Glutamina dla bezpieczeństwa testosteronu

Wydrukuj ten artykuł

Słowa kluczowe: glutamina, testosteron, sterydy anaboliczne, receptory androgenowe, DHT, glicyna, reduktaza, łysienie, prostata, masa mięśniowa.

Wielu sportowców sięga po sterydy anaboliczne, które wspomagają i przyspieszają rozwój siły i masy ich mięśni oraz ogólnych zdolności wysiłkowych. W związku z tym, w powszechnej świadomości, egzystują zazwyczaj jako niebezpieczne i szkodliwe medykamenty – o takiej samej, niechlubnej renomie, jak narkotyki. Sterydy (poprawnie: steroidy) anaboliczne to związki pochodne lub podobne do męskiego hormonu płciowego (androgenu) – testosteronu. Przypomnijmy więc, że nie są one li tylko zmorą współczesnego sportu, ale jednocześnie – niezwykle pożytecznymi środkami leczniczymi. Kiedy bowiem, wraz z wiekiem, spada w męskim organizmie poziom testosteronu, cierpią wtedy: jego libido, siła mięśniowa, motywacja życiowa i poczucie własnej wartości.

Leczenie testosteronem lub podobnym sterydem przynosi tutaj szybkie i spektakularne rezultaty. Niestety – możliwość jego wdrożenia jest mocno ograniczona… Wprawdzie sterydy przynoszą wyraźną poprawę w przedstawionych wyżej problemach, jednocześnie jednak pogłębiają inne, związane z postępującym wiekiem, takie jak łysienie czy przerost prostaty.

Winne wszystkiemu są tutaj białka wiążące sterydy anaboliczne, nazywane receptorami androgenowymi. Te bowiem – po związaniu sterydu – aktywują geny do produkcji różnych białek. A że znajdują się zarówno w mięśniach, jak też w prostacie i skórze głowy, dlatego zwiększają produkcję białek w tych tkankach, co skutkuje odpowiednio: przyrostem masy i siły mięśni, przyrostem masy prostaty i gruczołów łojowych. I wprawdzie pierwszy efekt jest tutaj niezwykle pożądany, to już dwa pozostałe – niekoniecznie, bo sprzyjają łysieniu i dolegliwościom ze strony gruczołu krokowego.

Wypróbowuje się tutaj róże środki zaradcze… Takie, które pozwoliłyby cieszyć się pozytywnymi efektami działania testosteronu na mięśnie czy libido, zmniejszając jednocześnie ryzyko wystąpienia skutków niepożądanych – w skórze głowy czy gruczole krokowym. I chociaż nie przynoszą one zazwyczaj oczekiwanego rezultatu, to najczęściej są rutynowo ordynowane. Jakoś ciężko natomiast przebijają się do powszechnej świadomości fakty, ustalone odnośnie jednego z najpopularniejszych suplementów diety dla sportowców – glutaminy.

Bezowocne próby.

Sam testosteron nie uszkadza prostaty! Ba, wydaje się nawet, że na gruczoł krokowy działa ochronnie. Jednakże, w efekcie aktywności enzymu nazywanego reduktazą, przekształca się w inny hormon – dihydrotestosteron (DHT) – prawdziwego niszczyciela fryzury i prostaty. DHT znacznie silniej wiąże receptory androgenowe, aniżeli testosteron. Powstaje głównie w skórze głowy i tkance prostaty. Dla mięśni nie ma prawdopodobnie większego znaczenia, gdyż w tkance mięśniowej brakuje owej reduktazy, więc tutaj testosteron nie przekształca się w DHT.

Wydawałoby się, że nie ma prostszego sposobu na podniesienie bezpieczeństwa działania testosteronu, jak zablokowanie aktywności enzymu – reduktazy. I właśnie do takiego postępowania ogranicza się większość praktyk, zmierzających do podniesienia bezpieczeństwa testosteronu. Przy terapiach sterydowych – blokuje się nasz niesławny enzym, używając w tym celu jego inhibitorów (brokerów), takich jak np. ekstrakty z palmy sabalowej i innych ziółek (Prostamol, Prostatan) czy specjalny lek – finasteryd (Proscar, Propecia), służących łagodzeniu dolegliwości związanych z przerostem gruczołu krokowego.

