Kozieradka: anaboliczna przyprawa

Wydrukuj ten artykuł

Autor: Sławomir Ambroziak

Słowa kluczowe: kozieradka, trigonelina, 4-hydroksyizoleucyna, furostanole, insulina, miostatyna, IGF-1, testosteron, steroidy anaboliczno-androgenne, kortyzol, estradiol, masa mięśniowa, siła.

Ponieważ leki anaboliczne, zatrzymujące białko w organizmie i rozwijające muskulaturę, takie jak np. IGF-1, testosteron czy jego pochodne (steroidy anaboliczno-androgenne), są w sporcie zakazane, dlatego sportowcy nagminnie poszukują alternatywy pośród dozwolonych, naturalnych surowców zielarskich lub rozmaitych składników pokarmowych. Dużą popularnością cieszy się tutaj powszechnie dostępna przyprawa kulinarna – kozieradka, jak również suplementy diety, oparte o ekstrakty z tego zioła, takie jak np. Biosterol™ (Megabol) czy T-100® Hardcore (Olimp Sport Nutrition®) . Dlatego warto przyjrzeć się bliżej kozieradce i ocenić: czy legenda owego ziółka, wykreowana już przez starożytnych zapaśników i gladiatorów, jest tylko mitem, czy też faktycznie jego stosowanie skutkuje efektem anabolicznym, ułatwiającym rozwój masy i siły mięśni…?

Składniki

W składzie ziaren kozieradki znajdziemy przynajmniej dwie substancję i jedną, całą grupę związków aktywnych biologicznie, w odniesieniu do których dowiedziono, że wspomagają rozwój masy i siły mięśni. Chodzi tutaj trigonelinę, 4-hydroksyizoleucynę i steroidy roślinne.

Trigonelina to pochodna witaminy B3, znanej lepiej jako witamina PP, której znaczne ilości również znajdziemy w ziarnach kozieradki. Nazwa trigoneliny pochodzi właśnie od systematycznej nazwy kozieradki: Trigonella foenum grecum.
Jak donosił Mero w 2008 roku – podawanie przez 4 tygodnie 30 mg witaminy PP w postaci aktywnego koenzymy (NADH) poprawiło znacząco, w porównaniu z placebo, parametry siłowe mięśni sportowców, mierzone testem skocznościowym.
Najciekawsze wnioski płyną jednak z badania Angeliki Friedel, opublikowanego w 2013 roku, a dotyczą właśnie, konkretnie samej trigoneliny. Autorka prowadziła swoje doświadczenia zarówno na izolowanych, młodych komórkach mięśniowych, jak też na żywych gryzoniach – myszach. Dodatek trigoneliny do podłoża hodowli komórkowej zwiększał o 36% tempo dojrzewania młodych komórek do dorosłych włókien mięśniowych. U myszy, u których doprowadzono do przeciążenia mięśnia brzuchatego łydki, co miało naśladować efekty treningu siłowego, masa mięśniowa w grupie zwierząt otrzymujących dożołądkowo przez trzy tygodnie trigonelinę była o 7% większa, w porównaniu z gryzoniami pojonymi jedynie nieaktywnym podłożem. Badaczka unieruchomiła również kończyny myszy, aby uzyskać efekt analogiczny do unieruchomienia chorego lub postępów sarkopenii – utraty masy mięśni w efekcie procesów starzenia się organizmu, podając im przez sondę dożołądkową – albo trigonelinę, albo nieaktywne podłoże. Po trzech tygodniach obserwacji okazało się, że masa mięśniowa zwierząt z grupy trigoneliny była o 9% większa.

