce” (Boryś, 2005), z indyjskim odpowiednikiem na k w postaci kanda, w znaczeniu „sęk”, jak również na s w postaci śanku – „kołek” (Brückner, 1989). Przy czym musimy zwrócić uwagę, że kafirskie (k)nong i nasze (k)sąg w  znaczeniu „ubóstwiany drewniany słup” to w zasadzie jedno i to samo słowo. Wyrazy sąd i sąg możemy skonfrontować z sanskryckim słowem sanda – „grupa, zbiór, zgromadzenie, mnogość, wielość, ilość, liczba, stos, sterta, kępa, gąszcz, zarośla, chaszcze, grupa drzew lub roślin, las, drewno” (spokensanskrit.de). Ze słów na ch pochodzących od skanda, ksanda możemy wskazać w naszym języku na przymiotnik chędogi w znaczeniu „piękny, wytworny, wyborowy, bogaty” (Boryś, 2005), pozostający w związku z sanskryckim ganda w znaczeniu „doskonały, najlepszy, chwała, bohater” oraz staronordyckim hąndugr – „dzielny, tęgi”. Wprawdzie językoznawcy najczęściej zakładają (Bańkowski, 2000), że chędogi jest germańskim zapożyczeniem do prasłowiańszczyzny pozostającym w związku z wyrazem hand – „ręka”, czyli niby pierwotnie „zręcznie wykonany, zręczny”, jednak znowu należy przywołać w tym miejscu sanskryt z jego kanda i skanda, tym razem w znaczeniu „kość ramieniowa” i „ramię”. Do tego, że znowu musiało dojść w zamierzchłych czasach do przemiany kn w dające ch ks w nagłosie przekonują nas inne sanskryckie słowa: (k)nanda w znaczeniu „szczęście, pomyślność, rozkosz, radość, dobrobyt, długi flet, budynek” oraz (k)naga – „najlepszy, najdoskonalszy w swoim rodzaju” (spokensanskrit.de). Przy czym znajdujemy tutaj wyraźne, europejskie konotacje również w anatomicznym i botanicznym obszarze znaczeniowym, albowiem nasze knaga to „gnat z okrawkami mięsa, kołek do mocowania lin”, (k)noga – „kończyna dolna”, niemieckie knagge – m.in. „sęk, kołek”, angielskie knag i szwedzkie knagg – „sęk” oraz duńskie knag – „kołek”. A nasze słowo gnat wygląda jak metateza wyrazu ganda i wiąże się z nim ściśle semantycznie w przypadku znaczenia „kość” i „pień”, albowiem gnat oznaczało nie tylko „kość, goleń, członek, udo”, ale również „drewniany kloc” (Brückner, 1989). Niewątpliwą spuścizną po sanskryckim skanda, skandha jest gockie słowo skandza, zapisane w łacinie jako scandia, które dało nazwę miejscową Skandza i Skandia, utożsamianą najczęściej z dzisiejszą nazwą Skandynawii. Owe skandza miało oznaczać pierwotnie, literalnie „ul”, a więc „wydrążony pień”, jak już wiemy, tyle że w późniejszym sensie przenośnym określało „macicę, matecznik, macierz rodu”, czyli jego „kolebkę”, jakbyśmy to dziś powiedzieli (Groom, 2012). Tak więc gockie skandza jako metateza ksandza było odpowiednikiem naszego knaja, knieja w znaczeniu „matecznika”. A to z kolei pokazuje, że również wyraz knęga, księga musiał funkcjonować kiedyś w znaczeniu „wydrążony pień, barć, ul”, co uprawdopodabniają takie nasze wyrazy, jak księgi i ksieniec (to drugie może z wcześniejszego księgiec) – „wnętrzności zwierzęce”. Wyraz ksieniec oznaczał też dawniej „płód” (Bańkowski, 2000), co znowu zbliża go do gockiego skandza w znaczeniu „macica”.

Jeżeli chodzi o podane wyżej wyrazy, warto zwrócić uwagę na rekonstruowane przez Pokornego na stan praindoeuropejski słowo k’ent w znaczeniu „pal, drąg użyty do budowy”, które miało stać się podstawą wyrazów kąt (między innymi w znaczeniach: „chata, mieszkanie, schronienie, ustronne miejsce”) i kącina – „świątynia”. Nie należy mieć raczej wątpliwości, że nie chodzi tutaj o kien z jakąś końcówką t o nieustalonym pochodzeniu, ale o pierwotny wyraz knęg ze znaną nam już przemianą przyrostka -ęg w końcówkę -ęt, a więc wcześniejszą formę knęt z odpadającym n ze bitki nagłosowej, jak w podawanych już wyżej słowach knajtek i kajtek. Identyczna jest bez wątpienia geneza germańskiego wyrazu kind – „ród, dziecko”, gdyż większość nazw rodzinnych, jak pamiętamy, pochodzi od kien. Wydaje się jednak bardziej prawdopodobne, że chodzi tutaj o wczesną przemianę kn/ks, dającą w efekcie, jak wyżej widzieliśmy, m.in. słowa na k. A więc ksęt lub skęt, przekształcone do kęt, k’ent. Dostrzegamy to bardzo wyraźnie na przykładzie pozostającego w związku z kind, prapolskiego cędo, czędo – „dziecko, potomstwo” – zachowanego m.in. w dzisiejszym szczątek i szczęt. Chodzi tutaj o wersje fonetyczne wyrazu zbliżonego do ksiądz z tak rozubudowanym nagłosem, jak w przypadku podanego już wyżej kściądz, dającego w efekcie ciądz. Tak więc szczęt to wcześniejsze kszczęt, pochodzące od jeszcze wcześniejszego knęt, wywiedzionego z kolei od pierwotnego knęg. „Do szczętu” oznacza dokładnie to  samo, co „do cna”. Tutaj narzuca się jeszcze jeden argument… w postaci znanego nam już, gwarowego wyrazu chęchy pochodzącego od księgi, a używanego nie tylko w znaczeniu „krzaki, chaszcze, zarośla”, ale również „podejrzane miejsce”, czyli dosyć podobnie jak kąt („miejsce ustronne” może być również rozumiane jako „miejsce podejrzane”). Stąd też przymiotnik pokątny w rozumieniu „podejrzany”.

Ale już sama forma k’ent otwiera nam ciekawe perspektywy etymologiczne… Na początek przyjmijmy bardzo prawdopodobne założenie, że Pokorny nie do końca trafnie odczytał jego właściwe znaczenie. Nie tyle mogło chodzić tu bowiem o pal użyty do budowy, co o słup totemiczny, uwielbiany drewniany kloc, wokół którego gromadzono się najpierw w celach rytualnych, a następnie stawiano jakiś przybytek, czyli świątynię. A kiedy przedstawimy wyraz k’ent w tym właśnie znaczeniu, zobaczymy, że powszechna depalatalizacja połączona z labializacją daje tu formę kwent, będącą np. podstawą walijskiego gwenith – „błogosławiony”. Z kolei połączona z labializacją asybilacja – postać swęt, czyli dokładnie taką, jak w naszych wyrazach święty i świątynia. A ponieważ od podobnie tworzonych wyrazów, jak już wiemy, odpada nieraz spółgłoska inicjalna, jak np. w niektórych nazwach kobiecych, m.in. luwijskim (k)wanattis, dlatego pojawia się nam angielski wyraz wand, używany najczęściej na określenie „czarodziejskiej różdżki”, czyli jakby zminiaturyzowanego „świętego słupa”. A tu znowu wciska się nam wszędobylskie, epentetyczne l, urabiając tocharski wyraz w znaczeniu „król” – wlant (Lubotsky, 1994), denazalizowany przez Słowian do równoznacznego wlad, z którego mamy nasze dzisiejsze słowo władca.

