Ashwagandha: sylwetka i tężyzna

Wydrukuj ten artykuł

Słowa kluczowe: ashwagandha, Withania somnifera, żeń-szeń indyjski, witanolidy, ginsenozydy, hormony płciowe, testosteron, DHEA, kortyzol, TNF alfa, IGF-1, miostatyna, tkanka tłuszczowa, masa mięśniowa, siła, wydolność tlenowa, sarkopenia, osteoporoza, prostata.

Z wiekiem wygasają nasze czynności seksualne i organizm wytwarza mniej hormonów płciowych. Niedobór hormonów płciowych odbija się niekorzystnie nie tylko na naszym życiu intymnym, ale i na sprawności całego organizmu. Oprócz bowiem sterowania funkcjami seksualnymi, hormony płciowe zawiadują również regeneracją mięśni i kości, co nazywamy ich aktywnością anaboliczną, a do tego wykazują zazwyczaj jeszcze aktywność termogeniczną i lipolityczną, czyli zwiększają produkcję ciepła i rozpad cząsteczek tłuszczu. Kiedy więc spada poziom hormonów płciowych – tracimy masę i siłę mięśni, a kości tracą swą gęstość, co nazywamy odpowiednio – sarkopenią i osteoporozą, a jednocześnie gromadzimy zazwyczaj więcej tkanki tłuszczowej i tuczy nas nawet niewielki nadmiar kalorii z pożywienia.
Najprostszą metodą walki z tymi przypadłościami jest oczywiście podawanie osobom starszym hormonów płciowych lub ich syntetycznych pochodnych. Niemniej, podobna terapia niesie też pewne zagrożenia: podawane z zewnątrz hormony płciowe i ich analogi podejrzewane są o sprzyjanie schorzeniom prostaty u mężczyzn i nowotworom piersi u kobiet. Dlatego naukowcy ciągle poszukują alternatywy – środków, które leczyłyby skutecznie otyłość, sarkopenię i osteoporozę, a jednocześnie pozostawały całkowicie bezpieczne dla prostaty i piersi. Niektórzy badacze skupiają się tutaj na rozmaitych ziółkach, zawierających związki aktywne, podobne strukturalnie do naszych hormonów płciowych, takich jak np. żeń-szeń czy ashwagandha. Z efektów tych prac śmiało korzystać mogą oczywiście nie tylko seniorzy, ale również wszyscy aktywni fizycznie czy sportowcy, dążący do redukcji tłuszczu i poprawy stanu umięśnienia, czyli kształtujący zdolności wysiłkowe lub swoje sylwetki.
W podobnym kontekście zamieściłem niedawno na tej stronie artykuł o żeń-szeniu, pod tytułem: „Żeń-szeń: odporność, potencja, forma”. Ponieważ w medycynie indyjskiej, ashwagandha zajmuje identyczne miejsce, jak żeń-szeń w medycynie chińskiej, z racji czego bywa nawet nazywana „żeń-szeniem indyjskim”, dlatego dzisiaj spróbuję przyjrzeć się bliżej jej właściwościom, szczególnie atrakcyjnym dla seniorów i osób aktywnych fizycznie.

Withania i hormony

Systematyczna nazwa ashwagandhy brzmi: Withania somnifera. Z racji tego – izolowane z niej składniki aktywne nazwano: witanolidami. Podobnie, jak w przypadku ginsenozygów żeń-szenia, witanolidy ashwagandhy są strukturalnie, łudząco podobne do naszych hormonów płciowych (steroidów), z czego może wynikać (tak samo zresztą – jak w przypadku żeń-szenia) większość pozytywnych oddziaływań tego ziółka na ludzki organizm. Związki roślinne, podobne do naszych hormonów, mogą wchodzić w rozmaite relacje z nimi, co opisuję szeroko w innym artykule z tej strony: „Sterydy anaboliczne, roślinne” i co prowadzi np. do wzrostu poziomu jednych, a spadku stężenia innych. Pamiętamy zapewne z artykułu o żeń-szeniu, że ginsenozydy podwyższają poziom testosteronu i dehydroepiandrosteronu (DHEA), a obniżają kortyzolu, co ma ogromne znaczenie dla męskiej sylwetki i sprawności seksualnej, bo dwa pierwsze hormony kształtują libido, ułatwiają erekcję, wpływają pozytywnie masę i siłę mięśni oraz ułatwiają spalanie tłuszczu, podczas gdy ten trzeci działa do nich całkowicie przeciwstawnie. Zobaczmy więc, jak ta sprawa wygląda w przypadku ashwagnadhy:

W pracy wykonanej przez Ahmada w 2010 roku, mężczyzn z różnymi problemami płodności podzielono na 3 grupy (w zależności od rodzaju problemu) i podawano im przez 6 miesięcy 5 g sproszkowanego korzenia ashwagandhy. Poziom testosteronu wzrósł niezwykle spektakularnie w każdej z leczonych grup mężczyzn, a wzrost ten wyniósł odpowiednio: 114, 121 i 140 procent.

Był to wynik znacznie lepszy, jak uzyskany rok wcześniej przez Mahdiego, gdzie poziom testosteronu wzrastał u mężczyzn z problemami płodności jedynie w przedziale pomiędzy 10 a 22 procent, tyle że autor tego badania – podając niby taką samą dawkę korzenia ashwagandhy – eksperyment swój prowadził jedynie przez 3 miesiące. Natomiast inną dokonaną tutaj, niezwykle cenną obserwacją był 48-procentowy spadek poziomu kortyzolu. To bowiem stosunek testosteronu do kortyzolu kształtuje w dużej mierze naszą sylwetkę i tężyznę fizyczną; im ten stosunek korzystniejszy – im więcej testosteronu, a mniej kortyzolu – tym szybsze spalanie tłuszczu, silniejsze i większe mięśnie, i lepsze efekty treningów.

Dobrym podsumowaniem problematyki wpływu withanii na testosteron będzie praca Belala z 2012 roku, wykonana na zwierzęcym modelu badawczym, której autor podawał szczurom przez 4 tygodnie sproszkowany korzeń ashwagandhy w ilości stanowiącej 6.25% objętości karmy, obserwując u zdrowych osobników, w porównaniu z grupą kontrolną, wzrost poziomu testosteronu o ok. 50 procent.

Kortyzol i podobne do niego hormony – kortykosterydy – powstają w nadnerczach. Kiedy nadnercza produkują zbyt dużo kortykosterydów, pojawia się choroba związana z nadmiarem tych hormonów w organizmie, nazywana zespołem Cushinga, objawiająca się m.in. otyłością, cukrzycą, osteoporozą i wypadaniem włosów. Istnieje jednak w medycynie opis jednego dobrze udokumentowanego przez Kalaniego w 2012. przypadku – leczenia podobnej przypadłości korzeniem ashwagandhy: po sześciu miesiącach terapii, poziom wszystkich kortykosterydów spadł w organizmie kobiety, w przedziale pomiędzy 31 a 69 procent, co wiązało się z poprawą obrazu klinicznego pacjentki, między innymi z zahamowaniem wypadania włosów.

W bardzo szerokim i dobrze zaprojektowanym badaniu kierowanym przez Auddy’ego, którego wyniki opublikowano w 2008 roku, 100 ochotnikom skarżącym się na chroniczny stres podawano przez 60 dni – albo 250, albo 500 mg standaryzowanego ekstraktu z withanii, kontrolując efekty terapii z wykorzystaniem grupy 30 osobników, otrzymujących w tym samym czasie preparat nieaktywny (placebo). Ponieważ w chronicznym stresie podnosi się zazwyczaj poziom kortyzolu, a spada DHEA, dlatego autorów interesowało między innymi – w jaki sposób ashwagandha wpłynie na wartości obu tych hormonów. Jak się okazało, po zakończeniu doświadczenia, w grupie 500 mg ashwagandhy, w odniesieniu do grupy placebo, poziom kortyzolu obniżył się o 35.2, zaś poziom DHEA wzrósł o 43.3 procent.

Bardzo dobre wyniki odnośnie ashwagandhy i kortyzolu uzyskał też w 2012 roku Chandrasekhar… Autor podzielił tutaj 64 ochotników na dwie grupy, gdzie jednej podawał przez 60 dni 300 mg standaryzowanego ekstraktu z withanii, zaś drugiej – w tym samym czasie – placebo, obserwując po zakończeniu eksperymentu w grupie ashwagandy, w porównaniu z grupą placebo, spadek poziomu kortyzolu o równe 20 procent.

