Co na łysienie androgenowe?

Wydrukuj ten artykuł

Autor: Sławomir Ambroziak

Słowa kluczowe: łysienie androgenowe, receptory androgenowe (AR), testosteron, 5 alfa reduktaza, DHT, IGF-1, RU-58841, N-butylbenzenesulfonamid, kwas atrarowy, oligomeryczne proantocyjanidyny (OPC), izoflawony sojowe, kapsaicyna.

Podobno łysina dodaje mężczyźnie uroku. Nie wiadomo jednak, czy jest to opinia ogółu kobiet, czy tylko tych o specyficznych upodobaniach. Panowie wolą więc raczej obnosić się z bujną czupryną, niż świecić gołą łysiną. Tu jednak pojawia się problemem łysienia, z którym boryka się niemal każdy mężczyzna, gdyż proces wypadania włosów zaczyna się nieraz już bardzo wcześnie – nawet jeszcze przed ukończeniem 20. roku życia. Ten problem panowie traktują z reguły bardzo poważnie, o czym świadczą ożywione dyskusje na rozmaitych forach internetowych. Od podobnych kłopotów nie są wolne również kobiety, a dla pań dotkniętych taką przypadłością – to istny dramat życiowy.

Zazwyczaj podejmujemy energiczną walkę z wypadaniem włosów; najczęściej z wykorzystaniem rozmaitych środków pielęgnacyjnych i kosmetycznych. Wszyscy czekamy na przełom w leczeniu łysienia, jaki ma nastąpić m.in. na skutek wprowadzenia na rynek farmaceutyczny tajemniczej molekuły zaszyfrowanej pod symbolem RU-58841. Ponieważ jednak, jak na razie, wciąż wyglądamy oczekiwanego przełomu, dlatego łysiejący panowie sięgają po rozmaite suplementy diety, potencjalnie wspomagające walkę z łysieniem. Zestawy polecanych suplementów tworzą długie wykazy pozycji, w związku z czym przeciętnemu Kowalskiemu trudno rozstrzygnąć, które z nich będą zdecydowanie pomocne, a które ani nie pomogą, ani nie zaszkodzą. Zanim jednak przejdziemy do przedstawienia listy najwartościowszych suplementów przeciwłysieniowych, musimy wyjaśnić, co leży u podstaw mechanizmu utraty włosów na głowie. Gdy bowiem poznamy te mechanizmy, zrozumiemy, w jaki sposób magiczna cząsteczka RU-58841 wspomaga odrastanie włosów na naszej głowie, a wtedy jednocześnie zobaczymy, że podobnie działające molekuły znajdziemy również pośród suplementów dostępnych na rynku już dziś.

Migawki z placu boju

Za większość przypadków łysienia odpowiadają męskie hormony płciowe – androgeny. Objawy łysienia androgenowego są bardzo charakterystyczne. Utrata owłosienia rozpoczyna się od części nadskroniowej głowy (tzw. „zakola”) a następnie obejmuje cześć nadczołową, posuwając się systematycznie wyżej – ku części ciemieniowej i potylicznej; ostatecznym efektem tego procesu pozostaje tzw. „koszyczek”.

Zgodnie z aktualnym stanem wiedzy, mechanizm łysienia typu męskiego jest następujący…

Włosy pokrywające wymienione obszary skóry głowy są u osób podatnych (predysponowanych genetycznie) nadwrażliwe na męskie hormony płciowe – androgeny. (Dlatego przypadłość ta może dotknąć również kobietę, jeżeli w jej organizmie dojdzie do wzrostu poziomu androgenów.) Komórki nadwrażliwych mieszków włosowych zawierają znaczne ilości receptorów androgenowych (AR) – białek wewnątrzkomórkowych, wiążących męskie hormony płciowe, warunkujących zaistnienie ich aktywności biologicznej. Mało tego: zawierają jednocześnie nadmierną liczbę molekuł pewnego szczególnego enzymu – 5 alfa reduktazy. Enzym ten jest szczególny z tego powodu, że przekształca testosteron – podstawowy, ale relatywnie słaby androgen – w znacznie silniejszy dihydrotestosteron (DHT). Ten drugi hormon dziesięciokrotnie silniej wiąże receptory androgenowe i wykazuje dziesięciokrotnie wyższą aktywność biologiczną od swego prekursora. Widzimy, że – we wrażliwych mieszkach włosowych – odpowiedź na androgeny jest wielokrotnie wzmocniona. Raz – z uwagi na znaczną liczbę receptorów androgenowych, dwa – wysoką aktywność 5 alfa reduktazy. Postuluje się również, że wariant receptora androgenowego, powstający w nadwrażliwych mieszkach włosowych, charakteryzuje się ponad normalną wrażliwością na androgeny.

