Mleczko pszczele: zdrowie i forma

Wydrukuj ten artykuł

Autor: Sławomir Ambroziak

Słowa kluczowe: mleczko pszczele, royalaktyna, kwas 10-hydroksy-2-dekanowy, ostreasterol, testosteron, metandienon, insulina, folistatyna, miostatyna, IGF-1, układ odpornościowy, mięśnie szkieletowe.

W „sezonie grypowym” wszyscy aktywni poszukują naturalnych środków, ułatwiających walkę z infekcjami i uodparniających na nie. Wiadomo bowiem: jak trudno osobie aktywnej fizycznie pogodzić się nawet z kilkudniową bezczynnością w łóżku, a sportowcowi wyczynowemu – z zaburzeniem przez chorobę misternie ułożonego planu przygotowań czy startów. Największą uwagę proponuję poświęcić teraz takim naturaterapeutykom, które nie tylko leczą i zapobiegają infekcjom, ale jednocześnie wspomagają rozwój zdolności wysiłkowych. Stosując podobne środki – mamy dwa w jednym: jednocześnie unikamy choroby i rozwijamy formę. W tym właśnie kontekście pisałem niedawno o żeń-szeniu, a dzisiaj położę nacisk na znane od tysiąclecie ze swoich właściwości antybiotycznych i uodparniających produkty pszczele, a w szczególności na jeden z nich – mleczko.

Odporność – mięśniom

Mleczko pszczele wykazuje szeroką aktywność antybiotyczną, skierowaną przeciwko bakteriom, wirusom (w tym – przeciwko wirusowi grypy), drożdżakom i pierwotniakom (Gala, 1994). Natomiast jego wpływ na układ odpornościowych jest dosyć złożony, tak że musimy zaliczyć ten suplement do grupy immunomodulatorów – „specyfików” regulujących pracę układu immunologicznego. Mleczko tłumi np. wytwarzanie przeciwciał skierowanych przeciwko własnym antygenom – co oznacza, że może łagodzić przebieg tzw. chorób autoimmunologicznych, gdzie to układ odpornościowych zwraca się przeciwko własnym tkankom gospodarza. Ale jednocześnie pobudza wytwarzanie komórek żernych – neutrofili (Kaftanoglu, 1997) i makrofagów (Gala, 1994). Komórki żerne zajmują się, jak sama nazwa wskazuje, pożeraniem. Chodzi o zjawisko tzw. fagocytozy, gdzie komórka żerna otacza jakiś inny twór biologiczny i trawi go w swoim wnętrzu. W kontekście odporności – najważniejsze jest oczywiście pożeranie drobnoustrojów chorobotwórczych i ich szkodliwych produktów przemiany materii. Komórki żerne produkują jeszcze hormony układu odpornościowego (cytokiny), zaangażowane w walkę z infekcją, oraz reaktywne formy tlenu uśmiercające mikroby, nazywane popularnie wolnymi rodnikami tlenowymi, a pośród nich – tlenek azotu i nadtlenek wodoru.

Wcześniej nie wiązano w ścisły sposób odporności z tężyzną fizyczną. Obserwowano empirycznie, że zdrowi są silniejsi, co wydawało się logiczne, bo przecież choroba osłabia. I chociaż już wcześniej krążyły słuchy o wpływie układu odpornościowego na rozwój muskulatury, to bodaj jako pierwszy wyjaśnił to wszystko dokładniej Peake w 2005 roku… Czołową rolę odgrywają tu właśnie komórki żerne – neutrofile i makrofagi! Napływają one do uszkodzonych wysiłkiem włókien mięśniowych, gdzie – w pierwszej kolejności – trawią i usuwają zdegradowane, niefunkcjonalne białka, w drugiej zaś – produkują cytokiny i reaktywne formy tlenu, wspomagające usuwanie szkód oraz regenerację i przyrost masy mięśni. Wspomniany wyżej nadtlenek wodoru jest np. przekaźnikiem sygnału insuliny i insulinopodobnego czynnika wzrostu typu 1 (IGF-1) – najsilniejszych hormonów anabolicznych, regenerujących i rozwijających muskuły, zaś tlenek azotu to hormon gazowy o fundamentalnym znaczeniu dla kondycji i konstytucji naszego umięśnienia, co dokładnie wyjaśniam m.in. w innym artykule na tej stronie: „Arginina, tlenek, masa”.

