Lukrecja – słodki spalacz tłuszczu

Wydrukuj ten artykuł

Autor: Sławomir Ambroziak

Słowa kluczowe: lukrecja, glicyryzyna, olej flawonoidów lukrecjowych, glabrydyna, tkanka tłuszczowa, tkanka mięśniowa, cholesterol.

Dzisiaj lukrecję znamy prawie już tylko, jako słodki składnik czarnych żelków, niezbyt zresztą u nas cenionych, za którymi przepadają natomiast skandynawskie łasuchy. Tę znaną tradycyjnej medycynie chińskiej od tysięcy lat, wymienianą w starożytności przez Teofrasta, Dioskuridesa, Pliniusza i Galena, a sprowadzoną do nas w piętnastym wieku przez benedyktynów, starą roślinę leczniczą pamiętają jeszcze pewnie czytelnicy wcześniejszej daty jako środek przeciwwrzodowy i wykrztuśny, ordynowany przy problemach gastrycznych i przeziębieniach. Do spadku jej popularności jako leku przyczyniły się: z jednej strony – postępy nowoczesnej farmakoterapii, z drugiej zaś – efekty niepożądane leczenia lukrecją. Korzeń tej roślinki zawiera bowiem w swym składzie glicyryzynę – substancję podobną do hormonów kory nadnerczy, wpływającą na metabolizm kortykosterydów i prowadzącą po dłuższym stosowaniu do zatrzymania jonów sodu, obrzęków i wzrostu ciśnienia krwi. Jednak współczesne badania naukowe, szczególnie ostatniej dekady, przywrócił lukrecji niejako drugą młodość: pokazały, że pozbawione glicyryzyny ekstrakty z korzenia tej rośliny wpływają pozytywnie na pracę układu krążenia oraz niezwykle skutecznie spalają tłuszcz, ochraniając przy tym tkankę mięśniową, przez co spektakularnie przyczyniają się do poprawy stanu naszego zdrowia i estetyki naszej sylwetki.

Spalanie tłuszczu

O tym, że lukrecjaredukuje u ludzi tłuszcz, dowiedzieliśmy się bodaj po raz pierwszy w 2003 roku od Armaniniego… Autor podawał tutaj przez 2 miesiące 15 młodym ochotnikom, 7 mężczyznom i 8 kobietom w wieku pomiędzy 21. a 26. rokiem życia, 3.5 g rynkowego preparatu lukrecji, obserwując spadek tłuszczowej masy ciała o 1.2% w grupie mężczyzn i o 2.8% w grupie kobiet.
Wprawdzie uzyskane przez autora rezultaty wyglądały niezmiernie obiecująco, ale – ponieważ chodziło tutaj prawdopodobnie o suplement nie oczyszczony z glicyryzyny – trudno było wyniki te przełożyć, z uwagi na niebezpieczeństwo wystąpienia efektów niepożądanych, na praktykę długotrwałego stosowania lukrecji jako środka ułatwiającego redukcję wagi.

Już jednak w roku następnym, 2004., pojawiło się badanie Nakagawy, wykonane na zwierzęcym modelu badawczym z wykorzystaniem flawonoidów lukrecjowych, a więc związków aktywnych, pozostających w surowcu po usunięciu glicyryzyny. Autor karmił tutaj myszy wysokotłuszczową dietą, pozostawiając jedną ich grupę do kontroli bez żadnej dodatkowej interwencji dietetycznej, pozostałym podając natomiast – albo olej flawonoidów lukrecjowych (LFO), albo sprzężone izomery kwasu linolowego (CLA).
Tutaj należy dodać, że flawonoidy lukrecjowe są związkami lipofilnymi (tłuszczolubnymi), tak więc rozpuszcza się je w oleju MCT, uzyskując olej flawonoidów lukrecjowych (LFO), znany też pod swoją zastrzeżoną nazwą handlową – Glavonoid; natomiast sprzężone izomery kwasu linolowego (CLA) to dobrze przebadany, szeroko opisany i powszechnie znany środek odchudzający, o którym wszystkie informacje można znaleźć w innych miejscach, w rozlicznych i ogólnie dostępnych publikacjach (m.in. na stronie www.sylwtka-uroda-zdrowie.pl w artykule: „CLA – tłuszcz kształtujący sylwetkę”).
Po 4 tygodniach trwania eksperymentu okazało się, że – w porównaniu ze zwierzętami kontrolnymi, myszy dokarmiane CLA zgromadziły o ponad 17 procent mniej tłuszczu brzusznego, natomiast dokarmiane LFO – mniej o prawie 22 procent. Olej flawonoidów lukrecjowych wykazał więc tutaj wyższą aktywność, jak powszechnie uznane, skuteczne spalacze tłuszczu – sprzężone izomery kwasu linolowego.