Kiedy DHT wiąże się z receptorem androgenowym, przekształca go w tzw. czynnik transkrypcyjny, oddziałujący na geny komórki i pobudzający je do produkcji rozmaitych białek. W komórkach większości tkanek daje to efekt wzrostowy. Na przykład w tkance mięśniowej pobudzenie genów komórek prowadzi do wzmożenia produkcji białek, a co za tym idzie – rozwoju masy mięśniowej. Podobnie wygląda sytuacja w komórkach prostaty, co stanowi podstawową przyczynę przerostu gruczołu krokowego. Z nie do końca zrozumiałych przyczyn, w nadwrażliwych mieszkach włosowych sytuacja kształtuje się przeciwstawnie… pod wpływem aktywności DHT dochodzi do miniaturyzacji mieszka, który produkuje teraz włosy tak rachityczne, że wręcz niewidoczne. Możliwe, że działanie czynnika transkrypcyjnego (powstającego w efekcie wiązania AR z DHT) na geny prowadzi w tym przypadku do wytwarzania tzw. białek proapotycznych, uśmiercających większość komórek, lub struktur autofagosomalnych, trawiących większość składników cytoplazmy komórkowej.

Jednak kluczowe znaczenie może mieć tutaj jeszcze inny mechanizm… Biopsje skóry głowy osób dotkniętych łysieniem androgenowym ujawniły, że dochodzi u nich do znacznego powiększenia masy gruczołów łojowych. Co więcej – obszary skóry głowy, podatne na łysienie androgenowe, zawierają średnio 8 razy więcej gruczołów łojowych, aniżeli pozostałe. Wpływ androgenów na gruczoły łojowe został już dawno poznany. Tutaj, tak jak w większości tkanek, wiązanie AR z testosteronem lub innym, męskim hormonem płciowym (szczególnie z DHT) stymuluje geny do produkcji rozmaitych białek strukturalnych, sygnałowych czy enzymatycznych, co prowadzi do wzrostu masy gruczołu oraz wzmożenia wytwarzania łoju. Dobrze wiemy, że zarówno wysoki poziom androgenów, jak też wzmożona aktywność 5 alfa reduktazy, sprzyjają łojotokowi i rozwojowi łojotokowego zaplenia skóry. Łojotok skóry głowy towarzyszy też z reguły łysieniu androgenowemu, czego przyczynę wyjaśniają wspomniane wyżej wyniki biopsji. Musimy jednak pamiętać, że gruczoły łojowe są elementami anatomicznymi mieszków włosowych. To każe podejrzewać, że androgeny (szczególnie DHT) stymulują rozwój gruczołów kosztem mieszków: powiększając pierwsze – miniaturyzują drugie.

A znając przyczyny wypadania włosów, łatwo już sprawdzić, jak oddziałują na nie składniki suplementów, a tym samym ocenić, które suplementy mają szansę powstrzymać łysinie lub nawet pomóc w odzyskaniu grzywki.

Blokowanie AR, nadzieje wiązane z RU

Wyżej widzieliśmy, że największą winę za wypadanie włosów ponoszą receptory androgenowe (AR), których u osób podatnych na łysienie jest zbyt wiele, a przy tym są one nazbyt wrażliwe na DHT. To właśnie dlatego tak wielkie nadzieje wiązane są z eksperymentalnym lekiem RU-58841… chodzi bowiem o to, że molekuła ta blokuje receptory AR. Czy naprawdę musimy czekać, aż RU-58841 lub podobnie działające leki pojawią się na aptecznych półkach ze wskazaniem do leczenia łysienia androgenowego? Może już sama Matka Natura oferuje nam molekuły wykazujące podobną aktywność biologiczną…?