Widzimy więc, że mleczko pszczele – zwiększając koncentrację komórek żernych – już tylko tym sposobem wpływa pozytywnie na naszą tężyznę fizyczną. Ale to – to oczywiście jeszcze nie wszystko…

Ból i gorączka

Infekcja sezonowa wiąże się najczęściej z bólem mięśni i wzrostem ciepłoty ciała (gorączką). Przewlekłe bóle mięśni pojawiają się również u osób aktywnych, co nazywamy opóźnioną bolesnością mięśniową (DOMS). Nieraz pobolewają tu również okolice stawów, na skutek przeciążenia biernych elementów aparatu ruchu, zbudowanych z tkanki łącznej. We wszystkich tych przypadkach – aktywni fizycznie i wyczynowcy sięgają zwyczajowo po tzw. niesteroidowe leki przeciwzapalne (NLPZ), dostępne ogólnie bez recepty. Musimy mieć jednak świadomość, że – łagodząc takim sposobem ból czy gorączkę – osłabiamy jednocześnie potencjał regeneracyjny naszych mięśni i spowalniamy ich przerost (hipertrofię), nieodzowny do uzyskania wysokiej masy i sprawności tkanki mięśniowej (Soltow – 2006, Novak – 2009). I tutaj znakomitym rozwiązaniem wydaje się właśnie mleczko pszczele, które łagodzi ból i gorączkę (Sobhy, 2011), a jednocześnie stymuluje produkcję kolagenu regenerującego tkankę łączną (Park, 2012) oraz sprzyja regeneracji i hipertrofii mięśni szkieletowych (Niu, 2013). Do tego ostatniego zagadnienia jeszcze później powrócę…

Skład

Te unikalne właściwości mleczka pszczelego mogą się wiązać z jego oryginalnym składem… Pominę w tym miejscu truizmy, takie jak zawartość witamin czy minerałów, gdyż – powiedzmy szczerze – obecnie mamy szeroki wybór naturalnych i syntetycznych źródeł tych mikroskładników pokarmowych, a przejdę od razu do składników szczególnie oryginalnych, właściwych w zasadzie, prawie tylko temu jednemu produktowi spożywczemu:

Adenozynotrifosforan (ATP) to dobrze znany wszystkim aktywnym związek, dostarczający energii do skurczów włókienek mięśniowych podczas wysiłków i do syntezy białek mięśniowych po zakończeniu treningu. Jakkolwiek potencjalne znaczenie tego związku dla adaptacji wysiłkowej mięśni było od dawna dobrze znane, to brakowało dowodów, że podawanie ATP drogą doustną wpływa w jakikolwiek sposób na rozwój tkanki mięśniowej czy poprawę zdolności wysiłkowych. Raczej skupiano się więc, z bardzo dobrymi zresztą rezultatami, na podnoszeniu puli wewnątrzkomórkowego ATP poprzez przyjmowanie suplementów kreatyny. Dzisiaj jednak już wiemy, głównie dzięki pracy Wilsona z 2013 roku, że doustne podawanie ATP poprawia siłę i masę mięśni trenujących siłowo atletów.