Te są wprawdzie niezwykle użyteczne, ale jedynie w przypadku, gdy mamy do czynienia z normalnym poziomem testosteronu w organizmie, a jedynie ze wzmożoną jego przemianą do DHT, co ma miejsce w „zwyczajnych” dolegliwościach gruczołu krokowego. Kiedy jednak podajemy testosteron lub jego pochodne z zewnątrz – poziom sterydów wzrasta tak znacząco, że i tak wiążą one receptory androgenowe w skórze i prostacie bardzo mocno, bez przemiany do silniejszego DHT.

Tutaj więc blokowanie reduktazy nie ma większego znaczenia… Przydałoby się coś, co blokowałoby aktywność samego receptora androgenowego – w skórze i prostacie.

Androgenowa historia glutaminy.

Bodaj już pod koniec lat 80-tych, autopsje osób zmarłych na raka prostaty ujawniły dosyć zastanawiający fakt: ich gruczoły krokowe były niezwykle ubogie w glutaminę lub kwas glutaminowych (ówczesne metody analityczne nie pozwalały na precyzyjne odróżnienie obu tych aminokwasów).

W 1989 roku – Lubahn, wraz z członkami swojego zespołu, ustalił pełną sekwencję genu kodującego receptor androgenowy. Wynikało z niej niezbicie, że białko receptora androgenowego powinno szczególnie obfitować w dwa aminokwasy – glutaminę i glicynę.

W tym samym mniej więcej okresie (przełom 80/90), rozpoczęto intensyfikację prac naukowych nad naturalnymi środkami, leczącymi schorzenia prostaty, wykorzystywanymi od tysiącleci w medycynie ludowej. Badano pod tym kątem – między innymi – nasiona dyni. Kiedy inni badacze skupiali się nad ich frakcją steroidową, która okazała się skuteczna w łagodzeniu dolegliwości ze strony gruczołu krokowego (taką aktywność wykazują też steroidy innych roślin konsumpcyjnych i leczniczych), zespół Jamesa Duke’a postanowił pójść trochę „pod prąd”… Naukowców zainspirowała tutaj zapewne dziwna analiza profilu aminokwasowego chorej prostaty. Zaobserwowali bowiem jednocześnie, że białka pestek dyni składają się głównie z kwasu glutaminowego (lub glutaminy), któremu towarzyszą: glicyna i alanina. Jednocześnie potwierdzono tu starą prawdę ziołolecznictwa: pełen kompleks składników aktywnych danej rośliny jest zawsze skuteczniejszy, aniżeli izolowana ich frakcja. Całe pestki dyni też były skuteczniejsze, aniżeli same, izolowane sterole. Duke i współpracownicy postulowali więc, że tymi składnikami dodatkowymi, wzmacniającymi kompleks związków leczniczych dyni, mogą być właśnie owe aminokwasy. Swoją koncepcję postanowili sprawdzić w praktyce… Podawali 45-ciu pacjentom, z objawami łagodnego przerostu prostaty, mieszaninę czystych form kwasu glutaminowego, glicyny i alaniny. (Dodajmy, że kwas glutaminowy łatwo przekształca się w organizmie – w glutaminę, zaś alanina – w glicynę.) Konieczność nocnego oddawania moczu spadla o 95%, parcie na pęcherz – o 81, zaś częstotliwość oddawania moczu – o 73. (Zespól ten po dziś dzień zaskakuje nas rewolucyjnymi badaniami nad wpływem pokarmu na zdrowie prostaty, ale to już zupełnie inna historia i temat na inne opowiadanie).

Do prac tych powrócili autorzy wielkiego, wieloośrodkowego, europejskiego programu badawczego TRIUMPH, sprawdzającego przydatność tradycyjnych ziółek w leczeniu schorzeń prostaty, którego wyniki opublikowano w 2006 roku. Teraz uzyskano izolat czystych białek nasion dyni, obfitujący – jak dzisiaj już wiemy – głównie w glutaminę i glicynę. Podawano go szczurom i badano jego wpływ na poziomy różnych markerów schorzeń prostaty. Jak się okazało – izolat niezwykle skutecznie poprawiał ich obraz, świadczący o zdrowiu gruczołu krokowego, ale szczególnie podnosił poziom enzymu GPX (peroksydazy glutationowej), którego niedobór stwierdzono wcześniej, w środowisku prostaty objętej procesem nowotworowym.