A że tytuł kmieć, jak wyżej wspominałem, wygląda jedynie na wersję fonetyczną wyrazu knieź, nie należy wykluczać, że pierwotnie, w dobie matriarchatu, idol – kmat, (k)mać – był wyobrażeniem protoplastki rodu, rodzicielki, co o tyle prawdopodobne, że najstarsze, znane przedstawienia figuralne ludzkich postaci to… posążki kobiet (tzw. Wenus paleolityczne). Najstarszy, odnaleziony dotąd pochówek szamana zawierał szczątki kobiece (Oszubski, 2016). Na złotych pierścieniach i gemmach, odnalezionych na Krecie, wyspach Morza Egejskiego i w Grecji pojawiają się wyobrażenia drzew kultowych, z występującą obok nich boginią w otoczeniu wotantek lub kapłanek. Kobieta, pojawiająca się przy drzewie kultowym, to bogini urodzaju, która kierowała cyklami przemian w przyrodzie. Kamienne posągi znajdowane na ziemiach Bałtów i Słowian zwane były tradycyjnie babami, choć nie zawsze wyobrażały kobiety. Tak więc pierwotnie to kobiety były duchowymi przywódcami rodów. A na wiecach główne skrzypce grali właśnie szamani, manipulujący starszyzną plemienną, wybierającą księcia i przedstawiającą jego kandydaturę do akceptacji zgromadzonego ludu. Echo wiecowego przewodnictwa szamanek mogło przetrwać do historycznych czasów i odbić się w kronice Kosmasa legendą o Luboszy, która ustanowiła na wiecu księcia w osobie Przemysła. Tak więc to kobieta-szamanka mogła być ucieleśnieniem totemicznej protoplastki rodu i to ona mogła obierać kandydata na jej ziemskiego namiestnika. A kolejne echo tych pradawnych zwyczajów słyszymy tym razem w słowach… Chodzi o słowa określające „oblubieńca wybranego przez kobietę na towarzysza życia”: polskie (k)męża, (k)mąż, rosyjskie knjazь, knjazja – „pan młody”, staropolskie kniaź, knieź – „młodzieniec po zaręczynach”, staropolskie, gwarowe książę – „pan młody”. Przy czym, co ciekawe, rosyjskie knjazь, knjazja używane były gwarowo również jako wyrazy określające „belkę tworzącą szczyt dachu” (Czarnecki, 2013). Również słowa określające „akt zamążpójścia” brzmią w językach słowiańskich bardzo wymownie: średniobułgarskie (k)sagati, staroruskie i staro-cerkiewno-słowiańskie po-sagati, prasłowiańskie po-saga, co w naszym współczesnym języku przetrwało jako po-sag – „majątek wnoszony przez żonę mężowi w związku z zawarciem małżeństwa” (Boryś, 2005).

Powrót Scytów                    

A konotacje hebrajskie to też dobry moment, aby powrócić na chwilę do Scytów. W Biblii, w datowanej na VIII w. p.n.e. Księdze Rodzaju, nazwa Scytów pojawiają się pod postacią eponimu – Askenez, Asknaz. Gdy uznamy tu as za przyrostek lub rodzajnik, taki jak np. użyty w hebrajskich i arabskich zapisach etnonimu Słowian – as-Saqaliba, pozostanie nam samo knaz. Eponim mógł więc nie tyle pochodzić w tym przypadku od nazwy osobowej, co od tytułu książęcego, podkreślającego królewskie pochodzenie Scytów, którym ci się chlubili. Knaz byłby więc dokładnym odpowiednikiem Paralat i Rawaka. Użycie tytulatury w etnonimie nie było zapewne przejawem bufonerii Scytów, tylko, jak wyżej wspominałem, praktyką  wynikającą ze stepowych uwarunkowań politycznych. Zacytujmy powtórnie Moraczewskiego: „Z rodzin składały się rody, z rodów plemiona i stały pod kneziami”. Stepowe organizmy quasipaństwowe skupiały więc rozmaite plemiona, zorganizowane wokół jakiegoś przywódczego szczepu, przyjmując z reguły jego nazwę dla całości konfederacji. To przywódcze plemię pragnęło zapewne podkreślić swoją rolę i odróżnić się od tła, obierając dodatkową nazwę wskazującą na nie, jako na główny pień, trzpień całego takiego związku plemiennego, określanego wspólnym etnonimem. Przypomnijmy, że nie tylko nazwę Scytów możemy odczytać jako knaz, ale również Hunów – xiong, hsiung – jako „ksiąg, ksiądz, książ”.

Asknaz miał być mitycznym przodkiem Słowian i Germanów. Kiedy więc Scytowie znikają z areny dziejów, ich hebrajski etnonim przechodzi najpierw na Słowian a potem na Niemców (Kraus, 1932). Ostatecznie przejmują go jednak wschodnio- i środkowoeuropejscy wyznawcy judaizmu – tzw. Żydzi aszkenazyjscy, pochodzący z państwa chazarskiego, którego władcy przyjęli na początku IX w. to wyznanie jako obowiązującą religię państwową. Również nazwa samych Chazarów jest tutaj podejrzana, wygląda bowiem na knaz (po uwzględnieniu przemiany kn/ks/ch) rozszerzone o słowiański przyrostek ar, arz, wskazujący na wykonawcę czynności lub posiadacza jakiejś rzeczy, cechy; np. stolarz, mocarz. Mogło wiec chodzić o szczep dziedziczący schedę po Asknaz lub sprawujący władzę książęcą nad podległymi plemionami. Widzimy tu również zbliżenie ze znanym nam już słowem chasa – „drużyna, oddział”.

Natomiast sąsiadujący z Chazarami Bułgarzy, lud początkowo tureckojęzyczny a następnie zeslawizowany, mianował najwyższego władcę tytułem kanasubigi. Jedna z lekcji objaśniających znaczenie tego wyrazu mówi, że właściwym tytułem królewskim był tutaj wyraz kanas, podczas gdy drugi człon – ubigi – oznaczał „wielki, chwalebny, rajski, boski” (porównaj z naszym przymiotnikiem ubogi, który przyjął w tym przypadku postać antonimu). Ostatecznie kanasubigi miało oznaczać „władca od boga”. Według niektórych autorów z protobułgarskiego wyrazu kanas miał właśnie powstać słowiański tytuł kniaź, a z zapisywanego ponoć również kanasubigi jako kanaigi – wyraz knigi (Wikipedia, hasło: „Bulgars”; Bury, 2015; Leszczyński, 2013).

Neolingwiści kontra młodogramatycy

Przechodząc do końcowych wniosków, warto zacytować słowa naszej wybitnej dialektolog, Pani Profesor Haliny Karaś: „Spółgłoski protetyczne mają zasięg ogólnodialektalny. Jest to dawna cecha językowa, występująca w języku staropolskim (wcześniej w prasłowiańszczyźnie), która wycofała się z języka ogólnego, pozostała natomiast w dialektach”.