Peptydy to drobne molekuły, złożone z kilku aminokwasów, powstające w efekcie trawienia białek. Organizm nasz może przyswajać – i drobne aminokwasy, i nieco większe peptydy, z tym że te pierwsze służą mu głównie do odbudowy własnych białek i syntezy specyficznych cząsteczek, natomiast drugie modulują w rozmaity sposób jego czynności życiowe. Co do peptydów mleczka pszczelego, ustalono, że niektóre z nich działają podobnie do insuliny (Kramer, 1977), czyli że zachowują się tak, jak insulinopodobne czynniki wzrostu, np. znany nam już hormon anaboliczny – IGF-1. To wielce prawdopodobne, gdyż – jak się okazuje – aktywność anaboliczną wykazują też relatywnie drobne peptydy, powstające w efekcie rozpadu IGF-1. Możliwe też, że te obserwowane dawno temu przez Kramera peptydy są produktami trawienia royalaktyny – hormonu peptydowego, charakterystycznego dla mleczka pszczelego, odkrytego przez Kamakurę dopiero w 2011 roku, aktywującego w pszczelim ciele te same anaboliczne szlaki sygnałowe, co IGF-1 – w organizmie człowieka. Ponieważ pszczoły po prostu spożywają mleczko pszczele, dlatego nie bardzo wiadomo – w jaki sposób royalaktyna pobierana jest przez ich organizm. Możliwe, że tak – jak każde białko – ulega trawieniu w owadzim przewodzie pokarmowym do mniejszych peptydów, a dopiero te wchłaniają się i wykazują właściwą im aktywność metaboliczną.
Ale inne peptydy mleczka pszczelego wykazują jeszcze jedną, ciekawą właściwość: blokują pewien enzym – konwertazę angiotensyny (ACE), czyli zachowują się tak, jak jedna grupa leków na nadciśnienie, nazywana ogólnie – inhibitorami konwertazy angiotensyny (Takaki-Doi, 2009). Konwertaza angiotensyny to bowiem enzym katalizujący produkcję angiotensyny – hormonu regulującego w górę ciśnienie krwi; kiedy więc blokujemy jego aktywność inhibitorem – ciśnienie powraca do prawidłowych wartości.
Bardzo pięknie (!) – tylko możemy zapytać: co nas to wszystko obchodzi…? Przecież sportowcy i aktywni panowie nie miewają na ogół tego typu problemów, gdyż już sam wysiłek fizyczny obniża ryzyko rozwoju nadciśnienia. Należy wszakże przypomnieć, że – poza wpływem na ciśnienie krwi – angiotensyna wykazuje znacznie szerszą aktywność metaboliczną. Generalnie musimy zaliczyć ją do hormonów katabolicznych, promujących degradację białek mięśniowych i utrudniających rozwój masy mięśni. Jak udowodnił Wei w 2008 i Csibi w 2010 roku – angiotensyna znosi wpływ insuliny na tkankę mięśniową, hamując jej anaboliczny szlak sygnałowy. W 2005. Song odkrył kolejną, negatywną właściwość angiotensyny: jak się okazuje – hormon ten hamuje produkcję IGF-1 w tkance mięśniowej i tym sposobem przyczynia się do zaniku mięśni. W negatywnym myśleniu o angiotensynie utwierdza nas również Sanders – wynikami swojego badania z 2005 roku, w którym ustalił, że angiotensyna aktywuje w mięśniach enzymy proteolityczne (kataboliczne), degradujące białka mięśniowe, i że w ten sposób potęguje katabolizm i przyczynia się do wyniszczenia tkanki mięśniowej.
W 2011. Tyesha Burks badała wpływ na mięśnie selektywnego antagonisty AT1 – losartanu – leku, który wprawdzie nie hamuje produkcji angiotensyny, ale znosi jej aktywność, blokując odpowiednie receptory. Tutaj autorka uszkodziła mięśnie jednych myszy poprzez wstrzyknięcie miotoksyny kobry, co naśladowało silne stłuczenie lub ciężki trening siłowy, drugich zaś – poprzez długotrwałe unieruchomienie specjalną klamrą, co naśladowało z kolei zmiany zachodzące w efekcie starzenia się mięśni. Udowodniła, że losartan ogranicza uszkodzenia mięśni, przyspiesza ich naprawę i poprawia kurczliwość w pierwszym przypadku oraz zapobiega spadkowi poziomu masy mięśniowej w drugim. Ustaliła również, że losartan wpływał pozytywnie na regenerację mięśni i poziom masy mięśniowej, m.in. poprzez aktywację szlaku sygnałowego IGF-1.
Jakkolwiek wyniki powyższego badania wyglądają niezwykle obiecująco, to jednak zawsze wyżej cenimy obserwacje poczynione na ludziach. A obserwacji takich dokonywał Di Bari, publikując owoce swej pracy w 2004 roku. Zleceniodawcę tej pracy (amerykański National Institute on Aging) interesowało – w jaki sposób wpływa na masę mięśniową starszych osób leczenie inhibitorami ACE, w porównaniu z innymi lekami na nadciśnienie, nie wykazującymi jednak antagonizmu względem angiotensyny lub jej receptora. Jak się okazało: masa mięśniowa pacjentów leczonych inhibitorami ACE była o prawie 5% większa, niż osób nie przyjmujących żadnych leków, i o jakieś 7-8% większa, w porównaniu z pacjentami leczonymi innymi lekami na nadciśnienie.
Wyniki te znakomicie korespondowały z obserwacjami poczynionymi wcześniej (w 2002 roku) przez Ondera, gdzie autor udowodnił, że leczenie z wykorzystaniem inhibitorów ACE zatrzymuje lub spowalnia utratę siły mięśni starszych osób.