Otóż oferuje… Naukowcy zidentyfikowali przynajmniej dwa naturalne składniki roślinne, działające dokładnie w ten sam sposób, co RU-58841 lub podobne do niego leki, takie jak np. flutamid. Chodzi tutaj o N-butylbenzenesulfonamid oraz kwas atrarowy. Zdolność blokowania AR przez te dwa związki odkryto przy okazji badania ziółek wspomagających czynność prostaty. Sukcesy medycyny ludowej oraz fitoterapii wskazywały np. na korę śliwy afrykańskiej jako na skuteczny środek łagodzący objawy łagodnego przerostu gruczołu krokowego. Ponieważ medycynie od dawna znany był fakt, że za przerost gruczołu krokowego, tak samo jak za wypadanie włosów, odpowiada DHT, dlatego naukowcy postanowili zbadać, w jaki sposób ekstrakty śliwy afrykańskiej oddziałują na receptory tego hormonu. W efekcie tych badań zaobserwowano, że w obecności ekstraktu 60% DHT zostaje wyparte z wiązań z receptorem AR. Początkowo podejrzewano, że za efekt ten odpowiada znajdowany w dużej obfitości, w ekstraktach z kory śliwy afrykańskiej, beta sitosterol – roślinny związek steroidowy, podobny strukturalnie do DHT, a więc zdolny do konkurencji z tym hormonem o jego receptory. Szybko jednak okazało się, że to błędny trop, albowiem beta sitosterol nie wypierał DHT z jego połączeń receptorowych. Następnie ustalono, że „winne” są tutaj właśnie inne składniki aktywne ekstraktów – N-butylbenzenesulfonamid oraz kwas atrarowy. Wyjaśniono, że związki te wiążą AR konkurencyjnie do DHT, ale w przeciwieństwie do tego hormonu nie stymulują, tylko blokują translokację receptora do jądra komórkowego, hamując w ten sposób przekaz informacji hormonalnej. Ponieważ dokładnie w ten sam sposób działa eksperymentalna molekuła RU-58841 oraz niektóre leki stosowane w terapii chorób prostaty, takie jak np. bikalutamid i flutamid, dlatego skonfrontowano aktywność  N-butylbenzenesulfonamidu i kwasu atrarowego z dwoma ostatnimi lekami. A tutaj badania pokazały, że wprawdzie naturalne związki śliwy afrykańskiej działają słabiej od bikalutamidu, ale za to silniej od flutamidu (Mathé, 1995; Handratta, 2005; Schleich, 2006; Papaioannou, 2010; Roell, 2011; Kadu, 2012).

Oskarżona – reduktaza

Dobrze… wiemy już, że możemy zapobiegać wypadaniu włosów, stosując naturalne blokery receptora androgenowego, m.in. pochodzące z ekstraktów kory śliwy afrykańskiej. Z antagonistami AR jest jednak ten problem, że podnoszą poziom testosteronu. Chodzi o to, że produkcja testosteronu regulowana jest przez tzw. mechanizm ujemnego sprzężenia zwrotnego, na osi podwzgórze-przysadka-jądra. W podwzgórzu rozmieszczone są po prostu receptory androgenowe, a gdy we krwi krąży zbyt duża ilość testosteronu, hormon ten (sam lub poprzez swoje metabolity) aktywuje te receptory, co wytłumia sygnał stymulujący produkcję testosteronu. Gdy jednak zablokujemy receptory AR, sygnał jest wiąż wysyłany, nawet gdy ilość krążącego we krwi testosteronu jest całkowicie wystarczająca – i poziom hormonu wzrasta. Sam testosteron jest prawdopodobnie niegroźny dla włosów, tak  samo zresztą, jak dla prostaty, którą nawet ochrania i wspomaga. W obu przypadkach problemem jest DHT, powstający z testosteronu pod wpływem aktywności 5 alfa reduktazy.