Kolejne badanie, wykonane na zwierzęcym modelu badawczym z wykorzystaniem LFO, opublikowano w 2007 roku, a jego autorem był Fumiki Aoki. Autor karmił tutaj myszy wysokotłuszczową dietą, pozostawiając jedną grupę bez dodatkowego dokarmiania do kontroli, a pozostałym dodając do karmy różne ilości oleju flawonoidów lukrecjowych. Jak odnotował po 8 tygodniach eksperymentu: myszy dokarmiane LFO, w porównaniu z grupą kontrolną, przybrały mniej o 95 procent na wadze i zgromadziły od 54 do 66 procent mniej tłuszczu, w zależności od rodzaju tkanki tłuszczowej. Aoki wyjaśnił też tutaj częściowo mechanizmy odchudzającej aktywności LFO, obserwując, że flawonoidy lukrecjowe wyciszają ekspresję 13 genów związanych m.in. z gromadzeniem tłuszczu, a jednocześnie aktywują 9 innych, związanych m.in. z jego utylizacją.

Zostawmy jednak na boku eksperymenty na zwierzętach, gdyż wykonano też, zgodnie ze standardami wyznaczonymi dla badań klinicznych, kilka prac z udziałem ochotników i wykorzystaniem LFO, kierowanych najczęściej przez Tominagę a publikowanych m.in. w 2006 i 2009 roku. Wzięło w nich udział łącznie prawie 300 otyłych wolontariuszy, którym podawano – albo substancję nieczynną farmakologicznie (placebo), albo różne dawki oleju flawonoidów lukrecjowych, prowadząc obserwacje na krótszych lub dłuższych odcinkach czasowych. A co z tych badań wynika…? Popatrzmy…

W porównaniu z grupą placebo, waga otyłych pacjentów, którym podawano przez 12 tygodni 100 mg LFO dziennie, była niższa o ok. 0.7 kilograma. Co najciekawsze: efekt odchudzającego działania flawonoidów lukrecjowych utrzymywał się jeszcze przez następne cztery tygodnie, po którym to okresie różnica w wadze pomiędzy obu grupami wyniosła równo 1 kg – oczywiście (!) – na korzyść ochotników otrzymujących wcześniej LFO.

W porównaniu z grupą placebo, otyli ochotnicy, otrzymujący przez 8 tygodni 100 lub 300 mg LFO dziennie, utracili średnio ok. 0.6 kg więcej masy tłuszczu całkowitego.

W porównaniu z grupą placebo, otyli ochotnicy, otrzymujący przez 12 tygodni 300 mg LFO dziennie, utracili odpowiednio – 6, 11 i 4% – więcej tłuszczu brzusznego, trzewnego i podskórnego, jak również 2.5 cm więcej obwodu talii.

Kończąc wątek wpływu flawonoidów lukrecjowych na spalanie tłuszczu, warto wspomnieć jeszcze o badaniu profesora Tomonori Nadamoto, którego wyniki zaprezentowano w 2011 roku, na jedenastym zjeździe naukowym Japońskiego Towarzystwa Medycyny Przeciwstarzeniowej. Autorzy tej pracy donieśli bowiem wtedy, że jednorazowe podanie 600 mg LFO, w porównaniu z placebo, podnosi po 4 godzinach o prawie 0.3 stopnia temperaturę skóry ochotników w okolicy brzucha. A ponieważ temperatura skóry wzrastała też – nieco mniej, ale znamiennie statystycznie – w innych miejscach obfitujących w podściółkę z tkanki tłuszczowej, nie rosła natomiast u placów dłoni i stóp, autorzy wysnuli wniosek, że wzrost temperatury musiał być tu efektem wzrostu intensywności spalania tłuszczu, pozostawiając ustalenie mechanizmów termogenicznej aktywności flawonoidów lukrecjowych dalszym badaniom naukowym. Jak się za chwilę przekonamy: problem ten doczekał się wkrótce zadowalającego wyjaśnienia…