W jakim celu wrzucam w ogóle ten fragment…? „Co ma piernik do wiatraka?” Nie chodzi tutaj o spółgłoski protetyczne, tylko ogólnie o zjawiska językowe… Europejscy (w tym polscy) językoznawcy, zafascynowani metodą historyczno-porównawczą, zdają się zupełnie nie pamiętać o alternatywnych metodach badawczych, takich jak np. szkoła neolingwistyczna. Metoda historyczno-porównawcza, ukształtowana przez dziwiętnastowiecznych młodogramatyków, polega na badaniu zmian zachodzących w zapisanych w różnym czasie, w starych źródłach wyrazach. Ponieważ zmiany te podlegają pewnym prawidłowościom, prawidłowości te ujęto w tzw. prawa głosowe. Twórcy pierwszych praw głosowych uznawali wyjątki od nich za rzecz zupełnie naturalną i to dopiero właśnie młodogramatycy sformułowali zasadę bezwyjątkowości praw głosowych. Sprzeciwiali się im natomiast neolingwiści, dowodzący, że bezwyjątkowość praw głosowych jest wielkim uproszczeniem, albowiem wczesne odłamy języków indoeuropejskich były zróżnicowane dialektalnie, zaś do zapisu trafiały formy wyrazów z takiego to czy takiego dialektu, podczas gdy inne dialekty mogły przechowywać równolegle inne warianty tych samych słów. I ta opinia neolingwistów znajduje właśnie znakomite odzwierciedlenie w badaniach dialektycznych i zacytowanych wyżej słowach Pani Profesor Karaś.

Musimy mieć świadomość, że badanie przemian językowych na podstawie tekstów pisanych ma to ograniczenie, że sam fakt zapisu języka wpływa na upowszechnienie tzw. innowacji językowych. Dokąd słowo pisane było wiedzą tajemną, zarezerwowaną dla elit, pismo nie wpływało na postęp zróżnicowania językowego. Sytuacja zaczęła ulegać zmianie w miarę upowszechniania się piśmiennictwa. Należy przypuszczać, że obserwowane obecnie, ogromne zróżnicowanie językowe w obszarze języków indoeuropejskich zawdzięczamy właśnie rozpowszechnieniu słowa pisanego. Zacytujmy może pewnego, przywoływanego już wyżej autora: „Pierwsze księgi zostały do Polski przywiezione prawdopodobnie przez duchownych przybyłych z Czech w orszaku Dąbrówki. W 965 roku n.e. Dobrawa została żoną Księcia Polski Mieszka I. To symboliczny początek księgarstwa w Polsce. Można zaryzykować uproszczenie, iż pierwszą „książniczką” (książnik lub księżnik – ktoś zajmujący się książkami – księgarz) była w Polsce Doubravka – księżna czeska z dynastii Przemyślidów. To wszak za jej przyczyną zapoczątkowano księgarską działalność, polegającą na rozpowszechnianiu książek w kraju Polan. Było to rok wcześniej, nim Polska przyjęła chrzest. Przypuszczalnie wydarzenie to miało także wpływ na kształtowanie się nowej, odrębnej polskiej świadomości językowej i stopniowe różnicowanie staropolszczyzny od bliźniaczej czeszczyzny…” (Leszczyński, 2013). I faktycznie… na podstawie przekazów historycznych wnioskujemy, że dialekty sołuńskie będące częścią bułgarsko-macedońskiej grupy językowej, w których pierwszy raz podano Słowianom słowa Biblii, były zrozumiałe jeszcze w IX w. dla wszystkich Słowian, a już dzisiaj trudno byłoby się dogadać np. Polakowi z Bułgarem. Literaturę tworzył bowiem zawsze i konsumował establishment. Każdy, kto do niego aspirował, musiał posiąść sztukę pisania i czytania. Rozwój podstaw ekonomicznych bytowania poszerzał szeregi ludzi światłych, nabywających i czytających księgi. A kto czytał i pisał, używał też języka, w którym powstawały księgi, albowiem nie wypadało inaczej, pomimo że te wychodziły spod pióra skrybów używających takiego to a takiego dialektu danego języka. W układach elit zachodziły roszady, do władzy i pióra dorywali się użytkownicy różnych dialektów, tak więc i do tekstów trafiały w różnym czasie alternatywne, dialektalne wersje fonetyczne wyrazów, dając wrażenie chronologii przemian głosowych. Z czasem język elit stawał się językiem poprawnym, a i dziś uważamy, że poprawny język – to język literacki. Cały czas jednak niepiśmienny gmin zachowywał po zaściankach starsze formy językowe, często wyśmiewane, dziś uznawane za gwary i dialekty – niemalże skarby językowe. Tak więc w erze przedpiśmiennej i wczesno piśmiennej te same słowa mogły brzmieć nieco inaczej w rozmaitych dialektach tego samego języka, który to stan w dobie intensywnego rozwoju piśmiennictwa długo odzwierciedlały jeszcze gwary regionalne, a w niektórych przypadkach, jak wyżej widzieliśmy, odzwierciedlają do dnia dzisiejszego.

Mówiąc krótko: nie musimy wierzyć językoznawcom posługującym się głównie lub tylko metodą historyczno-porównawczą, że pierwowzorem dla naszego książę było np. germańskie słowo kuning. Językoznawcy dowodzą bowiem tej koncepcji na podstawie zmian obserwowanych w zapisach innych wyrazów. A obserwacje te rzekomo dowodzą, że u przemienia się najpierw w językach słowiańskich, w tzw. jer twardy – ъ, by następnie ulec zupełnemu zanikowi, przekształcając z czasem słowo kuning w kъning i kning. Gdzieś w bliżej nieokreślonym międzyczasie dochodzi też do przemiany nosowej grupy -in- w nosową samogłoskę ę, co owocuje wyrazem w brzmieniu knięg. Przy czym dopiero tę formę jako słowiańską mamy, jak pamiętamy, pośrednio zaświadczoną w cerkiewno-słowiańskim, w nazwie miejscowej i u Thietmara piszącego w drugiej dekadzie XI wieku. Następnie, w efekcie procesów palatalizacji i denazalizacji, knięg przekształca się odpowiednio w formy typu kniądz (potwierdzone pośrednio, jak pamiętamy, w nazwach miejscowych) i kniaź. A nie musimy wierzyć z tego powodu, że wszystkie te formy mogły egzystować równolegle po różnych dialektach, a tylko niektóre trafiły do zapisu i to w różnym czasie. Fakt, że kuning jako postać staro-wysoko-niemiecką i starosaksońską zanotowano wcześniej, nie oznacza, że od niej musi wywodzić się zanotowane później knięg czy kniaź. Oznacza jedynie tyle, że najstarsze znane zapisy tych dialektów germańskich są przynajmniej o sto lat starsze od najstarszych znanych zapisów dialektów słowiańskich. Przecież również dialektom słowiańskim musiał być znany wyraz kuning, m.in. np. w formie kunięg czy kunig, na co wskazują przytoczone już wyżej, dawne imiona i współczesne nazwy osobowe: (k)Unich, (k)Unik, (k)Uniej, Kuniej.

