Kwas ursolowy – kolejny krok w kierunku bezpiecznych sterydów

Wydrukuj ten artykuł

Słowa kluczowe: kwas ursolowy, kwas maslinowy, kwas 2-alfa-hydroksyoleanolowy, kwas oleanolowy, triterpenoidy pentacykliczne, ginsenozydy, furostanole, steroidy roślinne, steroidy anaboliczno-androgenne, IGF-1, indeks anaboliczno-androgenny, dystrofia mięśni, masa mięśniowa.

W nr 10 Perfect Body opublikowałem artykuł pt.: „Sterydy anaboliczne nowej generacji”. Omawiałem w nim problematykę związaną z poszukiwaniami nowych, bezpieczniejszych steroidów anaboliczno-androgennych. Między innymi poruszyłem tam sprawę odkrytej niedawno, anabolicznej aktywności kwasu 2-alfa-hydroksyoleanolowego. Wtedy jeden z moich respondentów zarzucił mi, że pominąłem zupełnym milczeniem kwas ursolowy, podobny do tego pierwszego, również wykazujący aktywność anaboliczną. Zapytał: „dlaczego…?”

Przyczyna jest prosta: wyniki badania kwasu ursolowego ukazały się w sieci, już po złożeniu mojego materiału do druku.

W tym miejscu wykorzystam jednak pytanie kolegi jako pretekst do uzupełniania i aktualizacji tamtego artykułu, traktującego o poszukiwaniach lepszych, bezpieczniejszych sterydów anabolicznych…

Sterydy anaboliczne nowej generacji

Tym kolegom, którzy nie mieli okazji przeczytać wspominanego artykułu, streszczę go w kilku słowach:

Wszystkie sterydy, znane jako leki anaboliczne, są pochodnymi męskiego hormonu płciowego – testosteronu. Męskie hormony płciowe – androgeny – posiadają bowiem zarówno właściwość rozwijania męskich cech płciowych, jak też zdolność zatrzymywania białka w mięśniach i kościach – a tym samym – powiększania rozmiarów muskulatury oraz gęstości kośćca. Tę pierwszą cechę nazywamy aktywnością androgenną, natomiast drugą – anaboliczną.

Korzyści płynące ze wzrostu produkcji białek i poprawy konstytucji mięśni po zastosowaniu androgenów poznano już podczas II wojny światowej, kiedy to próbowano wykorzystywać te hormony w ‘hodowli super-żołnierzy’, leczeniu ciężkich ran czy rekonwalescencji więźniów obozów koncentracyjnych. Szybko zauważono jednak, że ich właściwości maskulinizujące (rozwijające męskie cechy płciowe) ograniczają wykorzystanie androgenów u kobiet i dzieci, a także i mężczyzn, u których dochodziło do nadmiernego przerostu prostaty.

Naukowcy podjęli więc próby oddzielenia aktywności anabolicznej od androgennej; wprawdzie zsyntetyzowali wiele molekuł o wyraźnej przewadze pierwszej komponenty nad drugą, czyli o korzystniejszym indeksie (wskaźniku) anaboliczno-androgennym, to jednak nigdy – jak dotąd – nie uzyskali czystego, nieandrogennego sterydu anabolicznego. Dlatego też nazwa – „steroidy anaboliczno-androgenne” – pozostała w słownikach medycznych do dziś! Nie oznacza to jednak, że w obszarze tym zaniechano dalszych poszukiwań, gdyż hipotetyczne, bezpieczne anaboliki mogłyby poprawiać w przyszłości komfort życia staruszków, u których ubytek masy mięśniowej i kostnej prowadzi do ograniczenia aktywności ruchowej oraz rozwoju cukrzycy, a także bywa przyczyną częstych upadków i poważnych złamań, prowadzących w konsekwencji do trwałego unieruchomienia.

‘Czystych’, nieandrogennych sterydów anabolicznych poszukuje się więc, jak wyjaśniałem w przywoływanym tu dziś artykule, pośród pochodnych witaminy D (tzw. selektywnych modulatorów receptora witaminy D – SVDRM), kwasów żółciowych, roślinnych steroidów i triterpenoidów, a nawet molekuł niesterydowych – tzw. selektywnych modulatorów receptora androgenowego – SARM. (SVDRM-y omawiam szeroko na kartach tej strony internetowej, w artykule: „SVDRM – sterydy anaboliczne nowej generacji”, zaś SARM-y – w bieżącym (11) nr PB, w artykule: „SARM – realna alternatywa dla sterydów”.)