Średniołańcuchowe kwasy tłuszczowe o 10 atomach węgla, czyli pochodne kwasu dekanowego, a przede wszystkim kwas 10-hydroksy-2-dekanowy, to unikalne składniki pokarmowe, szczególnie charakterystyczne dla mleczka pszczelego. Ten ostatni związek tworzy aż 5% ogólnej masy mleczka. Jak się okazuje: kwas 10-hydroksy-2-dekanowy aktywuje w komórkach mięśniowych pewien enzym, sygnowany skrótem – AMPK (Takikawa Masathito, 2013). AMPK ma ogromne znaczenie dla kondycji i konstytucji naszej muskulatury, gdyż zwiększa wrażliwość tkanki mięśniowej na insulinę i IGF-1 oraz pobieranie energetycznej glukozy przez włókna mięśniowe, pobudza produkcję mitochondriów wytwarzających ATP, hamuje produkcję hormonu silnie stopującego rozwój muskułów i spalanie tłuszczu – miostatyny (Miyake, 2012), jak również aktywuje pewne białka funkcjonalne, związane z hipertrofią mięśni szkieletowych. Jak udowodnił Drake w 2010 roku – aktywacja AMPK prowadzi do przyrostu masy mięśni szkieletowych.
Jak zaobserwował Spannhoff w 2011 roku – kwas 10-hydroksy-2-dekanowy jest inhibitorem (blokerem) pewnej grupy enzymów, nazywanej ogólnie deacetylazami histonów, aktywnym zarówno w organizmach owadów, jak też ssaków. Hormony anaboliczne aktywują (pośrednio lub bezpośrednio) tzw. czynniki transkrypcyjne, pobudzające geny do syntezy białek, natomiast deacetylazy histonów – mówiąc najprościej – ograniczają czynnikom transkrypcyjnym dostęp do genów. Tak więc blokowanie deacetylaz inhibitorem – potęguje anaboliczną aktywność hormonów i przyczynia się do przyrostu masy mięśniowej. I faktycznie: jak dowiodła Simona Iezzi w 2004 roku – inhibitory deacetylaz histonów zwiększają rozmiary włókien mięśniowych, aktywują komórki satelitarne i pobudzają ich zlewanie się z włókami mięśniowymi (więcej informacji o komórkach satelitarnych – poniżej), a także pobudzają mięśnie do większej o ok. 35% produkcji folistatyny. Ta ostatnia obserwacja jest o tyle ciekawa, że folistatyna to hormon blokujący i dezaktywujący znaną nam już miostatynę, stopującą rozwój muskułów i spalanie tłuszczu, tak więc kwas 10-hydroksy-2-dekanowy – jako jednoczesny aktywator AMPK i inhibitor deacetylaz histonów – może teoretycznie zarówno blokować produkcję, jak też znosić aktywność tego nie lubianego przez wszystkich aktywnych hormonu. O anabolicznej sile działania tego typu związków najdobitniej przekonuje nas chyba praca Consalvi z 2013 roku, gdzie myszy traktowane inhibitorem deacetylaz histonów powiększyły o ok. 35% masę swoich mięśni, w porównaniu z gryzoniami z grupy kontrolnej.
Ale w 2007 roku, Suzuki odkrył jeszcze inne, niezwykle pożyteczne dla sportowej formy właściwości tych szczególnych kwasów tłuszczowych mleczka pszczelego: jak się okazało – związki te aktywują w sposób selektywny receptory estrogenowe typu beta (ER beta). Estrogeny działają na nasz organizm poprzez dwa typy swoich receptorów – ER alfa i ER beta. Estrogeny, postrzegane jeszcze do niedawna jako żeńskie hormony płciowe, jawią się nam dzisiaj jako hormony unisex – tak samo ważne dla obu płci. Tyle tylko, że – w prawidłowych warunkach – męski organizm produkuje 100 razy więcej estrogenów działających poprzez receptory beta. Estrogeny takie niezwykle aktywnie wspomagają rozwój tkanki mięśniowej, przynajmniej na równi z męskimi hormonami płciowymi (androgenami), takimi jak testosteron, dobrze znanymi ze swych właściwości anabolicznych, o czym przekonuje nas Martina Velders, w pracy pod jakże wymownym tytułem: „Selektywna aktywacja receptorów estrogenowych beta stymuluje wzrost i regenerację mięśni szkieletowych”. Kiedy autorka podała wykastrowanym szczurom (u których masa wybranych do testu mięśni, na skutek braku anabolicznego testosteronu, spadła – w odniesieniu do nie kastrowanej grupy kontrolnej – mniej więcej 3-krotnie) selektywnego agonistę (aktywatora) receptora estrogenowego beta, masa mięśni gryzoni wzrosła prawie 2-krotnie. Kiedy podała testosteron – masa wzrosła prawie 3-krotnie. Kiedy natomiast połączyła w jednej iniekcji testosteron z aktywatorem ER beta – uzyskała prawie trzy i półkrotnie większy przyrost masy mięśniowej, w porównaniu z wykastrowanymi szczurami, którym wstrzykiwano substancję nieczynną farmakologicznie. Ostatecznie w grupie kastrowanych szczurów, leczonych mieszanką testosteronu z agonistą ER beta, masa mięśni osiągnęła większą wartość, niż w grupie kontrolnej – zwierząt nie kastrowanych, otrzymujących udawane iniekcje bez aktywności biologicznej.