Ochrona układu krążenia

Autorzy opracowań tematu LFO zazwyczaj podkreślają, że flawonoidy lukrecjowe redukują najsilniej (co widzieliśmy powyżej) tłuszcz trzewny, który w największej mierze odpowiada za rozwój tzw. zespołu metabolicznego, gdzie otyłości towarzyszą: cukrzyca, miażdżyca i nadciśnienie. Ogólnie bowiem tłuszcz brzuszny, a szczególnie trzewny, jest głównym producentem tzw. adipokin – hormonów tkanki tłuszczowej, szkodzących z reguły (poza nielicznymi wyjątkami) naszemu zdrowiu. Skoro więc LFO sprzyja redukcji tłuszczu trzewnego, powinien jednocześnie poprawiać też funkcje układu krążenia. Wszystko wygląda na to, że rzeczywiście mamy właśnie do czynienia z podobną sytuacją…

Powróćmy tutaj na chwilę do omówionego już wyżej badania Nakagawy… Tu bowiem, równolegle do 22-procentowej redukcji tłuszczu brzusznego, autor zaobserwował też 64-procentowy spadek poziomu cukru we krwi, w porównaniu z kontrolą, myszy karmionych przez 4 tygodnie wysokotłuszczową dietą z dodatkiem flawonoidów lukrecjowych.

Lee próbował ustalić z kolei w 2012 roku: jaki wpływ na organizmy otyłych gryzoni wywiera glabrydyna – najaktywniejszy składnik oleju flawonoidów lukrecjowych. Tuczył w tym celu myszy przez 12 tygodni wysokotłuszczową dietą, a następnie podawał im doustnie przez następne 4 tygodnie – albo nieaktywne podłoże, albo glabrydynę. W porównaniu z grupą kontrolną, myszy z grupy glabrydyny charakteryzowały się o ok. 10% niższą wagą i wyższą o ok. 0.5 stopnia ciepłotą ciała (jak pamiętamy: termogeniczny efekt działania flawonoidów lukrecjowych obserwowano już wcześniej u ludzi), znacznie niższymi rozmiarami komórek tłuszczowych, niższym o 20% poziomem cukru oraz niższym odpowiednio – o 30, 40 i 60% – poziomem triglicerydów, cholesterolu całkowitego i złego cholesterolu frakcji LDL. Autor dokonał tu jeszcze jednej, niezwykle znamiennej obserwacji: otóż ustalił, że glabrydyna potęguje spalanie tłuszczu na drodze aktywacji pewnego bardzo ważnego enzymu – niejakiej kinazy AMPK, która steruje spalaniem tłuszczu i wychwytem glukozy – głównie przez tkankę mięśniową. Okazało się tutaj również, że glabrydyna zwiększa w mięśniach odpowiednio – o 50 i 150% – produkcję PPAR alfa i PGC-1 alfa, dwóch molekuł o ogromnym znaczeniu dla procesu spalania tłuszczu oraz kondycji i konstytucji tkanki mięśniowej.
Lee wyjaśnił więc też tą pracą poszukiwany rok wcześniej przez Nadamoto mechanizm termogenicznej aktywności flawonoidów lukrecjowych: związki te aktywują kinazę AMPK, która z kolei aktywuje PGC-1 alfa, jak również pobudzają produkcję samego PGC-1 alfa, który to czynnik stymuluje geny komórek mięśniowych do syntezy pewnego mięśniowego hormonu tkankowego (miokiny) – iryzyny. Natomiast iryzyna przenika z obiegiem krwi, z mięśni do tkanki tłuszczowej, a tam pobudza produkcję tzw. białek rozprzęgających (UCP), sterujących procesem termogenezy – intensywnym spalaniem tłuszczu z rozproszeniem energii cieplnej.

Natomiast Honda, dodając w 2013 roku LFO do wysokotłuszczowej diety szczurów i porównując wyniki z rezultatami uzyskanymi u gryzoni tuczonych przez 3 tygodnie samą wysokotłuszczową karmą, odnotował: prawie 45-procentowy spadek poziomu ogólnego cholesterolu, ponad 34-procentowy spadek poziomu frakcji LDL (złego) cholesterolu, ponad 45-procentowy spadek poziomu frakcji VLDL (bardzo złego) cholesterolu oraz 17-procentową poprawę stosunku frakcji złego cholesterolu LDL do dobrego cholesterolu HDL. Autor jednocześnie zaobserwował, że wątroby szczurów dokarmianych LFO, w porównaniu z organami zwierząt żywionych tylko wysokotłuszczową dietą, wytwarzały o połowę mniej enzymu produkującego, a jednocześnie 2 razy więcej enzymu degradującego cholesterol; wytwarzały również o 50% więcej białka receptora LDL – odpowiedzialnego za eliminację złego cholesterolu. Tu warto zauważyć, że hamujący wpływ flawonoidów lukrecjowych na enzym wytwarzający cholesterol upodabnia je mechanizmem działania do statyn – leków stosowanych przy podwyższonym poziomie cholesterolu we krwi (hipercholesterolemii).