Argumentacja pierwszeństwa kuning opiera się jeszcze na obecności w formie knięg samogłoski nosowej. Istnieje bowiem niemal święte przekonanie, że grupa -in- jest starsza od samogłoski nosowej ę. Przekonanie to motywuje się najczęściej faktem, że samogłoski nosowe są charakterystyczne dla języka polskiego i język ten zamienia nimi grupy głoskowe zawierające spółgłoski nosowe (n, m) w pożyczkach lub wyrazach obcych. Faktycznie… z języków słowiańskich jedynie polski i kaszubski zachowały samogłoski nosowe, które były powszechne w języku prasłowiańskim. Samogłoski nosowe występowały także we wczesnej łacinie, w pragermańskim i staronordyckim, a z innych języków indoeuropejskich posługują się nimi jeszcze francuski i portugalski. Przy czym uważa się, że w tych dwóch ostatnich językach są one innowacjami, albowiem nie kontynuują nosowych samogłosek łacińskich. Zupełnie inaczej wygląda sprawa w przypadku nosówek polskich i kaszubskich… Samogłoski nosowe były powszechne w prasłowiańszczyźnie oraz starych językach bałtyckich (np. w starolitewskim) i germańskich, więc musiały występować w języku wczesno-prasłowiańskim, nazywanym inaczej językiem bałtosłowiańskim. Mało tego… znajdujemy je również w staroirańskim języku Awesty, co oznacza, że występowały już w dobie indosłowiańskiej wspólnoty językowej. A ponieważ dialekty germańskie wyłoniły się dość późno ze wspólnej linii bałtosłowiańskiej, jak ostatnio postulują najczęściej światowi badacze rozwoju języków indoeuropejskich, dlatego mamy prawo podejrzewać, że tak charakterystyczny dla języków germańskich (szczególnie angielskiego) przyrostek -ing jest pokłosiem asynchronicznej (dzielącej samogłoskę nosową na samogłoskę ustną i spółgłoskę nosową) wymowy końcówki -ęg. Podobne rozumowanie wyda się nam logiczne, gdy uświadomimy sobie, że samogłoski nosowe są recesywną cechą językową, wycofującą się z ogółu języków indoeuropejskich wraz z upływem czasu. Jeżeli mówić więc już o pierwszeństwie, pierwszeństwo należałoby przyznać przyrostkowi -ęg jako zawierającemu starszą, archaiczną, zanikającą z czasem samogłoskę nosową. Przy czym, co najciekawsze, sufiks -ing jest uznawany za najbardziej charakterystyczną cechę języka jaćwieskiego, zaliczanego do zachodniobałtyckiej grupy językowej (Wikipedia, hasło: „Języki zachodniobałtyckie”). A to znowu przenosi nas w czasy językowej wspólnoty bałto-germano-słowiańskiej (slawogermańskiej), raz jeszcze pokazując, że różne wersje fonetyczne tych samych wyrazów mogły egzystować po rozmaitych dialektach języka wczesno-prasłowiańskiego. Tak więc starolitewskie słowo kuningas – „pan” – nie musi być wcale pożyczką germańską, gdyż może być z równym powodzeniem wyrazem pamiętającym czasy językowej wspólnoty bałto-germano-słowiańskiej, zawierającym alternatywny w stosunku do końcówki -ęg przyrostek -ing. Tym sposobem zbijamy również kolejny argument językoznawców, sugerujących, że -ing jest tak charakterystycznym przyrostkiem dla języków germańskich, iż zawierające go słowa muszą mieć źródło germańskie, natomiast słowiańskie -ęg jest tylko jego zniekształceniem przez synchroniczną wymowę nosówek.

A zbicie tego argumentu ma swoją wymowę, albowiem językoznawcy na poparcie tezy o germańskim rodowodzie słowa ksiądz (o czym wyżej już wspominałem) przytaczają inne rzekome pożyczki germańskie, które przeszły podobno analogiczny, fonetyczny proces rozwojowy – np. wyrazy pieniądz i wiciądz (ten ostatni zachowany m.in. w dzisiejszym słowie zwycięzca). Nie musimy więc wierzyć, że pieniądz pochodzi od starosaksońskiego pening; tym bardziej, że nie udało się dotąd ustalić etymologii tego domniemanego, germańskiego wyrazu. Gdy jednak zrekonstruujemy jego źródłosłów jako niezachowane w zapisie, słowiańskie słowo pienięg, czyli pień z rzeczoną końcówką –ęg, wszystko wyda się proste jak kij od szczotki i jasne jak słońce; chodziłoby wtedy o „równowartość jednego pnia, kuni, ula, barci” w czasach, w których wnoszono wspomniane wyżej opłaty – kunę, kunicę, kunne – lub kiedy miód był obiegowym środkiem płatniczym. A że jednymi z pierwszych płacideł, jak podają opracowania z zakresu historii gospodarczej, były skórki zwierząt futerkowych oraz miód, dlatego teraz już wiemy, skąd wzięła się nazwa kuny – chorwackiej waluty i zwierza, którego futro stanowiło zapewne ekwiwalent miodu jednej kuni (z etymologią nazwy tego zwierzątka nie poradzili sobie dotąd nasi językoznawcy).

Wszystko wygląda podobnie w przypadku słowa wiciądz, witeź – „zwycięzca, bojownik, bohater, rycerz, szlachcic”. Musimy zachować dystans do etymologii Borysia, wywodzącego ten wyraz od germańskiego wiking. Należy bezwzględnie przyjąć tu pogląd Brücknera, dowodzącego, że chodzi w tym przypadku o prasłowiańskie wit – „zdobycz, zysk” – oraz znany nam już bardzo dobrze przyrostek -ęg, czyli słowo brzmiące pierwotnie jak witęg, określające „zdobywcę, łupieżcę”. I wprawdzie nasz wielki językoznawca podaje w swoim wywodzie konotację w postaci staropruskiej wersji tego słowa – witing (jaćwieski uznawany jest za gwarę języka pruskiego, nie dziwi więc, że również w ustach Prusów przyrostek -ęg brzmiał jak -ing) – to jednak sprzeciwia się wywodom prowadzącym od normańskiego wiking. I słusznie, gdyż raczej należałoby wskazać odwrotny kierunek pożyczki, co wymaga obszernego wywodu etymologicznego, który będzie tematem oddzielnego artykułu. W tym miejscu wypada jedynie dopowiedzieć, że, jak opiewają to sagi, słowiańscy wikingowie, nazywani przez normańskich skaldów „słowiańskim junakami”, nie ustępowali dzielnością na krok tym skandynawskim (Labuda, 2002). A skoro zahaczyliśmy o sagi, nie możemy przejść obojętnie wobec faktu, że w staronordyckim pojawia się wyraz kanika – „coś napisane” oraz kenning – „wiedza, nauka”, a i samo słowo saga – „opowieść” – wygląda na wyraz ze zgubioną spółgłoską k w nagłosie, którego pierwowzór możemy zrekonstruować jako ksaga, ksiaga czyli np. zdenazalizowane ksiąga, księga.

Wnikliwie przyrostkiem -ing zajął się Nalepa w swojej etymologii etnonimu Jaćwingów, Jaćwięgów (Nalepa, 1964). Nasz badacz dowodził, że formant -ing występuje we wszystkich językach bałtyjskich, w których oznacza posiadanie jakiejś cechy, właściwości. Szczególnie obficie występuje w nazwach wodnych, głównie pruskich. Nalepa przypomina, że dokładnie tę samą sytuację obserwujemy w hydronomastyce słowiańskiej, w której -ing pozostaje w pierwotnej postaci lubo przyjmuje formy równoległe: -ens, -enz, -ądz, -ąż, -ąg, -ęż. Autor podaje również apelatywy utworzone za pomocą tego przyrostka, takie jak robociądz, robociąż, wiciądz, wrzeciądz, raciądz, rzeciądz. Przyznaje za Bachem, że sufiks -ing rozwinął się bogato w językach germańskich, w których wyraża przynależność osoby do osoby, osoby do rzeczy, rzeczy do osoby, rzeczy do rzeczy. Za pomocą tego przyrostka tworzone były tutaj tak samo nazwy mieszkańców, jak też określenia miejsc, co słychać np. w starych nazwach plemion germańskich, takich jak Tulingi, Sabalingi, Marvingi, Hasdingi itd. Nalepa głosi za Rudnickim pogląd, że sufiks -ing był również dopuszczalny w słowiańskich nazwach szczepowych, na co dostarcza przykładu w postaci nazw Milingów i Smeldingów, gdzie ta druga rekonstruowana jest przez Rudnickiego do równoległej postaci Smołdęgi. Nalepa ostatecznie wyraża opinię, że sufiks -ing, wraz ze swoimi równoległymi wersjami zawierającymi samogłoski nosowe, jest wspólnym dziedzictwem Bałtów, Słowian i Germanów, tworzących tzw. północnoeuropejską grupę ludów indoeuropejskich.