Wielkie nadzieje budzą tu steroidy roślinne… W zeszłym bowiem roku, Aswar – wykorzystując procedurę wyznaczania indeksu anaboliczno-androgennego na szczurach – udowodnił, że furostanole (steroidy kozieradki i tribulusa) wykazują czystą aktywność anaboliczną, bez właściwości androgennych.

Natomiast badanie Poola, też z 2010 roku, potwierdziło anaboliczną aktywność ekstraktów z kozieradki na trenujących siłowo mężczyznach; odnotowano wyraźny postęp wyników w bojach siłowych oraz wzrost beztłuszczowej wagi ciała, czyli rozwój masy mięśniowej, przy jednoczesnej redukcji tłuszczu. Doszło też tutaj do obniżenia poziomu DHT – hormonu indukującego przerost prostaty.

Bezpieczne anaboliki budzą zainteresowanie nie tylko klinicystów, ale też sportowców (wiadomo!!!) i… hodowców. Szybki wzrost wagi zwierząt szybciej pomnaża zyski, ale że anaboliki przenikają przecież do mięsa, nie mogą szkodzić jednocześnie jego konsumentom. Poszukując bezpiecznych sterydów anabolicznych na potrzeby gospodarstw rybackich, hiszpańscy naukowcy od ponad dwunastu lat testują pentacykliczne triterpenoidy roślinne, nazywane też metylo- lub pseudosteroidami, a szczególnie jeden związek z tej grupy – kwas 2-alfa-hydroksyoleanolowy, znany również pod swoimi synonimami: kwas maslinowy lub krategolowy. Wyniki pierwszego badania, wykonanego przez zespół pod kierownictwem Peragona, opublikowano już w 1998 roku. Potem na czele zespołu o niemal takim samym składzie stanęła Monica Fernandez-Navarro, wykonując następne dwie prace – publikowane kolejno – w 2006 i 2008. Podobne badania przeprowadził też Wen w 2005 i 2006, a także – w 2006 – Hidalgo. W zasadzie wszystkie te doświadczenia dawały podobne rezultaty… Ryby ‘dokarmiane’ kwasem maslinowym rosły znacznie szybciej od swoich ‘koleżanek’, spożywających dokładnie takie same ilości karmy, ale pozbawionej tego wyszukanego suplementu diety. Różnice we wzroście były tym bardziej widoczne – im większe dawki maslinianu dodawano do karmy. Przy dawce 250 mg/kg paszy – ryby rosły 12% szybciej i osiągały ostatecznie o 32% większą masę ciała, aniżeli zwierzęta z grupy kontrolnej. Zaobserwowano, że różnica wzrostu brała się głównie z różnicy w rozwoju masy mięśniowej. W komórkach mięśniowych ryb-gigantów odnotowano znacznie podwyższony poziom białka oraz DNA i RNA (kwasów nukleinowych, prowadzących syntezę protein) – a także – znacznie szybsze tempo anabolizmu białek, w porównaniu z komórkami mięśniowymi ryb-kurdupli, pozostających na diecie bez dodatku kwasu maslinowego.

Możliwe, że wyniki tych prac nadal leżałyby w szufladach zacisznych laboratoriów, gdyby nie dostrzegł ich i nie omówił na łamach jednego z pism sportowych Patrick Arnold – naukowiec z pasją, poszukujący od lat bezpiecznych sterydów anabolicznych na potrzeby ciężko trenujących kulturystów. Arnold obiecał kontynuację badań nad kwasem maslinowym… Tym razem na ludziach – na ćwiczących siłowo sportowcach. Trzymamy go za słowo!!!

Lek na atrofię

Kunkel i Adams, wraz z zespołem pracowników naukowych Uniwersytetu Iowa, badali problematykę terapii zaniku mięśni – atrofii. W swoich pracach wykorzystywali nowoczesną metodę mapowania genów. Naukowcy obserwowali – które geny zachowują, a które tracą aktywność w komórkach mięśniowych pacjentów dotkniętych atrofią. Równolegle traktowali hodowane poza organizmem linie komórkowe rozmaitymi substancjami (łącznie – 1300 molekuł), rejestrując – które geny ulegają pod ich wpływem ekspresji (aktywacji polegającej na uruchomieniu syntezy białek), a które – wyciszeniu. Następnie zestawiali ze sobą i porównywali te dane, który to zabieg nazywany jest w nauce – tworzeniem mapy łączności (Connectivity Map). Studiując mapy łączności, naukowcy zauważyli, że wzór ekspresji genów kreślony przez jeden z naturalnych związków chemicznych – kwas ursolowy – był dokładnie odwrotny do wzorca atrofii. Oznaczało to, że pod wpływem jego działania uśpione w atrofii geny ulegają aktywacji, zaś nadmiernie aktywne – wyciszeniu. Wniosek z tego wszystkiego wyłaniał się prosty – kwas ursolowy powinien leczyć atrofię…!