Suzuki zidentyfikował jeszcze jeden składnik mleczka pszczelego, będący selektywnym agonistą receptora estrogenowego typu beta – związek o budowie steroidowej, czyli podobny do naszych hormonów płciowych, wyizolowany pierwotnie z ostryg i gąbek, a w związku z tym nazywany wymiennie: ostreasterolem lub chalinasterolem (nazwa chemiczna: 24-methylenecholesterol). Ale mleczko pszczele zawiera 3-4% steroidów, tak że ostreasterol nie jest jedynym tego typu hormonem, występującym w jego składzie…

Ekdysteroidy to hormony owadzie, ważne generalnie dla wszystkich stawonogów, znalezione po raz pierwszy w 1954 roku, w larwach jedwabników, przez Butenandta i Karlsona. Już kilka lat później – w 1961. i 1963. – Burdette, Richards i Coda zauważyli, że ekdysteroidy stymulują syntezę białek (działają anabolicznie) w organizmach ssaków. Natomiast Karlson stworzył w 1968 roku pierwszą listę hormonów, które pobudzają syntezę białek w swoich tkankach docelowych; między innymi, obok testosteronu, znalazł się na niej ekdyson – związek z grupy ekdysteroidów. Wkrótce potem potwierdzono ich aktywność anaboliczną w badaniach na zwierzętach: szczurach, myszach, owcach i świniach – a nawet – przepiórkach. Wymieńmy tutaj prace chociażby kilku autorów: Hikino (1969), Syrov i Kurmakov (1976), Chermnykh (1988), Purser i Baker (1994), Koudela (1995), Kratky (1997), Todorov (2000).
Bodaj pierwsze, poważniejsze badanie nad wpływem ekdysteronu (najaktywniejszego ekdysteroidu) na skład ludzkiego ciała przeprowadził zespół Simakina, w 1988 roku. Naukowcy podzielili 78 sportowców na 3 grupy: otrzymującą placebo, otrzymującą białko i otrzymującą jednocześnie białko i ekdysteron. Po 10 dniach trwania eksperymentu odnotowano 7-procentowy wzrost beztłuszczowej masy mięśniowej przy jednoczesnej, 10-procentowej redukcji tkanki tłuszczowej, w grupie: białko plus ekdysteron.
Naukowcy z Rutgers University przebadali niezwykle sumiennie i wszechstronnie ekdysteroidy w 2008 i 2009 roku – zarówno na izolowanych, mysich i ludzkich komórkach mięśniowych, jak też na żywych zwierzętach. W testach poza organizmem (in vitro), poziom syntezy białek wzrastał w izolowanych komórkach mięśniowych, traktowanych różnymi stężeniami ekdysteroidów, nawet do 20 procent. W badaniach na żywych zwierzętach porównywano efekty podawania ekdysteroidów do efektów podawania steroidu anaboliczno-androgennego – metandienonu, znanego lepiej wszystkim – jako Metanabol. Tak jak te pierwsze związki zwiększały siłę uścisku przednich łap szczura o 18-24% w porównaniu z grupą kontrolną, tak ten drugi – o 21 procent.

Testosteron to najważniejszy androgen – męski hormon płciowy, obdarzony – jak pewnie wszyscy wiemy – silną aktywnością anaboliczną i krwiotwórczą. Z tego powodu – o wysoki poziom testosteronu zabiegają wszyscy aktywni fizycznie panowie oraz wyczynowi sportowcy. Testosteron odpowiada jednocześnie za męską sferę płciową, tak więc wartość jego stężenia w organizmie determinuje męską sprawność seksualną. W świeżym mleczku pszczelim znajdziemy go w takim samym stężeniu (a nawet większym), jakie wykrywano maksymalnie we krwi młodych, zdrowych i wyjątkowo męskich mężczyzny, zaś w liofilizowanym – ponad 3 razy tyle. Jednak sama obecność testosteronu – to jeszcze nie wszystkie relacje pomiędzy mleczkiem pszczelim a tym hormonem o fundamentalnym znaczeniu dla rozwoju zdolności wysiłkowych i utrzymania wysokiej sprawności seksualnej.

Więcej relacji z testosteronem

Mleczko pszczele podnosi poziom testosteronu w organizmach zwierząt, czego dowiedli m.in. Kohguchi i Elnagar – odpowiednio – w 2004 i 2010 roku, w badaniach na chomikach i królikach. Częściowo może to być efektem absorpcji testosteronu występującego w mleczku, w większym stopniu jednak pewnie – dynamizującym działaniem mleczka na układ hormonalny.