Jednak już dużo wcześniej, bo w 2007 roku, zanim światek naukowy dowiedział się od Lee i Hondy o dobroczynnym wpływie glabrydyny i LFO na układ krążenia gryzoni, w kwartalniku Polskiego Towarzystwa Badań nad Miażdżycą opublikowali wyniki swoich prac izraelscy naukowcy z instytutu w Haifie – Bianca Fuhrman i Michael Aviram, a badania ich dotyczyły działania flawonoidów lukrecjowych na układ krążenia człowieka. Autorzy przywołali we wstępie pozytywne wyniki swoich wcześniejszych prac, z 1997 i 1998 roku, wykonanych na zwierzęcych modelach badawczych oraz z udziałem ochotników. Autorzy podawali tutaj 12 pacjentom z podwyższonym poziomem cholesterolu przez pierwszy miesiąc 100 mg ekstraktu flawonoidów lukrecjowych, a przez następny – placebo, co pozwoliło ustalić: czy obserwowane zmiany są z całą pewnością efektem działania związku aktywnego. A zmiany te, które po okresie przyjmowania placebo powróciły do punktu wyjścia, po miesięcznej suplementacji flawonoidów lukrecjowych wyglądały następująco: spadek poziomu cukru o 7, spadek poziomu triglicerydów o 13, spadek poziomu cholesterolu całkowitego o 5, spadek poziomu frakcji cholesterolu LDL o 9 i spadek poziomu fakcji cholesterolu VLDL o 14 procent. Przy okazji odnotowano też tutaj 10-procentowe obniżenie wartości skurczowego ciśnienia krwi, który to efekt okazał się trwały, gdyż utrzymywał się nawet po okresie miesięcznej suplementacji placebo.

Powyższe obserwacje przekładają się też bezpośrednio na problemy związane z redukcją wagi… Wagę redukujemy bowiem – albo ze względu na aspekty estetyczne, albo zdrowotne. I chociaż w obrocie handlowym znajdujemy ogromną ilość suplementów ułatwiających odchudzanie, to w tym drugim przypadku – wielu z nich nie możemy wykorzystywać. Bezpieczne i pożyteczne dla układu krążenia są na pewno, na przykład: kwasy CLA i omega 3, oligomeryczne proantocyjanidyny (OPC – np. preparat Oligonol), bezkofeinowe ekstrakty z zielonej herbaty obfitujące w galusanian epigalokatechiny (EGCG) czy L-karnityna, ale zastrzeżenia budzą już tzw. termogeniki. Termogeniki oparte są bowiem najczęściej na kofeinie i związkach współpracujących z odchudzającym przekaźnikiem – noradrenaliną, przez co stymulują znaną nam już termogenezę i bardzo skutecznie redukują tłuszcz, z tym że zwiększają też akcję serca i mogą podnosić ciśnienie krwi, co pozostaje bez większego znaczenia dla osób młodych, redukujących tłuszcz z uwagi na aspekty estetyczne, natomiast każe wzmóc ostrożność ludziom starszym, obniżającym wagę z uwagi na wskazania zdrowotne. Widzimy natomiast, że flawonoidy lukrecjowe działają odtłuszczająco i termogenicznie, ale poprzez odmienne mechanizmy, w związku z czym wpływają jednocześnie dobroczynnie na układ krążenia i obniżają ciśnienie krwi.