Ostatecznie widzimy więc, że batalia o burzę włosów na głowie powinna obejmować również walkę z 5 alfa reduktazą. Jeżeli uda się nam bowiem ograniczyć aktywność tego enzymu, ograniczymy przemianę łagodnego dla głowy testosteronu do bardzo agresywnego DHT, a tym samym zyskamy większe szanse na utrzymanie bujnej czupryny. W ten sposób możemy przejść do sedna zagadnienia – wskazania naturalnych składników roślinnych, w odniesieniu do których dowiedziono aktywności hamującej (inhibicyjnej) względem 5 alfa reduktazy…

Okazuje się na przykład, że zdolnością inhibicji 5 alfa reduktazy odznaczają się niektóre nienasycone kwasy tłuszczowe, charakterystyczne dla tłuszczów roślinnych: alfa linolenowy, gamma linolenowy, linolowy i oleinowy (Liang, 1992). Jak natomiast wynika z prac innych autorów (Raynaud, 2002; Abe, 2009; Shimizu, 2009; Pais, 2010), bardzo silnym inhibitorem 5 alfa reduktazy okazuje się nasycony kwas laurynowy, znajdowany w największych ilościach w oleju kokosowym oraz innych tłuszczach palmowych, np. w ekstraktach z palmy sabalowej, wykorzystywanych w leczeniu łagodnego przerostu gruczołu krokowego.

Dysponujemy również pokaźną liczbą dowodów na to, że relatywnie silnymi inhibitorami 5 alfa reduktazy są niektóre polifenole – wtórne substancje roślinne, generalnie bardzo pożyteczne dla zdrowia. Na pierwsze miejsce wysuwają się tutaj izoflawony – charakterystyczne składniki ziarna sojowego. Hamującą aktywność izoflawonów względem enzymu 5 alfa reduktazy obserwował m.in. Evans w badaniu z 1995 roku. Udało mu się ustalić, że izoflawony są bardzo silnymi inhibitorami tego enzymu, obniżającymi jego aktywność o 80%. Przy czym okazało się, że izoflawony hamują aktywność dwóch typów 5 alfa reduktazy w komórkach ludzkiej skóry, obniżając aktywność pierwszego typu o 30 a drugiego o 75%. Tak więc pierwsza dobra informacja to ta, że izoflawony hamują aktywność 5 alfa reduktazy w komórkach ludzkiej skóry, czyli mają szansę pozytywnego oddziaływania na owłosioną skórę głowy. Natomiast zgodnie z drugą, izoflawony, w przeciwieństwie do wielu innych inhibitorów 5 alfa reduktazy, hamują dwa typy 5 alfa reduktazy, co stwarza możliwość skuteczniejszego ograniczania produkcji DHT w tych obszarach skóry głowy, na których zaznaczają się objawy łysienia androgenowego.

Relatywnie silnym inhibitorem 5 alfa reduktazy jest również związek z grupy steroidów roślinnych (fitosteroli) – wspomniany już wyżej beta sitosterol, o czym donosił Cabeza w 2003 roku. Jest to o tyle ciekawa obserwacja, że związek ten znajdziemy w znaczącej obfitości, obok innych cennych dla włosów składników, w omawianych wcześniej ekstraktach z kory śliwy afrykańskiej.

Okazuje się, że jeszcze jeden podstawowy składniki kory śliwy afrykańskiej przyczynia się znamiennie do obniżenia produkcji DHT – znany głównie sportowcom z uwagi na zdolność do wspomagania rozwoju atletycznej formy – kwas ursolowy. Kiedy bowiem podano w jednym z badań szczurom albo sam testosteron, albo testosteron w połączeniu z kwasem ursolowym lub finasterydem – farmaceutycznym inhibitorem 5 alfa reduktazy, stosowanym w leczeniu łagodnego przerostu stercza – w grupie finasterydu, w porównaniu z grupą testosteronu, poziom DHT obniżył się o ok. 45, podczas gdy w grupie kwasu ursolowego – o ok. 55%. I wprawdzie chodziło w tym przypadku o stężenie DHT w prostacie, to jednak autorzy badania zaznaczali, że te same zjawiska zachodzą w mieszkach włosowych, co daje nam podstawę do przypuszczenia, iż i tutaj może dochodzić w podobnej skali do spadku wartości szkodliwego dla włosów hormonu (Shin, 2012).