4-hydroksyizoleucyna to aminokwas, charakterystyczny dla składu kozieradki, działający na mięśnie podobnie do dwóch hormonów anabolicznych – insuliny i insulinopodobnego czynnika wzrostu typu 1 (IGF-1). Jej kariera rozpoczęła się bodaj od badania Sauvaire, opublikowanego w 1998 roku, którego autor udowodnił, że 4-hydroksyizoleucyna pobudza uwalnianie insuliny z komórek trzustki przy podwyższonym poziomie cukru we krwi. Aminokwas ten postrzegany był długo, jedynie jako stymulator sekrecji insuliny. Dopiero w 2012 roku Jaiswal wykonał doświadczenie z wykorzystaniem szczurzych komórek mięśniowych, dowodząc, że 4-hydroksyizoleucyna aktywuje kinazę PKB/Akt w tkance mięśniowej, a za jej pośrednictwem – transportery glukozy (białka GLUT4), czyli że działa tutaj dokładnie tak samo, jak insulina czy IGF-1. W tym miejscu warto przypomnieć, że kinaza PKB/Akt jest enzymem przekazującym w głąb komórki sygnały hormonalne, a jej pobudzenie insuliną lub IGF-1 skutkuje nie tylko wzrostem pobrania glukozy przez włókna mięśniowe: enzym ten aktywuje między innymi następną kinazę – mTOR, która pobudza z kolei proces produkcji białek na etapie translacji – wiązania poszczególnych aminokwasów w złożone molekuły białkowe, co stanowi podstawę anabolicznej aktywności insuliny i IGF-1, prowadzącej – jak wiemy – do przyrostu masy i siły mięśni.
Natomiast najświeższe badanie (Maurya, 2014), którego autor również użył izolowanych komórek mięśniowych, rzuca nowe światło na mechanizmy aktywności 4-hydroksyizoleucyny… Od dawana wiadomo, że długołańcuchowe nasycone kwasy tłuszczowe z tłuszczów zwierzęcych (szczególnie kwas palmitynowy) sprzyjają rozwojowi cukrzycy, zmniejszając wrażliwość tkanki mięśniowej na działanie insuliny i IGF-1. Maurya inkubował więc izolowane komórki mięśniowe z kwasem palmitynowym, obserwując, że związek ten upośledza zależny od insuliny wychwyt glukozy, podczas gdy dodatek 4-hydroksyizoleucyny do podłoża z kwasem palmitynowym silnie ów negatywny efekt wyhamowuje. Aby właściwie ocenić uzyskany tutaj rezultat, proponuję cofnąć się do 2013 roku, do pracy Min Liu, której autorzy udowodnili, że kwas palmitynowy hamuje wychwyt glukozy przez komórki mięśniowe, głównie poprzez stymulację produkcji miostatyny. Mistatyna, znana nam głównie jako stoper rozwoju muskulatury, hamuje szlak sygnałowy insuliny i IGF-1, i w ten sposób nie tylko utrudnia przerost mięśni, ale jednocześnie upośledza wychwyt glukozy przez włókna mięśniowe, sprzyjając wzrostowi poziomu cukru we krwi. Kiedy autorzy tego badania inkubowali izolowane komórki mięśniowe z kwasem palmitynowym, poziom miostatny w ich wnętrzu, w porównaniu z komórkami hodowanymi na czystym podłożu, wzrósł – uwaga (!) – ponad 4-krotnie. Jeżeli zestawimy teraz wyniki uzyskane w jednej i drugiej pracy, możemy zadać pytanie: czy 4-hydroksyizoleucyna nie hamuje przypadkiem produkcji miostatyny?

Poszukując bezpiecznych sterydów, naukowcy wymyślili procedurę wyznaczania tzw. indeksu anaboliczno-androgennego – stosunku siły anabolicznego działania danego związku do siły działania androgennego. Im silniejsza aktywność anaboliczna, a słabsza androgenna, tym bezpieczniejszy steryd anaboliczny, gdyż nie zagraża męskiej prostacie i nie przyprawia brody kobietom. Ustalenie indeksu anaboliczno-androgennego odbywa się zwykle w ten sposób, że jednej grupie kastrowanych szczurów podaje się badany steryd anaboliczny, zaś drugiej – testosteron. Po zakończeniu próby, porównuje się wagę mięśni dźwigaczy odbytu z wagą dodatkowych męskich gruczołów płciowych – pęcherzyków nasiennych, gruczołów opuszkowo-cewkowych i gruczołu krokowego (najczęściej – tego ostatniego). Grupa testosteronowa stanowi tu wzorzec. Im większa waga mięśni, a mniejsza gruczołów, w porównaniu z testosteronem, tym korzystniejszy indeks anaboliczno-androgenny.