Z badań na zwierzętach – na szczególną uwagę zasługuje praca Hassana, z 2009 roku… Tutaj autor zaobserwował, że – u szczurów otrzymujących przez miesiąc mleczko pszczele, w porównaniu z gryzoniami pojonymi jedynie czystą wodą – wzrósł o 79% poziom testosteronu, a jednocześnie obniżyła się o 4.5% masa prostaty. Jest to niezwykle cenne spostrzeżenie, gdyż – wprawdzie testosteron wygląda pozornie na znakomity środek anaboliczny, chroniący np. mięśnie seniorów przed zanikiem (sarkopenią) – ma jednak tę wadę, że może potęgować rozwój łagodnego przerostu stercza (prostaty) – dosyć nieprzyjemnego schorzenia, dotykającego większość starszych mężczyzn. Pierwsze wyjaśnienie tego odkrytego przez Hassana fenomenu znajdziemy w omówionej już wyżej pracy Suzuki, gdzie to autor – przypomnijmy – udowodnił, że kluczowe składniki mleczka pszczelego są selektywnymi agonistami receptora estrogenowego beta; okazuje się bowiem, że tego typu związki nie tylko silnie wspomagają rozwój masy mięśniowej, ale jednocześnie, szczególnie skutecznie powstrzymują przerost gruczołu krokowego (Weihua, 2001). Pojawi się jeszcze jedno wyjaśnienie, ale dopiero za chwilę…

Niemniej ciekawych obserwacji, jak powyższe, dokonał też Zahmatkesh w 2013 roku… Wspomniane wyżej steroidy anaboliczno-androgenne to leki podobne do testosteronu, stosowane najczęściej w przypadkach znacznej utraty masy mięśniowej lub przy niedokrwistości, wykorzystywane też często przez sportowców jako środki wspomagania wysiłku. Jednym z efektów niepożądanych leczenia sterydami anabolicznymi jest spadek poziomu testosteronu. Chodzi tutaj o tzw. efekt ujemnego sprzężenia zwrotnego, regulujący nasz układ wewnątrzwydzielniczy i zapobiegający nadmiernemu wzrostowi poziomu hormonów, gdzie nadmiar danego hormonu hamuje swoją własną produkcję. Tak też i podawanie zewnętrznego testosteronu hamuje jego produkcję w naszym organizmie; to samo dotyczy bliźniaczo podobnych do testosteronu – sterydów anabolicznych. I właśnie Zahmatkesh postanowił zbadać – w jaki sposób wpływa mleczko pszczele na mechanizm ujemnego sprzężenia zwrotnego. Podzielił w tym celu myszy na 4 grupy, gdzie jednej podawał roztwór soli, drugiej – mleczko pszczele, trzeciej – oksymetolon (steryd anaboliczny, znany lepiej jako Anadrol), zaś czwartej – oksymetolon plus mleczko pszczele. Po 30 dniach trwania próby okazało się, że poziom testosteronu we krwi gryzoni otrzymujących mleczko pszczele – w porównaniu z pojoną solą grupą kontrolną – wrósł o 7, natomiast w grupie oksymetolonu obniżył się o ponad 28 procent. Jednocześnie dodatek mleczka pszczelego do sterydu anabolicznego powstrzymał w znacznym stopniu spadek poziomu testosteronu; poziom ten obniżył się bowiem o jedyne 6 procent.

Jakkolwiek doświadczenia na zwierzętach bywają niezwykle pouczające, to jednak zawsze wyżej cenimy badania z udziałem ochotników. I pewnie dlatego Morita postanowił sprawdzić w 2012 roku, w jaki sposób wpłynie na ludzki organizm przyjmowanie mleczka pszczelego przez 6 miesięcy. Przydzielił w tym celu losowo 61 starszych, zdrowych ochotników do 2 grupy, gdzie pierwsza otrzymywała mleczko pszczele, zaś druga – substancję nieaktywną – placebo. Po zakończeniu eksperymentu okazało się, że mężczyźni z grupy mleczka pszczelego dysponowali wyższym o 200% poziomem testosteronu, od ochotników z grupy placebo, a jednocześnie niższym o ponad 72% poziomem DHEA. DHEA to znany pewnie wszystkim związek z grupy androgenów, okrzyknięty swojego czasu „hormonem młodości”, który działa dobroczynnie na męski organizm i tężyznę fizyczną przede wszystkim w ten sposób, że przekształca się do silniejszego anabolicznie i androgennie testosteronu. Jak dowiedli autorzy omawianego w tym miejscu badania – mleczko pszczele podnosi poziom testosteronu w ludzkim organizmie, aktywując enzymy przekształcające DHEA w testosteron, z czego wynikał właśnie fakt spadku pierwszego i wzrostu poziomu drugiego hormonu. Tak więc w tym miejscu uwaga do osób starszych i aktywnych, stosujących DHEA powszechnie dostępny w aptekach bez recepty: aby maksymalnie wykorzystać potencjał zdrowotny i erogeniczny (prawotwórczy) tego hormonu – najlepiej przyjmować go w połączeniu z… mleczkiem pszczelim.