Inne mechanizmy, inne receptory

Jak donosił White w 2011 roku: znaczny udział w regulację cyklu wzrostowego mieszków włosowych wnosi tzw. receptor waniloidowy – TRPV1, który ogólnie odpowiada za generację bodźców czuciowych i bólowych w reakcji na stres termiczny. Receptor ten aktywują również składniki ostrych przypraw (dlatego robi się nam po nich gorąco), a w szczególności główny składnik ostrych odmian papryki – kapsaicyna. Jak uważali naukowcy, aktywacja receptora TRPV1 może wpływać pozytywnie na stan owłosienia na drodze pobudzania produkcji insulinopodobnego czynnika wzrostu typu 1 (IGF1) – hormonu odgrywającego ważną rolę w procesie wzrastania włosów (Harada, 2007). Dlatego już w 1994 roku Paus silnie pobudził wzrost włosów u myszy, wstrzykując im podskórnie kapsaicynę. Przeprowadzono tu więcej doświadczeń na zwierzętach, ale ciekawie wyszły też badania z udziałem ludzi…

Spośród 31 ochotników, którym podawano przez 5 miesięcy 6 mg kapsaicyny i 75 mg izoflawonów dziennie, u 20 (64.5%) doszło do promocji odrastania włosów na głowie (Harada, 2007).

Autorzy tego badania, nim przystąpili do próby z udziałem ludzi, przetestowali wstępnie kapsaicynę i izoflawony na zwierzętach. Na drugi doświadczalny składnik wybrali izoflawony, gdyż te, jak donosili naukowcy, również stymulują produkcję IGF-1. W efekcie tych testów badacze zaobserwowali, że podskórne podanie myszom kapsaicyny zwiększa w ich skórze stężenie IGF-1, ale że łączne podawanie kapsaicyny i izoflawonów prowadzi do jeszcze większego zrostu poziomu tego hormonu. Również produkcja IGF-1 konkretnie w mieszkach włosowych zwierząt otrzymujących łącznie kapsaicynę i izoflawony była większa, aniżeli w mieszkach gryzoni traktowanych samą kapsaicyną, co doprowadziło w konsekwencji do efektywniejszego wzrastania włosów w pierwszym przypadku, w porównaniu z drugim. A kiedy naukowcy przeszli, po uzyskaniu tych obiecujących rezultatów w eksperymentach na myszach, do badań  z udziałem ludzi, wtedy okazało się, że poziom IGF-1 we krwi ochotników otrzymujących kapsaicynę z izoflawonami uległ znacznemu podwyższeniu, którego to efektu nie odnotowano u ochotników przyjmujących w tym samym czasie placebo. (O efektach w postaci odrastania włosów na głowie u ludzi napisałem już wyżej.)

Widzimy więc, że, w odniesieniu do kapsaicyny, wyniki z badań na zwierzętach przełożyły się idealnie na efekty uzyskane u ludzi. W wynikach powyższego badania znalazły też potwierdzenie teoretyczne przewidywania odnośnie izoflawonów, spekulowane na podstawie ich aktywności inhibicyjnej względem 5 alfa reduktazy i zdolności do stymulacji produkcji IGF-1. Mówiąc krótko: kapsaicyna w połączeniu z izoflawonami pobudza odrastanie włosów na głowie.