Indyjscy naukowcy z Uniwersytetu Bharati, kierowani przez Urmila Aswara, wpadli w 2010 roku na pomysł, aby poddać takiej samej procedurze badawczej naturalne steroidy roślinne, ekstrahowane właśnie z kozieradki – furostanole.
Po zakończeniu próby okazało się, że masa mięśni dźwigaczy odbytu, jak też ogólna masa mięśniowa kastrowanych szczurów, wzrosła tak samo – zarówno w grupie testosteronowej, jak też furostanolowej. W drugiej grupie nie zaobserwowano jednak zmian w obrębie dodatkowych gruczołów płciowych; nie doszło też tutaj do zmiany poziomu testosteronu.
Naukowcy skontrolowali standardową procedurę dodatkowym badaniem – podawali furostanole szczurom niekastrowanym, niedojrzałym płciowo. Po zakończeniu próby nie zaobserwowali żadnych zmian w strukturze jąder, świadczących o przedwczesnym dojrzewaniu płciowym. Ostatecznie konkludowali więc, że furostanole kozieradki to steroidy czysto anaboliczne, pozbawione aktywności androgennej.

W 2010 roku badał też wpływ steroidów kozieradki na metabolizm i funkcje płciowe diabetycznych szczurów Hamden, obserwując w grupie otrzymujących furostanole gryzoni wyraźny spadek poziomu glukozy we krwi i wzrost liczby komórek trzustki produkujących insulinę, a także wzrost aktywności enzymów produkujących testosteron w jądrach i znaczny wzrost poziomu testosteronu we krwi. Widzimy, że niniejsze badanie różni się od powyższego „drobnym szczegółem” – posiadaniem przez zwierzęta jąder, z czego wynikały bez wątpienia diametralne różnice dodatniego wpływu furostanoli na poziom testosteronu.

Kozieradka w akcji

Pracę grupy Aswara znakomicie uzupełnia badanie zespołu Chrisa Poola z Uniwersytetu Teksańskiego, opublikowane w tym samym – 2010 roku. Tutaj naukowcy podawali przez 8 tygodni, 49-ciu ćwiczącym siłowo mężczyznom – albo 500 mg standaryzowanego ekstraktu z kozieradki, albo placebo. Po zakończeniu próby – odnotowali w grupie kozieradki, w porównaniu z grupą placebo, wyraźny postęp wyników w bojach siłowych, przyrost ogólnej i beztłuszczowej masy ciała, czyli masy mięśniowej, przy jednoczesnym obniżeniu poziomu tkanki tłuszczowej. Grupa kozieradki, w porównaniu z grupą placebo, poprawiła np. swoje rezultaty w wyciskaniu na ławie średnio o równe 5, zaś w progresji masy mięśniowej – prawie o 4 kilogramy. Odnotowali też nieznaczny spadek poziomu kortyzolu, a przypomnijmy, że kortyzol to nielubiany przez sportowców hormon kataboliczny, niszczący białka mięśni i utrudniający rozwój ich masy. Niewielkiemu obniżeniu uległ tu również poziom testosteronu, co w żaden sposób nie przeszkodziło – jak widzieliśmy – rozwojowi siły i masy, czyli że furostanole wykazały w tym badaniu aktywność zbliżoną do steroidów anabolicznych, rozwijających siłę i masę mięśni, tłumiących jednak jednocześnie testosteron.

Nie wszystkie jednak prace, nawet tych samych autorów i wykonane z użyciem tej samej metodyki, dawały hamujący efekt kozieradki na wzrost poziomu testosteronu. Na przykład w badaniu wykonanym przy współudziale Poola, ale kierowanym tym razem przez Wilborna, gdzie znowu podawano przez 8 tygodni 500 mg ekstraktu z kozieradki lub placebo trenującym siłowo atletom, zaobserwowano, że kiedy w grupie placebo poziom całkowitego i wolnego testosteronu obniżył się – odpowiednio – o 2.1 i 1.69, to w grupie kozieradki wzrósł o 0.97 i 1.32 ng/ml krwi. Ostatecznie, po zakończeniu eksperymentu, zarówno poziom całkowitego, jak też wolnego testosteronu we krwi zawodników z grupy kozieradki był średnio o ok. 20% wyższy, niż we krwi ich kolegów z grupy placebo. Jednocześnie, co warte podkreślenia, atleci z grupy kozieradki dysponowali niższym o ok. 20% poziomem estradiolu, w porównaniu z ochotnikami z grupy placebo. Jak konkludowali autorzy badania: wzrost poziomu testosteronu, przy jednoczesnym spadku poziomu estradiolu, mógł potwierdzać przypisywaną kozieradce aktywność inhibitora aromatazy, czyli środka blokującego konwersję testosteronu do estradiolu. W omawianym tutaj badaniu odnotowano również różnice na korzyść kozieradki w szczytowej mocy mięśni oraz progresji wyników w wyciskaniu nogami: plus 9 kg w relacji z placebo.