Na słowiańskim tronie

Wyżej widzieliśmy, że zapisy i rekonstrukcje germańskich wyrazów pokazują, iż musiała istnieć w tych językach nazwa „drzewa, pnia” w postaci kun, kuni. Ustaliśmy również, na podstawie zachowanych nazw opłat, nazwy zwierzęcia i panny oraz imion i nazw osobowych, że podobny wyraz w tym samym znaczeniu, w formie kun, kuń, kuni egzystował również w językach słowiańskich. Mamy jednocześnie zachowaną w zapisach wersję tego słowa w postaci knu i kien. Językoznawcy najczęściej sugerują, że te dwie ostatnie formy powstały z pierwotnego kun, kuni na drodze działania praw głosowych, najpierw redukujących samogłoski do jerów, następnie je usuwających i wokalizujących innymi samogłoskami. Ten sposób myślenia nie trzyma jednak się kupy, gdyż wyraz knu, zachowany podobno jedynie w językach gałęzi zachodnioindoeuropejskiej, wywodzony jest od pierwotnego rdzenia ken i rekonstruowany na stan praindoeuropejski (Kaczor, 2001), a więc na czasy, w których, jak się uważa, nie działały jeszcze przedstawione wyżej prawa głosowe. Dlatego więc słowa kun i knu mogły być dwoma wariantami fonetycznymi tego samego wyrazu, które rozróżniła jednie powszechna w językach indoeuropejskich przestawka głosek, czyli inaczej metateza. Inna możliwość wyłania się ze wspomnianego już zjawiska labializacji spółgłosek welarnych, w którego efekcie po k i g pojawiało się w niektórych dialektach długie u, brzmiące podobnie do dzisiejszego ł, będące źródłem samogłoski u lub spółgłoski w. W ten sposób knu przekształciło się w kunu, a skrócenie drugiej samogłoski lub jej zanik dały ostatecznie słowa kuni i kun. Możliwe również, że mamy tutaj do czynienia ze starym, dobrze znanym językom indoeuropejskim zjawiskiem przypominającym przegłos prowadzący do alternacji samogłosek, które wymieniło samogłoskę e na u i przekształciło wyraz ken w kun.

Biorąc jednak pod uwagę wszystkie formy fonetyczne wyrazu kien, zarówno w jego znaczeniu podstawowym, jak też licznych derywatach, najprościej byłoby chyba zrekonstruować jego najwcześniejszą formę jako k’n, albowiem taka rekonstrukcja zakreśla szeroki obszar dla wywodów językowych. Jej prostą kontynuacją mogłoby być np. armeńskie kin – „kobieta” oraz angielskie kin – „ród, rodzina”.  Wokalizacja rdzenia k’n dałaby formę k’en, kien, a połączona z depalatalizacją – ken. Związana często z depalatalizacją labializacja doprowadziłaby do postaci kun oraz kuen, kwen, jak w germańskich (i sporadycznie słowiańskich) nazwach władców, kobiet i władczyń. Natomiast sama depalatalizacja wymusiłaby pojawienie się umożliwiającej wymowę samogłoski wygłosowej, tak jak np. w dopełniaczu liczby mnogiej i miejscowniku liczby pojedynczej wyrazu kienkni, knu. Widzimy więc, że wyjście od rdzenia k’n prowadzi nas prostą drogą, na skutek działania ogólnie akceptowanych praw głosowych, do najczęściej pojawiających się w znaczeniu podstawowym i derywatach form wyrazu kienken, kun, knu.

Idąc dalej tym tropem i mając na uwadze przedstawione wyżej, podobnie utworzone wyrazy, możemy założyć, że od słów kun i knu, np. w rozumieniu rodowego słupa totemicznego, poprzez dodanie przyrostka -ęg powstały alternatywne wersje fonetyczne typu kunęg i knęg, określające „naczelnika rodu” czy też „przywódcę plemienia”. Chociaż trudno wyznaczyć tutaj ramy czasowe, wersja knęg, knięg wygląda jednak na wcześniejszą. Wprawdzie bowiem słowo kuni, jak już wiemy, istniało w sanskrycie w rozumieniu naszego, dzisiejszego wyrazu „knieja”, nie dało jednak plonu w postaci tytułu władcy. Wersja kunęg, kunięg mogła więc powstać na gruncie jakichś protobałtyjskich i protogermańskich dialektów języka wczesno-prasłowiańskiego, ulegając wymowie asynchronicznej samogłoski nosowej i dając bałtyjskie oraz germańskie tytuły władców. W staropolszczyźnie przechowało ją chyba tylko imię (k)Uniej, dając w konsekwencji dzisiejsze nazwisko Kuniej, odpowiadające semantycznie nazwie osobowej Król. Natomiast wcześniejsza wersja knięg, knięga (ta druga postać z przyrostkiem -ęga, jak we włóczęga, łazęga, i w równoległym rozumieniu „znaków totemicznych”) powinna pamiętać jeszcze czasy indosłowiańskiej wspólnoty językowej. Tak samo, jak postać z końcówką , np. knięgę, wskazującą na potomstwo, jak prosię, cielę, szczenię, w przypadkach, gdy wyraz knięg miał określać mitycznego praprzodka ucieleśnianego przez drewnianego idola, zaś domniemany knięgę był jego namaszczonym potomkiem, ziemskim namiestnikiem, spadkobiercą spuścizny duchowej. Prawdopodobnie jeszcze w czasach owej wspólnoty wyraz ten (wyrazy) przechodził (przechodziły) rozmaite przekształcenia fonetyczne na gruncie licznych dialektów języka praindosłowiańskiego. Przekształcenia te, choć bardzo wczesnej daty, przypominały obserwowane później, w czasach historycznych, ujmowane w wielu przypadkach przez językoznawców w tzw. prawa głosowe. Przekształcenia dotyczyły zarówno nagłosu, jak też samogłoski nosowej (samogłosek nosowych) oraz spółgłoski g. W nagłosie często odpadało k przed n, co dzisiaj słyszymy wyraźnie w języku angielskim, zaś n wymieniało się na s, co mamy okazję obserwować na przykładzie polskich wersji tego starego wyrazu – ksiądz, książę, księga. Nagłosowe ks- występowało też nieraz w postaci metatezy sk-, a obie te zbitki wykazywały tendencję do tworzenia ch. Głoski ch i h mogły powstawać również jako inicjalne z s, po odpadnięciu k od nagłosowej zbitki ks-, w myśl działania procesu fonetycznego, nazywanego przez językoznawców rough breathing. Samogłoski nosowe poddawały się wymowie asynchronicznej lub ulegały całkowitej denazalizacji. Spółgłoska g bywała zmiękczana i asybilowana na różne sposoby, dając w konsekwencji dz, j [dż], d, z, ź, s, y [j]. I w ten właśnie sposób powstały zapewne m.in. takie znane nam już słowa związane z władcą i władzą, jak np. (k)naya, ksaya, chaya, chanyu, chagan, skanda, hendin, kindin. Wiele utworzonych w ten sposób wyrazów dawało derywaty i krzyżowało się na granicach dialektów czy języków, tworząc kontaminacje, co doprowadziło do powstania niezwykle malowniczego obrazu językowego tytulatury władców.