Dysponując tak cenną widzą, naukowcy mogli spokojnie przystąpić do badań na zwierzętach… Próbowali wywołać u myszy zanik mięśni poprzez głodzenie lub odnerwienie (uszkodzenie nerwów obwodowych, napędzających muskuły), co jednak nie powiodło się w przypadku gryzoni otrzymujących kwas ursolowy. Związek ten ewidentnie uchronił zwierzęta przed atrofią!!!

Mało tego – naukowcy dodawali też kwas ursolowy do karmy myszy zdrowych. Mięśnie gryzoni dokarmianych kwasem ursolowym były znacznie większe i silniejsze, aniżeli zwierząt z grupy kontrolnej, pozostających na diecie bez takiego dodatku. Widzimy, że – w tej sytuacji – kwas ursolowy zachowywał się tak, jak klasyczny steryd anaboliczny.

Co niezwykle ciekawe – rozwojowi muskulatury towarzyszył spadek poziomu glukozy i cholesterolu we krwi oraz objętości komórek tłuszczowych. W konsekwencji – dochodziło u myszy do wzrostu masy mięśni, bez ogólnego wzrostu wagi ciała, gdyż wzrost ten kompensowany był utratą tłuszczu zapasowego. Czyli że zachodził tutaj tak często badany i bardzo pożądany w sporcie efekt – wzrost masy ciała szczupłego, czyli rozwój masy mięśniowej z jednoczesną redukcją tkanki tłuszczowej.

Analizując wyniki wszystkich swoich prac, naukowcy postulowali, że największy udział w anabolicznej i hipoglikemicznej (zmniejszającej poziom cukru we krwi) aktywności kwasu ursolowego musiały mieć jego relację z insulinopodobnym czynnikiem wzrostu typu 1 (IGF-1) oraz z insuliną. Jednym z aktywowanych przez związek ten w tkance mięśniowej genów był właśnie gen IGF-1. Kwas ursolowy pobudzał jego ekspresję, czyli aktywował produkcję białka tego czynnika wzrostowego w komórkach mięśniowych. A przypomnijmy, że IGF-1 jest lokalnym hormonem tkankowym, pośredniczącym w aktywności innych hormonów anabolicznych, niezmiernie silnie pobudzającym rozwój muskulatury. Na przykład testosteron powiększa mięśnie głównie właśnie w ten sposób, że pobudza geny komórek mięśniowych do wzmożonej produkcji białka IGF-u. Tak więc kwas ursolowy wydaje się działać na mięśnie dokładnie tak samo, jak testosteron. Mało tego – kwas ursolowy zwiększał też poziom IGF-1 w krwiobiegu, a taką właściwością obdarzony jest z kolei hormon wzrostu (GH). Naukowcy zaobserwowali jednocześnie, że nasz dobroczynny związek zwiększa dodatkowo wrażliwość receptorów IGF-1 i insuliny – a tym samym – potęguje przekaz sygnałów anabolicznych od obu tych hormonów do wnętrza komórek mięśniowych. (Przypomnijmy, że insulina to bodaj najsilniejszy hormon anaboliczny naszego organizmu.) Nie dość więc, że kwas ursolowy zwiększa produkcję i poziom IGF-1, to dodatkowo wzmacnia jeszcze jego aktywność anaboliczną…!!!

Adams, tak samo jak wcześniej Arnold w przypadku kwasu maslinowego, zapowiedział przystąpienie do badań anabolicznej aktywności kwasu ursolowego na ludziach…

W kierunku bezpiecznych sterydów

W przypadku furostanoli widzimy dokładnie, że te steroidy roślinne mogą śmiało kandydować do miana bezpiecznych steroidów anabolicznych, gdyż nie wykazują aktywności androgennej i najprawdopodobniej nie szkodzą prostacie. Możliwe, że nawet ochraniają ten gruczoł, bo zmniejszają poziom wspomnianego DHT i hamują – co wykazał Hu w 2002 – rozwój komórek ludzkiego raka prostaty.