Protekcja mięśni

Walcząc z nadwagą – obojętne: czy z uwagi na aspekty estetyczne, czy zdrowotne – zawsze musimy pamiętać o tym, aby utrata masy ciała dokonywała się jedynie za sprawą redukcji tłuszczu. Zbyt restrykcyjne diety, niewłaściwie zbilansowane pod względem zawartości mikroskładników pokarmowych i białek, szczególnie stosowane przy braku jednoczesnej aktywności ruchowej, prowadzą zwykle do spadku wagi przy niekorzystnej zmianie proporcji składu ciała: ubywa mięśni, a tłuszcz pozostaje. Estetyka ciała nie ulega wtedy poprawie, gdyż tę wyznacza właśnie tkanka mięśniowa: np. kształtna pupa to nic innego, jak jędrny mięsień pośladkowy, obleczony cieniutką warstewką tłuszczu. Nie poprawia się również stan naszego zdrowia: mięśnie są bowiem głównym konsumentem cukru i tłuszczu, więc chronią nas przed cukrzycą, miażdżycą i otyłością; produkują też wspominane wcześniej miokiny – hormony tkankowe, wpływające zazwyczaj pozytywnie na parametry zdrowotne (przykładu dostarcza tu chociażby omówiona wyżej izyzyna), w przeciwieństwie do znanych nam już adipokin – hormonów tkanki tłuszczowej. Im mniej więc tłuszczu przy odpowiedniej konstytucji mięśni – tym atrakcyjniejszy wygląd i dużo lepszy stan zdrowia.
Generalnie o konstytucję naszych mięśni dbają czynniki anaboliczne (hormony i enzymy), pobudzające syntezę białka i zatrzymujące białko w organizmie, szczególnie w tkance mięśniowej, zbudowanej w przewadze z białek. Ale aktywność anaboliczną wykazują również pewne składniki pokarmowe, gdzie niektóre z nich posiadają tę cenną właściwość, że – ochraniając tkankę mięśniową – ułatwiają jednocześnie redukcję tłuszczu. Dajmy tutaj za przykład chociażby takie suplementy diety, jak: kwasy omega 3 i CLA, OPC, EGCG czy L-karnityna. Badania natomiast wyraźnie pokazują, że dokładnie takich samych efektów zdrowotnych możemy oczekiwać po stosowaniu flawonoidów lukrecjowych…

Już z tych omówionych powyżej badań, z 2006 i 2009 roku, wyłaniał się dosyć ciekawy wniosek: zwróćmy bowiem uwagę, że pacjenci przyjmujący LFO tracili niewiele ogólnej wagi ciała (do 1 kilograma), za to bardzo dużo (do 21%) tkanki tłuszczowej, co musiało oznaczać, że – przy wyraźniej redukcji tłuszczu – dochodziło tu jednocześnie do poprawy stanu umięśnienia. Wprawdzie niegdzie nie badano tam wpływu LFO na konstytucję tkanki mięśniowej, to jednak w jednym z tych badań (Tominaga, 2006), niejako pośrednio, potwierdzono anaboliczne właściwości flawonoidów lukrecjowych: w porównaniu bowiem z grupą placebo, ochotnicy otrzymujący przez 12 tygodni 300 mg LFO zgromadzili o 2% więcej białka w organizmie.

Sedghi postanowił natomiast przekonać się w 2010 roku o potencjalnej przydatności flawonoidów lukrecjowych w hodowli drobiu. (Tu należy dodać, że na potrzeby hodowli testuje się wiele naturalnych i bezpiecznych środków, nie zagrażających zdrowiu konsumentów, poprawiających jakość mięsa, czyli obniżających poziom tłuszczu w tuszach a zwiększających jednocześnie wagę masy mięsnej.) Autor użył w swoim doświadczeniu 600 broilerów, gdzie cześć ptaków pozostawił do kontroli a pozostałym podawał – albo prebiotyki, albo różne dawki ekstraktu z lukrecji. W 49 dniu eksperymentu okazało się, że – w porównaniu z kontrolą – w grupie lukrecjowej waga mięśni piersiowych, w stosunku do wagi całej tuszy, była średnio wyższa o równy 1 procent; w grupie prebiotyków nie odnotowano natomiast żadnej pozytywnej różnicy.

W materiałach naukowych firmy Kaneka, producenta LFO pod patentową nazwą Glavonoid, możemy znaleźć opracowanie badania, niepublikowanego niestety online, w którym porównywano anaboliczną aktywność flawonoidów lukrecjowych i L-karnityny. (L-karnityna to chyba dobrze wszystkim znany suplement odchudzający, wpływający jednocześnie pozytywnie na konstytucję umięśnienia.) We wspominanym tu badaniu ustalono, że, kiedy podawanie przez miesiąc L-karnityny, w porównaniu z kontrolą, powiększyło masę mięśni kończyn dolnych myszy o ok. 25, to podawanie LFO – o ok. 55 procent. Wynik niezmiernie spektakularny, tyle że nadmiernie rozdmuchany entuzjazm studzą tu nieco zastosowane dawki – odpowiadające, w przeliczeniu na przeciętnego człowieka, 20 standardowym kapsułkom Glavonoidu dziennie.