W tym miejscu warto przypomnieć też formę t’enądz z dialektów połabskich – „pan, szlachcic, król”, ta bowiem wygląda na utworzoną bezpośrednio od kien. Chodziłoby więc tutaj o kien, k’en ze wszędobylskim przyrostkiem -ęg, dające w efekcie słowo kienęg, a po powszechnych przekształceniach fonetycznych – kienądz. Zauważmy, że wersję tę potwierdza również znakomicie podana już wyżej, łotewska postać keninż – „król”. I wprawdzie wymiana k na t uznawana jest za swoistą innowację połabską, to równie często spotykamy się z nią w lokalnych gwarach języka polskiego. Ostrowska daje takie przykłady, jak: trzeźwy, krzeźwy; twardy, kwardy; dłutszy, długszy (Ostrowska, 1969), a ja może jeszcze dorzucę: witlina, wiklina (dlatego witka to gałązka wikliny). Z podobną wymianą spotykamy się też w przypadku znanego nam już przejścia końcówki -ęg w -ęt, jak w przypadku wyrazów kręg, kręt oraz knięg, kmięt, gdzie dwa ostatnie dały alternatywne tytuły władców – knieź, kmieć. I właśnie ten połabski zabytek językowy albo umyka uwadze językoznawców, albo jest dla nich tak kłopotliwy, że wprawdzie nieraz wspominają o nim, unikają jednak wywodów na jego temat. Jeżeli bowiem postać wyrazu knu rekonstruowana jest na stan praindoeuropejski jako ken (Kaczor, 2001) lub może raczej k’en, idąc za Pokornym (powszechnie zakłada się bowiem, że w praindoeuropejskim występowały miękkie spółgłoski k’, g’), musi to oznaczać, że wyraz k’enęg w znaczeniu „król”, rekonstruowany na podstawie połabskiego t’enądz i łotewskiego keninż, musiał powstać już na etapie praindoeuropejskiej wspólnoty językowej, w związku z czym nie można go w żaden sposób uznać za germańską pożyczkę. No… chyba że za germańską pożyczkę uznamy staropolskie kien, jak proponuje Andrzej Bańkowski (Bańkowski, 2000). Bańkowski wywodził nasze kien od niemieckiego kien – „trzaska, łuczywo”, nie nawiązując przy tym ni słowem do etymologii niemieckiego wyrazu. Nie może tu być oczywiście mowy o pożyczce, albowiem wyraz kien, kień w rozumieniu „zapałki, drewna opałowego, paliwa” jest wspólnym dziedzictwem indoeuropejskim, którego echo słyszymy w naszym słowie ogień (o-gień), rozumianym jako „coś, co pojawia się na obrzeżu knia, pnia”, jak również np. w rosyjskim dialektalnym gnetit’ czy naszym rodzimym (g)niecić – „rozpalać ogień” (Boryś, 2005). A jeżeli w praindoeuropejskim zasobie leksykalnym miało egzystować słowo k’en w rozumieniu „pień drzewa” (lub podobnym), konserwatywnie kontynuowane w obszarze fonetycznym i semantycznym przez nasze kien, czym mieliby się kierować Polacy, zapominając pierwotnego znaczenia tego słowa, przejmując je następnie od Niemców w odleglejszym znaczeniu „trzaski, łuczywa” i przywracając mu potem jego znaczenie pierwotne? Niemniej kuriozalny pomysł etymologiczny naszego wielkiego uczonego-indywidualisty znakomicie obrazuje dziwne skłonności polskich językoznawców do nadużywania „instytucji germańskiej pożyczki”.

Oczywiście uparty językoznawca-germanofil mógłby nadal dowodzić, że słowiańskie kenęg pochodzi od germańskiego wyrazu kuning, w którym doszło do alternacji samogłoskowej, wymieniającej samogłoskę u na e, lub skrócenia i zaniku samogłoski u z następującą wokalizacją przez e, jak również do dyskutowanej już wyżej szeroko synchronizacji grupy in do samogłoski ę. Osobiście jednak, po analizie przedstawionego wyżej materiału, nie dałbym wiary podobnemu tłumaczeniu. Już chociażby z tego powodu, że alternacja samogłosek związana ze zjawiskami metafonii czy apofonii była zjawiskiem powszechnym w zachodnio-indoeuropejskiej gałęzi językowej, szczególnie w dialektach lechickich i językach germańskich. Na przykład tzw. przegłos lechicki przekształcał samogłoskę e w o przed spółgłoską n, tak jak chociażby w wyrazie żenażona. W ten sposób mogły powstać wersje wyrazu ken w postaci kon i kom, jak również podane wyżej ich derywaty typu konar czy też koml i komięga z jednej strony, z drugiej zaś tytuły władców: staropolskie i północnogermańskie konung, holenderskie koning, norweskie i duńskie kong, konge, niemieckie König, Koenig, islandzkie konugur, kóngur, staronordyckie konungr. I chociaż te wersje wiązane są zazwyczaj, jak pamiętamy, z domniemywanym staronordyckim konr – „ród”, to teraz warto porównać owe konr z naszym słowem konar, którym również określamy „linię rodu” w graficznych wyobrażeniach genealogicznych. Podobne formy z o łatwo przechodzą w językach zachodniosłowińskich i gwarach polskich w postacie z u, na co dobrego przykładu dostarcza słowo koń; czeskie i nasze dialektalne kuń. A uwzględniając powyższe, prędzej jestem w stanie uwierzyć, że od jakiegoś słowiańskiego kienięg pochodzi germański wyraz kuning. Rozsądnie będzie więc założyć, że w dawnych czasach tworzono za pomocą przyrostka -ęg tytuły władców od rdzenia ken, knu, kun, dające w pierwotnym brzmieniu wyrazy: kenęg, knęg, kunęg.

Nie należy wykluczać, a nawet można uznać za prawdopodobne, że wskazane wyżej przekształcenia fonetyczne dokonywały się nie na rdzeniu k’n, tylko na jego derywacie określającym „przywódcę, władcę” w postaci k’nęg, którego kontynuacją mogło być np. staroangielskie cyning, skrócone następnie do king. W ten sposób konsekwencją wokalizacji, depalatalizacji i labializacji k’nęg mogły być takie wyjściowe dla dalszych przemian fonetycznych formy, jak kienęg, kenęg, kunęg, kwenęg, knęg, knięg.