Relacje z estradiolem

Pamiętamy, że jedno z powikłań leczenia zewnętrznym testosteronem związane jest z potencjalnym niebezpieczeństwem przerostu gruczołu krokowego. Zaznaczmy jednak, że nie jest tu winny testosteron, który sam z siebie ochrania prostatę, ale głównie żeński hormon płciowy, powstający z jego przemiany – estradiol. Estradiol wyjątkowo niekorzystnie oddziałuje na prostatę, aktywując receptory estrogenowe alfa i sprzyjając również rozwojowi stanów zapalnych tego gruczołu, nękających często nawet młodych mężczyzn. Estradiolu nie kochają aktywni fizycznie panowie, sportowcy wyczynowi i generalnie wszyscy mężczyźni, gdyż utrudnia on redukcję tłuszczu z ud, pośladków i okolic klatki piersiowej oraz sprzyja rozwojowi ginekomastii – kobiecego wyglądu męskich piersi. Ta ostatnia przypadłość bywa powikłaniem nadużywania sterydów anabolicznych w celach dopingowych. I tutaj kolejna, bardzo dobra wiadomość, wynikająca z powyżej omówionej pracy: poziom estradiolu był 3.5 a stosunek estradiolu do testosteronu 9 razy niższy u mężczyzn przyjmujących mleczko pszczele, w porównaniu z ochotnikami otrzymującymi nieaktywne placebo.

Obok estradiolu, innym nie lubianym przez aktywnych mężczyzn i sportowców hormonem jest prolaktyna, wzmacniająca działanie estradiolu na prostatę i piersi. I tutaj jeszcze jedna, bardzo dobra wiadomość, płynąca tym razem z badania Narity, opublikowanego w 2009 roku: podawanie mleczka pszczelego szczurom prowadzi do ok. 25-procentwego spadku poziomu prolaktyny.

Efekty

Oczywiście, wszystkie przedstawione wyżej właściwości mleczka pszczelego, a szczególnie jego dodatnie relacje z tak pożytecznymi hormonami, jak IGF-1 czy testosteron, powinny przekładać się na wspomaganie rozwoju tężyzny fizycznej, a szczególnie jej najbardziej spektakularnych manifestacji – masy i siły mięśni. Czy mamy jednak na potwierdzenie tej tezy jakieś bardziej bezpośrednie dowody…?

Sarkopenią nazywamy postępujący z upływem lat ubytek masy i siły mięśni. Sarkopenia prowadzi nie tylko do utraty samodzielności osób starszych, ale jednocześnie pogłębia rozmaite dolegliwości zdrowotne, gdyż tkanka mięśniowa nie tylko odpowiada za nasze zdolności lokomocyjne, ale jednocześnie pełni funkcję organu wewnątrzwydzielniczego, produkującego różnorodne hormony (miokiny), chroniące nas m.in. przed otyłością, miażdżycą, cukrzycą, nadciśnieniem i kilkoma typami nowotworów. Naukowcy pilnie poszukują więc skutecznych i bezpiecznych medykamentów leczących sarkopenię, gdyż testosteron i jego pochodne (steroidy anaboliczno-androgene) nie do końca, jak widzieliśmy, spełniają pokładane w nich nadzieje, głównie z uwagi na wątpliwości, co do bezpieczeństwa ich stosowania.

Pokłosiem podobnych prac jest m.in. badanie Niu, opublikowane w 2013 roku… Autor, używając izolowanych komórek mięśniowych oraz zwierzęcego modelu badawczego, próbował tutaj ustalić – w jaki sposób wpływa mleczko pszczele na regenerację, masę i siłę mięśni oraz IGF-1 i komórki satelitarne. IGF-1 już znamy, jako silny hormon anaboliczny, natomiast komórki satelitarne to macierzyste komórki mięśniowe, regenerujące mięśnie i generalnie rozwijające muskulaturę. Po ciężkim treningu, komórki satelitarne mnożą się i – albo zlewają ze sobą, tworząc nowe włókna mięśniowe, albo zlewają się z istniejącymi już włóknami, przekazując im dodatkowe jądra komórkowe, prowadzące proces anabolizmu białek mięśniowych, powiększających rozmiary i zdolności siłowe muskulatury. A ponieważ już dawno ustalono, że główną przyczyną sarkopenii jest utrata zdolności tkanki mięśniowej do produkcji IGF-1 oraz rozmnażania i aktywacji komórek satelitarnych, dlatego odpowiedź na pytanie o wpływ mleczka pszczelego na poziom IGF-1 i liczbę komórek satelitarnych wydawała się tutaj autorowi niezwykle istotna. Z uwagi na fakt, że praca Niu była niezwykle rozległa i obejmowała wiele składowych eksperymentów, dlatego może przestawię tutaj skrótowo jednie najważniejsze dla osób aktywnych i sportowców, płynące z niej wnioski:

– mleczko pszczele, w porównaniu z kontrolą, zwiększa o ok. 30% liczbę komórek satelitarnych;
– mleczko pszczele, w porównaniu z kontrolą, zwiększa o ok. 125% koncentrację białka receptora IGF-1;
– mleczko pszczele, w porównaniu z kontrolą, zwiększa o ok. 125% aktywność anabolicznego szlaku sygnalnego IGF-1;
– mleczko pszczele, w porównaniu z kontrolą, zwiększa o ok. 50% poziom IGF-1;
– mleczko pszczele, w porównaniu z kontrolą, zwiększa o ok. 35% koncentrację białek kurczliwych włókienek mięśniowych;
– mleczko pszczele, w porównaniu z kontrolą, zwiększa o ok. 50% rozmiary włókien mięśniowych;
– mleczko pszczele, w porównaniu z kontrolą, zwiększa o ok. 50% masę mięśni szkieletowych;
– mleczko pszczele, w porównaniu z kontrolą, zwiększa o ok. 70% siłę mięśni.

Kolejnym problemem, związanym z zanikiem tkanki mięśniowej, jest tzw. kacheksja – wyniszczenie mięśni, towarzyszące przebiegowi jakiejś ciężkiej choroby – np. cukrzycy, AIDS czy nowotworu. Wyniszczenie mięśni przyspiesza postęp choroby i pogarsza rokowania, gdyż – jak pamiętamy – tkanka mięśniowa pełni ważne funkcje metaboliczne i hormonalne. Tutaj tradycyjne steroidy anaboliczno-androgenne również nie zdają egzaminu, gdyż podejrzewa się je o sprzyjanie rozrostowi istniejących już nowotworów. Niektórzy badacze widzą tu jednak przyszłość dla mleczka pszczelego, które – poprawiając kondycję mięśni – chroni jednocześnie przed rakiem (Townsend – 1959, Salazar-Olivo – 2005, Nakaya – 2007, Izuta – 2009). Do ich grona bez wątpienia zaliczymy Kaftanoglu, który – podając w 1997 roku przez miesiąc 1 g mleczka pszczelego młodym pacjentom, cierpiącym na różnego typu nowotwory – doprowadził do poprawy masy ich ciała średnio o blisko 1.8 kilograma.

Powyższe rezultaty nie wymagają chyba komentarza, gdyż przemawiają same za siebie. Ale, na dzień dzisiejszy, dysponujemy jeszcze jednym badaniem, którego wyniki wyglądają niezwykle obiecująco… Chodzi tutaj o pracę, którą wykonała Gadzhieva, jeszcze w 2002 roku. Ponieważ to dosyć wiekowe badanie, autoryzowane przez zespół Moskiewskiego Laboratorium Antydopingowego, nie jest dostępne w pełnym tekście, w żadnym serwisie naukowym, dlatego dysponujemy jedynie jego dosyć enigmatycznym abstraktem. Niemniej, nawet te bardzo skrótowe informacje, brzmią niezwykle zachęcająco… Otóż, autorzy porównywali tutaj efekty działania, na rozwój masy przeciążonych wysiłkiem mięśni szczurów, mleczka pszczelego i znanego nam już sterydu anabolicznego – metandienonu (Metanabolu). Jak się okazało: w okresie 10 dni trwania eksperymentu – mleczko pszczele zwiększało masę mięśni gryzoni w sposób porównywalny do metandienonu, tyle tylko że w dawce 20 razy wyższej.

To ostanie badanie uświadamia nam dwa fakty: mleczko pszczele działa anabolicznie, porównywalnie do steroidów anaboliczno-androgennych; mleczko pszczele działa szczególnie skutecznie na mięśnie, w połączeniu treningiem siłowym. Daje nam jednocześnie nieomylne wskazówki co do dawkowania: 300 mg mleczka pszczelego powinno odpowiadać sile działania 15 mg metandienonu, czyli podstawowej dawce dobowej tego leku, standardowo ordynowanej w farmakoterapii czy stosowanej we wspomaganiu wysiłku.

Czy możemy wyobrazić sobie atrakcyjniejszy suplement w sezonie grypowym dla aktywnych ruchowo mężczyzn – niż taki, który zwalcza mikroby i zwiększa odporność organizmu na infekcje, a jednocześnie ochrania prostatę, podnosi poziom testosteronu i IGF-1 oraz sprzyja rozwojowi masy i siły mięśni…?!

Be Sociable, Share!
Be Sociable, Share!

Reklama na stronie slawomirambroziak.pl:

biuro@wydawnictwopiktogram.pl
Katarzyna Ambroziak - 601 312 342