W roku następnym – 2011. – Chris Pool wszedł w skład zespołu kierowanego przez Lema Taylora i wspólnie z tymi naukowcami porównywał efekty suplementacji kozieradki i kreatyny. Autorzy podzielili tutaj 47 trenujących siłowo atletów na 3 grupy, gdzie jednej podawali codziennie 70 g dekstrozy jako placebo, drugiej – 70 g dekstrozy plus 5 g kreatyny, zaś trzeciej – 70 g dekstrozy plus 3.5 g kreatyny i 900 mg ekstraktu z kozieradki. Po 4 tygodniach kontynuowania eksperymentu – w grupie placebo doszło do wzrostu masy mięśniowej o 0.2, w grupie kreatynowej – o 1.3, zaś w grupie kozieradkowej – o 1.6 kilograma. Jednocześnie w pierwszej grupie poziom tkanki tłuszczowej wzrósł o 0.1, zaś w drugiej i trzeciej uległ obniżeniu o – odpowiednio – 0.5 i 0.6 procent.
Bardzo ciekawie wypadły również badane odpowiednim testem zmiany szczytowej mocy mięśni atletów: podczas gdy w grupie placebo i kreatyny siła mięśniowa zawodników wzrosła tylko – odpowiednio – o 18.8 i 12.2, to w grupie kozieradki – o równe 57 watów.

Też w 2011 roku badał kozieradkę Steels, tyle że tego autora interesował jej wpływ na libido zdrowych, nie trenujących mężczyzn, bez żadnych dysfunkcji seksualnych. Podzielił więc 60 panów w wieku od 25 do 52 lat na dwie grupy, podając przez 6 tygodni jednej grupie codziennie placebo, drugiej zaś 600 mg ekstraktu z kozieradki, i odnotowując w drugiej grupie znacznie większą liczbę incydentów podniecenia seksualnego i orgazmów oraz wzrost siły mięśni i nieznaczną tendencję w kierunku wzrostu wartości testosteronu, chociaż poziom hormonu utrzymywał się nadal w granicach normy.

Podsumowując…

Zestawiając ze sobą wyniki przedstawionych powyżej badań, nie możemy mieć wątpliwości, że kozieradka to przyprawa obdarzona aktywnością anaboliczną. Po suplementy stworzone na jej bazie, takie jak np. Biosterol™ (Megabol) czy T-100® Hardcore (Olimp Sport Nutrition®), może sięgać więc z pełnym zaufaniem każdy, komu zależy na progresji siły i rozwoju masy mięśniowej.
Na szczególną uwagę zasługują tu jednak jej relacje z układem hormonalnym… Widzimy, że składniki kozieradki zarówno samodzielnie pobudzają mięśnie do wzrostu, jak też podnoszą poziom anabolicznego testosteronu, najprawdopodobniej na drodze dezaktywacji aromatazy – enzymu przekształcającego ten hormon w estradiol. W tym miejscu warto przypomnieć, że stosowanie sterydów anabolicznych, pochodnych testosteronu, prowadzi do zahamowania produkcji własnych androgenów i wzrostu poziomu estrogenów, w efekcie katalizowanej przez aromatazę konwersji sterydów anabolicznych do żeńskich hormonów płciowych. Przypomnijmy również, że – w podobnej sytuacji – nadmiar estrogenów hamuje produkcję testosteronu, utrudnia redukcję tłuszczu z okolic klatki piersiowej, ud i pośladków, jak również sprzyja rozwojowi kobiecych piersi (ginekomastii). Z tej też przyczyny, sportowcy włączają często do „kuracji sterydowych” inhibitory aromatazy – leki blokujące przemianę androgenów w estrogeny. Niemniej, jak się uważa i jak dowodzą badania, większość tego typu środków zmniejsza efektywność działania pochodnych testosteronu na mięśnie, gdyż estrogeny wykazują wysoką aktywność anaboliczną. Tutaj natomiast widzimy, że kozieradka, obniżając poziom estradiolu, sprzyja jednocześnie rozwojowi masy i siły mięśni.

Be Sociable, Share!
Be Sociable, Share!

Reklama na stronie slawomirambroziak.pl:

biuro@wydawnictwopiktogram.pl
Katarzyna Ambroziak - 601 312 342