Kończąc tematykę hamującego wpływu ashwagandhy na produkcję kortykosterydów, należy zwrócić uwagę, że bardzo dobre efekty uzyskiwano tu również kilkukrotnie w badaniach na zwierzętach: Bhattacharya – 2003, Khan – 2006, Kour – 2009.

Z innych relacji pomiędzy ashwagandhtą a hormonami, warto zauważyć tę, że witanolidy obniżają poziom produkcji TNF alfa oraz hamują jego szlak sygnałowy (m.in. Davis – 1999, Khedgikar – 2013, Ihsan-ul-Hag – 2013). Wygląda to o tyle ciekawie, że bardzo podobnie zachowuje się tutaj testosteron (m.in. Lambert – 2003, Papadopoulou – ?2008, Jin – 2009, Bobjer – 2013), co może stanowić jeden z mechanizmów jego aktywności anabolicznej. TNF alfa jest bowiem miokiną (hormonem tkankowym, produkowanym we włóknach mięśniowych) sprzyjającą zanikowi mięśni; jego poziom wzrasta w mięśniach wraz z wiekiem, co przyczynia się do rozwoju sarkopenii; jego poziom wzrasta również w efekcie ciężkich chorób przewlekłych, co prowadzi do wyniszczenia tkanki mięśniowej, nazywanego fachowo kacheksją. Ciężki, jednorazowy wysiłek fizyczny silnie podbija poziom TNF alfa, ale systematyczne treningi powodują stępienie odpowiedzi organizmu w postaci wzrostu poziomu tego hormonu, co jest jednym z mechanizmów adaptacyjnych, umożliwiających hipertrofię (przerost) mięśni szkieletowych w odpowiedzi na przeciążenia wysiłkowe. TNF alfa hamuje np. syntezę testosteronu i IGF-1 oraz generalnie wykazuje antagonizm względem IGF-1 – jednego z najsilniejszych hormonów anabolicznych, a jednocześnie pobudza produkcję miostatyny – jednego z najsilniejszych hormonów katabolicznych i antyanabolicznych naszego organizmu. TNF alfa sprzyja również degeneracji tkanki łącznej, z której zbudowane są nasze kości, ścięgna, więzadła i stawy, co może utrudniać ich regenerację oraz prowadzić do osteoporozy i wzrostu podatności aparatu ruchu na kontuzje.
I tak też witanolidy, podobnie jak testosteron, aktywują procesy anaboliczne w tkance kostnej, ułatwiają regenerację uszkodzonych kości i zapobiegają rozwojowi osteoporozy, co dobitnie wykazał Khedgikar wynikami swojej pracy, publikowanymi w 2013 roku.

Efekty

Przegląd badań mówiących o praktycznym wpływie ashwagandhy na tężyznę fizyczną rozpocznijmy może od starej pracy Gandhiego, wykonanej na zwierzętach a publikowanej w 1994 roku… Autor podawał tutaj myszom poddawanym ciężkim treningom pływackim – albo ekstrakt z korzenia żeń-szenia, albo z korzenia withanii. W stosunku do grupy kontrolnej, zarówno gryzonie z grupy żeń-szenia, jak też ashwagandhy, uzyskały wyraźny wzrost czasu wykonywania wysiłku do wyczerpania. Zarówno w jednej, jak też i drugiej grupie, doszło do wyraźnego przyrostu ogólnej wagi ciała w porównaniu z grupą kontrolną, tyle że efekt ten był lepszy w przypadku żeń-szenia. Pomimo tego, wzrost suchej masy wybranego do testu mięśnia dźwigacza odbytu kształtował się porównywalnie w grupie żeń-szenia i ashwagandhy. Wzrost suchej masy mięśniowej zaświadczał więc tutaj dobitnie o ewidentnie anabolicznych właściwościach ginsenozydów i witanolidów. Tu może warto tylko dodać, że poziomem wzrostu masy mięśnia dźwigacza odbytu gryzoni mierzona jest w farmakologii siła anabolicznej aktywności pochodnych testosteronu – popularnych steroidów anaboliczno-androgennych.