W komentarzu do powyższego badania warto pokusić się tylko o jedną uwagę… Izoflawony zaliczamy do grupy fitoestrogenów, czyli związków roślinnych o niewielkiej aktywności estrogenowej. A ponieważ estrogeny to żeńskie hormony płciowe, dlatego nadmiar izoflawonów w diecie może symulować objawy nadmiaru estrogenów. Przy zbyt wysokim poborze izoflawonów z suplementów, mężczyźni skarżą się najczęściej na dyskomfort, jaki sprawia im nadmierna drażliwość sutków. Natomiast z zebranych informacji od moich respondentów, użytkowników izoflawonów, wiem, że żadne objawy przypisywane estrogenom nie pojawiają się przy dawce 30 mg izoflawonów dziennie. Dlatego możemy np. zmodyfikować proporcje wykorzystanych w powyższym badaniu składników, zwiększając dawkę kapsaicyny a zmniejszając izoflawonów.

Prawie jak minoxidil

Potencjalny wpływy izoflawonów na porost włosów obserwowano już wcześniej. Już dość dawno dowiedziono w badaniach na hodowanych poza organizmem kulturach komórkowych, że izoflawony, w porównaniu z podłożem hodowlanym, przyspieszają o 40% wzrost komórek nabłonkowych macierzy włosa, odpowiedzialnych za wzrost jego łodygi (Takahashi, 1998, 1999). Jednakże jeszcze w tym samym badaniu okazało się, że znacznie silniej, bo aż o 220%, wzrost komórek nabłonkowych stymulują oligomeryczne proantocyjanidyny (OPC) – naturalne związki bioaktywne, znajdowane w największych ilościach w winogronach, szczególnie w pestkach tych owoców, a obecne również we wspominanych wyżej ekstraktach z kory śliwy afrykańskiej.

Po sukcesach odniesionych na hodowlach komórkowych, ten sam zespół naukowców przystąpił do badań z wykorzystaniem żywych gryzoni. Łysym myszom, pozbawionym owłosienia poprzez specjalne zabiegi, albo aplikowano miejscowo  na skórę nieaktywne podłoże, albo roztwory różnych proantocyjanidyn, albo roztwór minoxidilu – popularnego środka leczniczego, stosowanego na skórę głowy w celu pobudzenia odrastania włosów. Po 19. dniach podobnego postępowania okazało się, że kiedy w grupie podłoża nowe włosy pokryły ok 40% powierzchni nagiej skóry, to w grupach proantocyjanidyn i mminoxidilu ok. 80%, czyli że OPC i lek wykazują podobną aktywność w pobudzaniu odrastania włosów.

Badaczom prowadzącym powyższe eksperymenty nie udało się ustalić mechanizmu, poprzez który OPC oddziałują na proces wzrostu komórek nabłonkowych macierzy włosów, a co za tym idzie – wzrostu łodygi włosa. Tak samo zresztą do tej pory, pomimo prawie 30 lat doświadczenia klinicznego, nie udało się wyjaśnić mechanizmów działania minoxidilu. My możemy jednak pokusić się o  wysunięcie pewnych sugestii odnośnie mechanizmów aktywności OPC, przywołując wyniki jeszcze innego badania…

W 2007 r. Miller postanowił wyjaśnić wpływ OPC na produkcję znanego nam już IGF-1, wykorzystując w swoim modelu badawczym komórki tkanki łącznej budujące stawy – chondrocyty. Kiedy badacz dodał do hodowli komórkowej białko hamujące IGF-1, uwalnianie hormonu spadło o ok. 45%, w relacji do hodowli komórek kontrolnych, nieeksponowanych na aktywność żadnej substancji. Kiedy jednak dodał jednocześnie białko hamujące i oligomeryczne proantocyjanidyny ekstrahowane z amazońskiej rośliny leczniczej – Sangre de grado – uwalnianie IGF-1 nie tyle nawet, że nie uległo obniżeniu, to jeszcze wzrosło – i to o równe 100%. Autor przebadał również wpływ OPC na sprawność produkcji IGF-1 w komórkach, mierzoną poziomem kwasu rybonukleinowego (RNA), pośredniczącego w syntezie białka tego hormonu. Po potraktowaniu hodowli białkiem hamującym – poziom produkcji IGF-1 uległ obniżeniu o 40%, w porównaniu z komórkami hodowli kontrolnej. Po dodaniu białka hamującego w połączeniu z OPC – wzrósł o 25%. Natomiast dodatek do hodowli samych OPC poskutkował wzrostem produkcji IGF-1 w komórkach o 45%.