W moim pomyśle etymologicznym przyznaję pierwszeństwo samogłoskom nosowym, albowiem są one, jak wyżej wdzieliśmy, wycofującą się z czasem z mowy, recesywną cechą językową, zachowaną jako praindoeuropejski archaizm praktycznie tylko w języku polskim i kaszubskim; nosówki portugalskie i francuskie nie kontynuują tych łacińskich, w związku z czym uznawane są za innowacje językowe (chociaż nie możemy wykluczyć, że w peryferyjnych gwarach łacińskich występowały inne samogłoski nosowe, których kontynuacją są właśnie nosówki francuskie i portugalskie). Czy jest to słuszna, czy błędna koncepcja… trudno to stwierdzić jednoznacznie. Niemniej wydaje się niemal pewne, że tytuły władców pochodzące od rdzenia ken, knu, kun w znaczeniu „pień” powstały bardzo dawno temu… na pewno nie u schyłku starożytności czy u progu średniowiecza, ale przynajmniej w dobie indosłowiańskiej wspólnoty językowej, czyli przed zapisaniem pierwszych strof awesty i sanskrytu, czyli najpóźniej w pierwszej połowie II tysiąclecia p.n.e. Chociaż wyżej podane przykłady słów z języka tocharskiego, hetyckiego i połabskiego każą myśleć o jeszcze wcześniejszych czasach praindoeuropejskiej wspólnoty językowej. Tylko bowiem w ten sposób możemy wytłumaczyć zadziwiające, liczne zbieżności leksykalne, m.in. takie, jak np. kafirskie (k)nong – „król” i prapolskie knąg – „książę”, albo sanskryckie skandha – „książę” i staropolskie śkądza – „księcia”.

Musimy zauważyć, że wszystkie etymologie wywodzące słowiańskie słowo ksiądz od germańskiego wyrazu kuning tworzone były na potrzebę udowodnienia przyjętego z góry założenia. Wyżej np. widzieliśmy, że Tomasz Czarnecki nie owija w bawełnę, tylko twierdzi, że ksiądz pozostaje w związku z kuning, a związek ten polega na tym, że pierwsze słowo pochodzi od drugiego. Cały problem polegał więc jedynie na tym, by udowodnić, że ksiądz można wywieść fonetycznie od kuning, wskazując przy tym wiarygodne miejsce i czas pożyczenia przez Słowian germańskiego wyrazu. Przy takim podejściu, siłą rzeczy, językoznawcy obracali się jedynie w obszarze dwóch leksemów – germańskiego i słowiańskiego. W mojej pracy próbowałem wznieść się ponad podobne myślenie, sięgając do starszych warstw i bocznych gałęzi języków indoeuropejskich. A że w warstwach tych i gałęziach odnajdujemy słowa tytułujące wodza czy króla, bliskie fonetycznie naszemu książę, ksiądz, kniaź i utworzone w sposób do niego analogiczny od kna, dlatego pogląd o germańskiej pożyczce kłóci się ze zdrowym rozsądkiem. Aby go bowiem poprzeć, musielibyśmy założyć, że protosłowiańska część ludności slawogermańskiej zapomina na dwa tysiące lat podobnego słowa, przez cały ten czas pamięta je jednak część protogermańska. Następnie, po rozdzieleniu i ukształtowaniu się już etnosu germańskiego i słowiańskiego, po upływie z górą dwóch tysiącleci, Germanie przekazują pamiętane słowo zapominalskim Słowianom. Przypomnijmy przy tym, że Słowianie, tak samo zresztą jak Germanie, żyją cały ten czas w realiach rodowo-plemiennej organizacji społecznej, w której trzeba nazywać jakoś przywódców rodów i ponadplemiennych organizacji quasipaństwowych. Dlaczego nie nazywać ich tak, jak przed wiekami, jak w czasach językowej wspólnoty indosłowiańskiej a nawet jeszcze wcześniejszych…?

Wydaje mi się, że wyżej przedstawiony, szeroki materiał językowy pozwala odrzucić hipotezę uznającą polskie słowo ksiądz za germańską pożyczkę, dając jednocześnie promesę domniemaniom Piotra Boronia sugerującego, iż słowiańskie tytuły władców w brzmieniu podobnym do ksiądz, książę, kniaź są raczej echem starego, wspólnego dziedzictwa praindoeuropejskiego.

 

Skróty użyte w tekście:

OED – Online Etymology Dictionary

SJP PWN – Słownik Języka Polskiego PWN

 

Wybrane pozycje przywoływanych w tekście autorów:

Afeltowicz B. „Nazwy szczecińskich dzielnic”. Szczecin. Uniwersytet Szczeciński.

Bailey H. W. “Etymology of Xiongnu names”. Cambrige. Indo-Scythian Studies. 1985

Banaszkiewicz J. „Podanie o Piaście i Popielu. Studium porównawcze nad wczesnośredniowiecznymi tradycjami dynastycznymi”. Warszawa. 1986

Bańkowski A. „Etymologiczny słownik języka polskiego”. Warszawa. PWN 2000

Berneker E. „Slavisches Etymologisches Wörterbuch”. Heidelberg. Universitätsverlag C. Winter. 1908

Bogucki A. „Komes w polskich źródłach średniowiecznych”. Warszawa – Poznań. Roczniki Towarzystwa Naukowego w Toruniu. 1971

Bogucki A. „Termin ‘princeps’ w źródłach polskich”. w: „Odkrywcy princepsi rozbójnicy”. Studia z Dziejów Średniowiecza nr 13. Malbork. Muzeum Zamkowe w Malborku. 2007

Boroń P. „Słowiańskie wiece plemienne”. Katowice. Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego. 1999

Boroń P. „Kniaziowie, królowie, carowie… Tytuły i nazwy władców słowiańskich we wczesnym średniowieczu”. Katowice. Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego. 2010

Boryś W. „Słownik etymologiczny języka polskiego”. Kraków. Wydawnictwo Literackie. 2005

Brückner A. „Słownik etymologiczny języka polskiego”. Warszawa. Wiedza Powszechna. 1989

Bury J. B. “A History of the Eastern Roman Empire”. Cambridge University Press. 2015

Cieślikowa A. „Słownik etymologiczno-motywacyjny staropolskich nazw osobowych” Kraków. PAN 2000, 2002

Czarnecki T. „Najstarsze polskie słownictwo religijne. Tysiąc lat polskiego słownictwa religijnego”. Gdańsk. Wydawnictwa Uniwersytetu Gdańskiego. 1999

Czarnecki T. „Gotisches im Wortschatz des Polnischen. Deutsch-polnische Wechselbeziehungen in Sprache und Kultur”. Studia Germanica Gedanensia 11. Gdańsk. Wydawnictwa Uniwersytetu Gdańskiego. 2003

Czarnecki T. „O etymologii polskiego terminu ‘król’”. Studia z Dziejów Średniowiecza nr 14. Malbork. Muzeum Zamkowe w Malborku. 2008

Czarnecki T. „O etymologii polskich terminów ‘ksiądz’/’książę’”. Studia z dziejów średniowiecza nr 15. Zakład Historii Średniowiecza Polski i Nauk Pomocniczych Historii Uniwersytetu Gdańskiego. Malbork. Muzeum Zamkowe w Malborku. 2009

Czarnecki T. „Zur Etymologie des deutsches Wortes König.” w: „Auf der Suche nach Humanitas”. Festschrift für Prof. Dr. Irena Światłowska-Prędota. Dresden, Wrocław. Neisse Verlag. 2009

Czarnecki T. „Ksiądz/księża/książę”. Academic Journal of Modern Philology. 2013

Danka I. R. „Języki anatolijskie” w: „Języki indoeuropejskie”. Warszawa. PWN 1986

Długosz-Kurczabowa K. „Nowy słownik etymologiczny języka polskiego”. Warszawa. PWN 2003