Sandhu postanowił sprawdzić w 2010 roku, w jaki sposób wpływa na parametry wysiłkowe młodych osób ashwagandha i arjuna (Terminalia arjuna) – zupełnie nieznane naszej kulturze medycznej ziółko. Podzielił więc 40 nieaktywnych fizycznie studentów płci obojga na 4 grupy, gdzie każdej podawał przez 8 tygodni 500 mg – albo ekstraktu z ashwagandhy, albo arjuny, albo z jednego i drugiego ziółka, albo placebo. W porównaniu z grupą placebo, ochotnicy z grupy ashwagandhy poprawili siłę swoich mięśni i wydolność tlenową – odpowiednio – o 7.6 i 6.6, z grupy arjuny – o 2.4 i 4.7, zaś z grupy ashwagandhy z arjuną – o 10.1 i 6.5 procent. Widać z tego wyraźnie, że ashwagadha wpływa spektakularnie – zarówno na rozwój siły, jak też wytrzymałości, podczas gdy wpływ arjuny na oba te parametry jest raczej niewielki; niemniej, to drugie ziółko wyraźnie wzmacnia pozytywne efekty działania withanii na przyrost siły mięśni.

Raut skompletował w 2012 roku zespół 18 młodych ochotników, w wieku pomiędzy 18 a 30 lat, którym podawał przez 30 dni zwiększające się progresywnie, co 10 dni, dawki ekstraktu z ashwagandhy: 750, 1000 i 1250 mg na dobę, mierząc w kilku testach siłę ich mięśni oraz określając skład ciała i porównując wyniki z okresu przed rozpoczęciem suplementacji, z wartościami uzyskanymi po zakończeniu eksperymentu. Jak się okazało: dzięki miesięcznej suplementacji ekstraktu z korzenia withanii – siła i masa mięśni ochotników wzrosły odpowiednio – o 6 i 1.8 kg, natomiast masa tłuszczu całkowitego uległa obniżeniu o 2.3 procent.
Ten ostatni efekt (redukcję tkanki tłuszczowej) wydaje się dobrze tłumaczyć badanie Parka z 2008 roku, wykonane na izolowanych komórkach tłuszczowych (adipocytach). Tu bowiem autor zaobserwował, że dodatek witanolidów do podłoża hodowli komórkowej hamuje gromadzenie tłuszczu oraz indukuje apoptozę (programowaną śmierć) i hamuje adipogenezę (dojrzewanie) komórek tłuszczowych.

Natomiast Mishra próbował sprawdzić w 2013 roku – czy withania poprawi funkcjonalność mięśni w przypadku sarkopenii. Podawał więc w tym celu 35 starszym ochotnikom, w przedziale wiekowym pomiędzy 55 a 74 lata, 1000 mg ekstraktu z ashwagandhy dziennie przez okres 3 miesięcy. Dzięki takiej suplementacji – seniorzy poprawili o 5 procent siłę swoich mięśni i o 1.7 sekundy czas w teście szybkościowym. Jednocześnie ubytek masy ich mięśni, mierzony poziomem kinazy kreatynowej, uległ obniżeniu o 15.5 procent. Kinaza kreatynowa jest bowiem enzymem katalizującym przebieg procesów energetycznych we włóknach mięśniowych; wzrost jej poziomu w krwiobiegu świadczy więc o rozpadzie włókien. Im wyższy poziom kinazy kreatynowej – tym większy ubytek mięśni, im niższy – tym większy przyrost masy mięśniowej.

Bezpieczeństwo

Jak widać z powyższych doniesień: witanolidy zachowują się podobnie do naszych hormonów płciowych, zapobiegając osteoporozie, sprzyjając rozwojowi masy i siły mięśni oraz ułatwiając redukcję tłuszczu. Teraz możemy więc spytać: a co z zagrożeniem dla prostaty i piersi…? Tu jednak możemy spać zupełnie spokojnie: naliczyłem bodaj 15 badań dowodzących, że ashwagandha wykazuje skuteczność w zapobieganiu nowotworom piersi, i przynajmniej cztery (Yang – 2007, Srinivasan – 2007, Aalinkeel – 2008, Yadav – 2010), że – w przypadku schorzeń prostaty – mamy do czynienia z dokładnie analogiczną sytuacją.

Be Sociable, Share!
Be Sociable, Share!

Reklama na stronie slawomirambroziak.pl:

biuro@wydawnictwopiktogram.pl
Katarzyna Ambroziak - 601 312 342