W tej sytuacji mamy więc prawo podejrzewać, że OPC, tak samo jak w komórkach chrząstki, stymulują produkcję IGF-1 w komórkach skóry, czyli działają na porost włosów dokładnie poprzez mechanizm charakterystyczny dla kapsaicyny i izoflawonów.

Wracając do śliwy…

Odkrycie właściwości blokowania receptorów androgenowych przez składniki aktywne śliwy afrykańskiej nie umknęło uwadze kolejnych badaczy, którzy postanowili sprawdzić, czy okrycie to znajdzie przełożenia na praktykę walki z łysieniem androgenowym. W celu tego sprawdzenia naukowcy albo podawali 40. dotkniętym łysieniem androgenowym kobietom ekstrakt ze śliwy afrykańskiej, albo placebo, kontrolując po 16. tygodniach suplementacji ilość włosów w fazie wzrostu (anagenu) i spoczynku (telogenu) oraz ich oporność na wyrywanie. A na zakończenie eksperymentu okazało się, że w fazie wzrostowej pozostawało o 6.1% więcej a w fazie spoczynku o 6.2% mniej włosów kobiet z grupy śliwy, natomiast u kobiet z grupy placebo wyniki w tych parametrach wypadły nieistotnie statystycznie. Podobnie odporność włosów na wyrwanie wzrosła u kobiet z grupy śliwy o 0.5 punktu w skali 4-punktowej, gdzie w grupie placebo wynik ponownie okazał się nieistotny statystycznie (Borras, 2016).

Dla porządku należy powiedzieć, że w badaniu tym połączono ekstrakt ze śliwy afrykańskiej z inhibitorem 5 alfa reduktazy. Jak bowiem pamiętamy, antagoniści receptora androgenowego podnoszą poziom testosteronu, którego konwersja do DHT może limitować efekty terapeutyczne. I chociaż śliwa afrykańska, jak wiemy, zawiera już sama w sobie inhibitory 5 alfa reduktazy, ostrożności nigdy za wiele…

Wprawdzie w przypadku powyższego badania jako inhibitora 5 alfa reduktazy użyto wyciągu tłuszczowego z palmy sabalowej, to jednak musimy zauważyć, że najaktywniejszy składnik tego surowca zielarskiego – kwas laurynowy – znajdujemy jednocześnie w znacznej obfitości w tak relatywnie powszechnych artykułach spożywczych, jak olej kokosowy i palmowy. Ten ostatni jest bazą wszelkiego rodzaju smarowideł, takich jak np. kremy orzechowe czy czekoladowe, a także jako surowy olej czerwony bywa chętnie spożywany w celach zdrowotnych, głównie z uwagi na znaczną zawartość cennych dla organizmu tokotrienoli. Jeżeli przemyślmy więc zasadność suplementacji ekstraktu z kory śliwy afrykańskiej, możemy oczywiście dołożyć do niego ekstrakt z palmy sabalowej, chociaż korzystniejszą alternatywę wydają się oferować tutaj izoflawony sojowe, które nie tylko hamują produkcję DHT, ale jednocześnie stymulują produkcję IGF-1, i których efektywność w promocji odrastania włosów na głowie została potwierdzona badaniami.

Jeżeli mówimy więc o suplementach, które miałyby ułatwić nam walkę z łysieniem, to badania naukowe wydają się dowodzić, że największe nadzieje mamy prawo wiązać z ekstraktami z kory śliwy afrykańskiej, oligomerycznymi proantocyjanidynami (OPC), izoflawonami sojowymi i kapsaicyną.

Be Sociable, Share!
Be Sociable, Share!

Reklama na stronie slawomirambroziak.pl:

biuro@wydawnictwopiktogram.pl
Katarzyna Ambroziak - 601 312 342