Doświadczenia na zwierzętach są oczywiście niezmiernie ważne i często bardzo miarodajne, niemniej i tak najwyżej cenimy zawsze badania z udziałem ludzi. I tu dysponujemy przynajmniej jedną, niezwykle ciekawą pracą (Bell, 2011), w której badano zarówno wpływ LFO na skład ciała otyłych ochotników ćwiczących rekreacyjnie, jak też trenujących wyczynowo sportowców. Podczas gdy osoby otyłe pozostawały na normalnej diecie i korzystały z umiarkowanej rekreacji ruchowej, atletów karmiono wysokokaloryczną dietą, przekraczającą o 25% ich dobowe zapotrzebowanie energetyczne, a jednocześnie poddawano programowi ciężkich treningów siłowych. Zarówno puszystych, jak też atletów, przydzielono losowo do dwóch grup, gdzie jednej podawano przez 8 tygodni 300 mg LFO dziennie, natomiast drugiej – wyglądającą identycznie substancję nieaktywną (placebo).
Podczas gdy waga ciała osób otyłych, przyjmujących LFO, obniżyła się jedynie o 100, to otrzymujących placebo – o 300 gramów. Jednocześnie jednak masa tłuszczu całkowitego obniżyła się u nich o 300, natomiast u ochotników otrzymujących placebo – jedynie o 100 gramów. W porównaniu z grupą placebo, ochotnicy z grupy LFO uzyskali też więcej 400 g masy mięśniowej.
Podczas gdy żywieni wysokokaloryczną dietą, trenujący siłowo i otrzymujący LFO atleci poprawili wagę swojego ciała o 1.9, to przyjmujący placebo – o 1.6 kilograma. Jednocześnie jednak, w porównaniu z grupą placebo, zgromadzili o 400 g mniej masy tłuszczu całkowitego, za to rozwinęli o 500 g więcej masy mięśniowej (bezwzględny przyrost masy mięśni osiągnął w grupie LFO poziom 1.4 kilograma).

W tym miejscu warto podnieść jeszcze jeden wątek całości zagadnienia… Jak pamiętamy: flawonoidy lukrecjowe obniżają poziom cholesterolu, blokując enzym produkujący ten związek, co upodabnia je mechanizmem działania do statyn – leków przeciwcholesterolowych. Wprawdzie statyny skutecznie obniżają poziom cholesterolu, to jednak nie są jednocześnie wolne od niepożądanych efektów działania: u ok. 20% pacjentów, stosujących przewlekle leki przeciwcholesterolowe, pojawiają się bóle mięśniowe w lekkich przypadkach, a w cięższych – miopatia (osłabienie mięśni) i rabdomioliza – rozpad włókien mięśniowych. Ostatecznie więc: stosowanie statyn obniża poziom cholesterolu, ale jednocześnie fatalnie odbija się na stanie naszego umięśnienia. Niepożądanym efektom działania statyn możemy oczywiście dosyć skutecznie zapobiegać – korzystając z suplementów koenzymu Q10 i witaminy D. Niemniej, nie sposób nie zauważyć, że flawonoidy lukrecjowe, hamując enzym wytwarzający cholesterol i obniżając poziom cholesterolu we krwi, jednocześnie – nie dość, że nie szkodzą muskulaturze – to jeszcze wyraźnie poprawiają konstytucję naszego umięśnienia.

Podsumowując…

Podsumowując, możemy stwierdzić, że – jak dowodzą wyniki badań naukowych – flawonoidy lukrecjowe to znakomity dodatek dietetyczny, ułatwiający spalanie tłuszczu oraz wspomagający mięśnie i układ krążenia, godny polecenia w każdej sytuacji wymagającej redukcji tkanki tłuszczowej – czy to ze względów estetycznych, czy zdrowotnych, czy też z uwagi na specyfikę przygotowań sportowych.

Be Sociable, Share!
Be Sociable, Share!

Reklama na stronie slawomirambroziak.pl:

biuro@wydawnictwopiktogram.pl
Katarzyna Ambroziak - 601 312 342