Doroszewski W. „Słownik języka polskiego”. Warszawa. Polska Akademia Nauk. Wiedza Powszechna. PWN 1958-1969

Duridanov I. „Ezikat na Trakite”. Sofia. DI Nauka i izkustvo. 1976

Ekblom R. „Germ. *kuningaz ‘König’”. Studia Neophilogica 17. Uppsala. Föreningen för Studie Neophilologie. 1944

Georgiev V. „Les deux langues des inscriptions Cretoises en Lineaire A”. Sofia. Academi Bulgare des Sciences. 1967

Gieysztor A. „Naród, Kościół, Kultura. Szkice z historii Polski”. Lublin. KUL 1986

Gołąb Z. “O pochodzeniu Słowian w świetle faktów językowych”. Kraków. Universitas. 2004

Grimm J. W. “Deutsches Wörterbuch”. Leipzig. S. Hirzel Verlag. 1854

Groom N. „The Gothic: A Very Short Introducion”. Oxford University Press. 2012

Hinge G. “Scythian and Spartan Analogies in Herodotos Representation Rites of initiation and Kinship Groups”. Völker-, Länder- und Gruppennamen Skythen. Heinrich Tischner.

Holthausen F. “Gotisches etymologisches Wörterbuch”. Heidelberg. Universitätsverlag C. Winter. 2002

Kaczor I. „Kult drzew w tradycji mitologicznej i religijnej starożytnych Greków i Rzymian”. Łódź. Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego. 2001

Karaś H. „Spółgłoski protetyczne”. Gwary Polskie. Przewodnik Multimedialny.

Karłowicz J. „Słownik języka polskiego”. Warszawa. Państwowy Instytut Wydawniczy. 1902

Kempiński A. M. “Encyklopedia mitologii ludów indoeuropejskich”. Warszawa. Iskry. 2001

Kiparsky V. „Die gemeinslavischen Lehnwörter aus dem Germanischen”. Helsinki. Akademische Abhandlung Finnische Literaturgesellschaft. 1934

Kluge F. “Etymologisches Wörterbuch der deutschen Sprache. Aufl age”. Berlin. Walter de Gruyter. 1995

Knuttson K. “Über die sogenannte zweite Palatalisierung in den slavischen Sprachen”. Lund. G. W. E. Gleerup. 1926

Kraus S. “Hashemot aszkenaz usefarad”. Tarbiz. 1932

Kuraszkiewicz W. „Ksiądz”. w: „Słownik starożytności słowiańskich”. Wrocław. PWN 1964

Kuźmicki M. „O zdmuchnięciu nagłosowego s-, a nawet sch-, czyli jak odczytać dwa zapisy z Dagome iudex”. Kwartalnik Językoznawczy. Instytut Filologii Polskiej. UAM 2010

Labuda G. „Fragmenty dziejów Słowiańszczyzny Zachodniej”. Poznań. Wydawnictwo Poznańskiego Towarzystwa Naukowego. 2002

Leszczyński K. „Kiedy książka przyszła do Polski i co z tego teraz wynika?” Biblioteka Publiczna w Zielonkach. 2013

Lexer M. „Mitt elhochdeutsches Handwörterbuch”. Stuttgart. Verlag S. Hirzel. 1979

Lexer M. “Mitt elhochdeutsches Taschenwörterbuch”. Leipzig. Verlag S. Hirzel. 1930

Linde S. B. „Słownik języka polskiego”. Warszawa. Drukarnia Zakładu Ossolińskich. 1994

Lubotsky A. „The original paradigm of the Tocharian word for `king’”. Berlin. Tocharisch Akten der Fachtagung der Indogermanischen Gesellschaft. 1990 w: Tocharian and Indo-European Studies Supplementary Series 4. Reykjavik. B. Schlerath. 1994

Łoś J. „Ksiądz i jego krewniacy”. Język Polski VI. Kraków. Towarzystwo Miłośników Języka Polskiego. 1921

Mayer A. „Die deutschen Lehnwörter im Tschechischen”. Reichenberg. Gebrüder Shepel. 1927

Menges K. H. „The oriental elements in the vocabulary of the oldest Russian epic. The Tale of Igor”. Word 7. 1951

Meid W. „Die Königsbezeichnung in den germanischen Sprachen”. Die Sprache 12. Wien. Institut für Sprachwissenschaft der Universität Wien. 1966

Miklosich F. “Die Fremdwörter im Slavischen”. Wien. Denkschrift en der kaiserlichen Akademie der Wissenschaft en in Wien. 1867

Miklosich F. “Etymologisches Wörterbuch der slavischen Sprachen”. Wien. Denkschrift en der kaiserlichen Akademie der Wissenschaft en in Wien. 1886

Miłosz P. „Od gniazda, domu książęcego czy jeziora?” Gazeta Wielkopolska. 2008

Moraczewski J. „Dzieje Rzeczypospolitej polskiej” tomy 1-9. 1843-1855

Mrózek R. „Nazwy miejscowe dawnego Śląska Cieszyńskiego”. Katowice. Uniwersytet Śląski. 1984

Nagy G. „Greek Mythology and Poetics”. Cornell University Press. 1992

Nalepa J. „Jaćwięgowie. Nazwa i lokalizacja”. Białystok. Białostockie Towarzystwo Naukowe. 1964

Nitsch K. Wybór pism polonistycznych. Pisma pomorzoznawcze. Wrocław – Kraków. 1964

Oszubski T. „Najstarszy grób szamanki”. Dziennik Toruński. 2016

Ostrowska E. „Staropolskie zmiany w wyrazach ksiądz, księga”. Język Polski. Towarzystwo Miłośników Języka Polskiego. 1969

Potocki W. „Ogród nie plewiony i inne utwory z lat 1677–1695”. Dzieła, t. 2. Warszawa. 1987

Roszko J. „Kolebka Siemowita”. Warszawa. 1980

Rozwadowski J. „Studia nad nazwami wód słowiańskich” Kraków. Polska Akademia Umiejętności. 1948

Sławski F. „Słownik etymologiczny języka polskiego”. Kraków. Towarzystwo Miłośników Języka Polskiego. 1953

Stender-Petersen A. „Slavisch-germanische Lehnwortkunde”. Göteborg. Elanders Boktryckeri Aktiebolag. 1927

Stieber Z. „Zarys gramatyki porównawczej języków słowiańskich”. Warszawa. PWN 1989

Taszycki W. “Polskie ksiądz, księga”. Rozprawy i studia polonistyczne. Historia języka polskiego. Wrocław – Kraków – Warszawa. 1965

Tomezzoli G. T. “The Philistine Inscription 4.5 from Ashkelon (Israel)”. Advances in Anthropology. 2016

Uhlenbeck C. „Die germanischen Wörter im Altslavischen”. Archiv für slavische Philologie 15. Berlin. Weidmann. 1893

Urbańczyk S. „Czy nazwa knieja pochodzi od kniędza ‘księcia’?” Język Polski. Kraków. Towarzystwo Miłośników Języka Polskiego. 1994

Warchoł S. „Ślady pobytu drużyn gockich na obrzeżu i w centrum prakolebki Słowian w świetle języka (między I/II a IV/V w. ne.). Cień Światowita czyli pięć głosów w sprawie etnogenezy Słowian”. Lublin. Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej. 2002

 

 

 

 

 

 

Be Sociable, Share!
Be Sociable, Share!

Reklama na stronie slawomirambroziak.pl:

biuro@wydawnictwopiktogram.pl
Katarzyna Ambroziak - 601 312 342