Na przestrzeni bez mała dwóch dekad, dzielących pierwsze prace Duke’a od ogłoszenia wyników Triumph’a, wykonano sporo badań z podawaniem glutaminy przy schorzeniach prostaty. Próbowano też innych izolatów białkowych (sojowych, serwatkowych) oraz innych aminokwasów (np. acetylocysteiny) czy ich kombinacji. Glutamina sprawdzała się szczególnie dobrze – jako środek wspomagający standardowe terapie nowotworów gruczołu krokowego. Ponieważ niezmiennie obserwowano, że podawanie wybranych izolatów czy aminokwasów prowadzi do wzrostu poziomu glutationu (glutamina jest wyjątkowo silnym stymulatorem produkcji tego związku) w środowisku prostaty, dlatego ogłoszono teorię – o głównej odpowiedzialności glutationu za notowaną poprawę. (Przypomnijmy, że glutation to podstawowy antyoksydant naszego organizmu, ochraniający tkanki przed szkodliwą aktywnością wolnych rodników tlenowych.)

Równolegle postępował jednak niesłychanie szybki rozwój biologii molekularnej, który zaczął odsłaniać nam całkowicie niespodziewane relacje – pomiędzy glutaminą (również glicyną) a aktywnością receptorów androgenowych…

Glutamina a receptory.

Analiza budowy receptora androgenowego wykazała, że jego białko dzieli się na kilka regionów (domen), zaś jeden z nich tworzony jest przez dwa, długie łańcuchy peptydowe – glutaminowy i glicynowy. Szczególnie ważny okazał się tutaj łańcuch peptydowy, zbudowany z cząsteczek glutaminy… Im więcej cząsteczek glutaminy zawiera ta domena receptora androgenowego – tym mniejsza aktywność całego receptora. Domena zawierająca łańcuch glutaminowy (również glicynowy) odpowiada bowiem, właśnie za jego aktywność genomową.

Badania dowiodły istnienia polimorfizmu receptora androgenowego, w obrębie łańcucha glutaminy. Oznacza to, że różne osoby mogą mieć więcej lub mniej cząsteczek glutaminy w łańcuchu. Osobnicy z mniejszą ilością glutaminy szybciej łysieją i częściej zapadają na schorzenia prostaty, bo ich receptor androgenowy jest nad zbyt aktywny – w skórze głowy i gruczole krokowym. Oni również są szczególnie narażeni na niepożądane efekty działania testosteronu i sterydów anabolicznych, stosowanych jako leki czy środki dopingujące. Ci natomiast, których receptory zawierają większą liczbę cząsteczek glutaminy, nie łysieją i nie miewają problemów z prostatą – nawet wtedy, gdy podawany jest im testosteron czy inny steryd anaboliczny. Podobne relacje, chociaż mniej zaznaczone, obserwujemy w przypadku łańcuchów glicynowych. Również niektóre choroby genetyczne mają swoją przyczynę w mutacjach, w tych regionach receptora androgenowego, ale to już zupełnie inne zagadnienie, które pominiemy w dzisiejszych rozważaniach.

Trudno w tej sytuacji oprzeć się refleksji: czy aby ochronna aktywność suplementów glutaminy i glicyny – względem prostaty – nie wiąże się czasami, z „wyciszającymi” właściwościami łańcuchów glutaminowych i glicynowych receptorów androgenowych?…

Relacje pomiędzy wolną glutaminą a związaną w białku receptorowym są dopiero badane i mało do tej pory wiemy na ten temat. Niektóre fakty udało się już jednak ustalić…

Na ogół wszyscy mamy świadomość, że związanie sterydu anabolicznego z receptorem androgenowym prowadzi do aktywacji odpowiednich genów – a w następstwie – do produkcji różnorodnych białek. W rzeczywistości jednak, aby aktywować geny – receptor, oprócz sterydu, musi związać jeszcze inne związki, występujące obok niego w komórkach, nazywane ogólnie – koaktywatorami. Dzisiaj wiemy tyle, że duże stężenia glutaminy – w środowisku reakcji receptora androgenowego z koaktywatorami – ograniczają jego wiązanie z tymi molekułami biologicznymi. Przy czym wydaje się, że nie ma większego znaczenia: czy glutamina ta pochodzi z końcowego łańcucha receptora, czy też innego źródła.