Wprawdzie protokoły badań triterpenoidów był z goła odmienne i dowodziły nam tylko ich aktywności anabolicznej, a nie wskazywały bezpośrednio na indeks anaboliczno-androgenny, to – zadając pytanie o bezpieczeństwo tych związków – możemy sięgnąć do prac innych autorów. A prace te wielokrotnie wskazywały na wysoką, przeciwnowotworową aktywność kwasu ursolowego – skierowaną przeciwko komórkom raka prostaty. Chodziło tutaj zarówno o zwierzęcy model badania, jak też o linie komórkowe ludzkiego nowotworu gruczołu krokowego, i to zarówno niezależne, jak też i zależne od androgenów (Choi, 2000; Kassi, 2007; Zhang, 2010; Shanmugam, 2011).

I wprawdzie nie dysonujemy, jak do tej pory, identycznymi wynikami dla kwasu maslinowego, to jednak – ponieważ dowiedziono przeciwnowotworowej aktywności tego związku w raku trzustki i okrężnicy, i ustalono, że komórkowy mechanizm tej aktywności jest niemal taki sam, jak kwasu ursolowego – możemy przypuszczać, że i on chroni ten gruczoł przed niebezpiecznymi zmianami chorobowymi. Pośredniego dowodu na poparcie tej tezy dostarcza też badanie Sonalika Kushwaha z 2007 roku, w którym uzyskano znaczny spadek wagi prostaty przy jednoczesnym utrzymaniu należnej masy mięśni u szczurów, traktowanych ekstraktem z nagietka, gdzie główną grupę składników aktywnych stanowią pochodne kwasu oleanolowego, do których należy też kwas maslinowy (2-alfa-hydroksyoleanolowy).

W tym miejscu warto przywołać jeszcze 2 badania… Zespół pod kierunkiem Salvatiego – podając 66-ciu mężczyznom ekstrakt z żeń-szenia – zaobserwował, że we krwi badanych doszło do znacznego wzrostu poziomu testosteronu, DHT i gonadotropin (hormony pobudzające produkcję testosteronu), przy jednoczesnym spadku poziomu prolaktyny – hormonu wyjątkowo silnie szkodzącego prostacie.

Zespół Fahima odnotował jeszcze coś ciekawszego u szczurów: wzrost pod wpływem podobnych ekstraktów: apetytu, masy mięśniowej i poziomu testosteronu, przy jednoczesnej – uwaga (!) – znacznej redukcji rozmiarów prostaty. Wygląda więc na to, że składniki aktywne żeń-szenia to kolejni kandydaci do miana bezpiecznych sterydów…

Tu tylko dodam, że składnikami aktywnymi żeń-szenia są właśnie triterpenoidy, nazywane ogólnie ginsenozydami lub panaksozydami, z których część to też – jak w przypadku nagietka – pochodne kwasu oleanolowego.

Zresztą, w temacie androgennego bezpieczeństwa tych nowoodkrytych anabolików – kwasu ursolowego i maslinowego – znajdziemy też pewną, znakomitą rekomendację… Każdy, komu bliskie są te zagadnienia, na ogół wie, że jednym z lepiej przebadanych leków roślinnych, stosowanych w przeroście i zapaleniu gruczołu krokowego, jest kora śliwy afrykańskiej. Ekstrakty z tego surowca regenerują nabłonek i powstrzymują rozrost prostaty, hamując rozmnażanie komórek tego gruczołu poprzez blokowanie czynnika ich wzrostu (bFGF). Dodatkowo ograniczają aktywność aromatazy i 5 alfa reduktazy – enzymów przekształcających testosteron w estradiol i DHT – hormony szczególnie szkodzące prostacie. Wykazują też aktywność przeciwzapalną i przeciwnowotworową w gruczole krokowym.

A jaki związek mają te informacje z problematyką bezpiecznych sterydów…?

Otóż, głównymi składnikami aktywnymi kory śliwy afrykańskiej są właśnie pentacykliczne triterpenoidy, pośród których dominuje kwas ursolowy, zaś maslinowy występuje w postaci dwóch epimerów (wariantów molekularnych), w nieco mniejszej ilości…

No cóż – lista bezpiecznych anabolików wydaje się poszerzać… Chyba stanęliśmy dzisiaj u progu dawno oczekiwanego przełomu i za kilka lat, a może nawet miesięcy, ‘kuracja sterydowa’ nie będzie wiązała się już z ryzykiem wystąpienia poważnych perturbacji zdrowotnych.

Be Sociable, Share!
Be Sociable, Share!

Reklama na stronie slawomirambroziak.pl:

biuro@wydawnictwopiktogram.pl
Katarzyna Ambroziak - 601 312 342