Praktyczne wnioski.

Skoro glutamina obniża aktywność receptorów androgenowych – jest wielce prawdopodobne, że taki sam efekt może powodować spożywanie suplementów tego aminokwasu. Może mieć to korzystny wpływ na stan owłosienia i prawidłowe czynności prostaty, co wydają się też sugerować badania. Jednakże, uważny czytelnik zada teraz zapewne pytanie: „Co nam po suplemencie obniżającym aktywność receptorów androgenowych, kiedy stosujemy sterydy – w celu zachowania czy powiększania masy mięśniowej?” Faktycznie – może zachodzić obawa, że glutamina zmniejszy aktywność receptorów – nie tylko w gruczole krokowym czy skórze głowy, ale również w komórkach mięśniowych. Na szczęście jednak okazuje się, że istnieje tutaj dosyć wyraźna specyfika tkankowa. Wydaje się, że ilość glutaminy ma największe znaczenie dla aktywności receptora androgenowego w komórkach skóry głowy i gruczołu krokowego, zaś znacznie mniejsze – w komórkach naszych muskułów. Nie wnikając głęboko w „wielką naukę”, zilustrujmy ten pogląd – trzema, obrazowymi przykładami:

1.

Kiedy podamy steryd anaboliczny osobnikowi z długim łańcuchem glutaminowym w receptorze androgenowym, jego mięśnie będą wzrastały tak samo szybko, jak koledze z krótkim łańcuchem, zaś jedyne różnice zaobserwujemy w „kondycji” ich owłosienia i prostaty.

2.

Najdłuższym łańcuchem glutaminowym receptora androgenowego cechują się przedstawiciele rasy żółtej, krótszym – białej, zaś najkrótszym – czarnej. Pomimo tego, japoński sumoka nie ustępuje masą i siłą mięśni – biało- czy czarnoskóremu strongmanowi. Jednocześnie jednak – zapadalność na schorzenia prostaty jest pośród Azjatów pomijalnie mała, pośród panów pochodzenia europejskiego – niepokojąca, zaś pośród Afroamerykanów – zatrważająco wysoka.

3.

Gdyby glutamina hamowała aktywność receptorów androgenowych w tkance mięśniowej, jej suplementacja prowadziłaby do spadku siły i masy naszych muskułów. Powszechnie jednak wiadomo, że jest zupełnie odwrotnie – badania dowodzą występowania jej umiarkowanego, pozytywnego wpływu na oba te parametry, zaś sportowcy stosują permanentnie suplementy diety, oparte o glutaminę, w celu wspomagania rozwoju tężyzny fizycznej.

Wniosek praktyczny z tego wszystkiego płynie więc taki, że suplementacja glutaminy przy terapiach sterydami anabolicznymi może zmniejszać ryzyko wystąpienia niepożądanych skutków działania tych leków – w postaci łysienia czy problemów z prostatą. Wprawdzie takie aspekty aktywności glutaminy nie zostały ostatecznie potwierdzone i brakuje oficjalnych zaleceń do takiego jej wykorzystania, to przecież jednak nic tutaj nie ryzykujemy… Suplementacja glutaminy sprzyja przecież – zarówno prawidłowym czynnościom gruczołu krokowego, jak też rozwojowi siły i masy mięśniowej. Wprawdzie wpływ glutaminy na mięśnie jest umiarkowany i nijak nie dorównuje sile działania anabolicznych sterydów, to jednak wydaje się – mimo wszystko – nie do pogardzenia i wart szerokiego wykorzystania.

Jeżeli więc otrzymamy kiedykolwiek od lekarza receptę na testosteron czy inny steryd anaboliczny, nie zapomnijmy dokupić sobie do tego glutaminy. Najlepiej w proszku lub dużych kapsułkach (tzw. mega caps), bo dawki glutaminy – badane w problemach z prostatą czy masą i silą mięśniową – oscylowały w zakresach dawek dobowych, sięgających 20-tu gram.

Be Sociable, Share!
Be Sociable, Share!

Reklama na stronie slawomirambroziak.pl:

biuro@wydawnictwopiktogram.pl
Katarzyna Ambroziak - 601 312 342