Stewia: słodki eliksir muskułów

Wydrukuj ten artykuł

Autor: Sławomir Ambroziak

Słowa kluczowe: stewia, stewiozydy, insulina, IGF-1, testosteron, kortyzol, steroidy anaboliczno-androgenne, SARM, receptory androgenowe, mTOR, AMPK, komórki satelitarne, tkanka mięśniowa.

Ekstrakty ze stewii pojawiły się na rynku jako bezkaloryczne zamienniki cukru – słodziki. Wszystko za sprawą słodkiego smaku składników tej rośliny, nazywanych ogólnie stewiozydami. Wprawdzie ekstrakty ze stewii mają obecnie, jedynie jednoprocentowy udział w ogólnym rynku słodzików, to jednak ich popularność wykładniczo wzrasta. Właściwości stewii wykraczają bowiem daleko poza ramy oczekiwań nakreślone dla słodzików. Przede wszystkim – stewia jest produktem naturalnym, w odróżnieniu od większości syntetycznych, bezkalorycznych zamienników cukru. Od słodzików oczekujemy przede wszystkim, że – zastępując cukier w diecie osób chorych na cukrzycę lub pozostających na diecie odchudzającej – ograniczą podaż kalorii oraz dowóz glukozy do krwi i tkanki tłuszczowej. Stewia nie dość, że eliminuje cukier z diety, to jeszcze obniża jego poziom we krwi – działając tak, jak doustny lek przeciwcukrzycowy. Mało tego: stewia dodatkowo zapobiega nadciśnieniu oraz wykazuje aktywność przeciwrodnikową, przeciwbakteryjną, przeciwwirusową, przeciwzapalną i przeciwnowotworową. Wcześniejsze badania sugerowały również, a jedno z ostatnich potwierdza to wprost, że stewia wpływa dodatnio na stan umięśnienia. Odkrycia te mogą mieć ogromne znaczenie dla sportowców, osób ćwiczących rekreacyjnie, redukujących wagę i chorych. Ale, po kolei…

Insulina

Jak wspominałem – stewia obniża poziom cukru we krwi, co jest efektem korzystnym szczególnie dla diabetyków, ale również osób dbających o zdrowie, u których spada wtedy ryzyko pojawienia się cukrzycy oraz problemów zdrowotnych, związanych z niekorzystnym wpływem wysokiego stężenia glukozy na naczynia krwionośne. Co ciekawe: efekt ten może być również korzystny dla stanu naszego umięśnienia…

Stewiozydy działają tutaj przede wszystkim poprzez dwa mechanizmy…

Po pierwsze – zwiększają wydzielanie insuliny przez komórki gruczołowe trzustki, czego dowiódł po raz pierwszy Jeppesen w 2000 roku. Wydzielanie insuliny pobudza również glukoza, docierająca do trzustki po posiłku obfitującym w cukry. Insulina to hormon przenoszący glukozę z krwiobiegu do tkanek i w ten sposób obniżający jej poziom we krwi. Największym konsumentem glukozy jest teraz tkanka mięśniowa, potrzebująca dużych ilości energii tego cukru do pracy i utrzymania własnej struktury. Praca mięśniowa zapewnia nam zdolności lokomocyjne i możliwość podnoszenia ciężarów, ale jednocześnie np. odpowiada też za oddychanie czy utrzymanie postawy ciała. Ponieważ mięśnie zbudowane są głównie z białek, które ulegają nieprzerwanej wymianie (ciągłej destrukcji i odbudowie), dlatego masę glukozy pochłania tutaj anabolizm (synteza) białek, zużywający ponad 90% energii kierowanej do produkcji wszystkich molekuł biologicznych. (Im więcej mięśni – tym mniejsza groźba cukrzycy – i odwrotnie.) Insulina pobudza więc wychwyt glukozy oraz ułatwia jej magazynowanie w komórkach mięśniowych. Jednocześnie stymuluje tutaj energochłonny proces anabolizmu białek, co dodatkowo sprzyja eliminacji glukozy z krwiobiegu, ale przede wszystkim pobudza rozwój i regenerację muskulatury. Już w tej chwili widać, że stewia – zwiększając sekrecję insuliny – powinna wpływać dodatnio na stan naszego umięśnienia.

Swoje sygnały anaboliczne, płynące od receptora zlokalizowanego w błonie komórkowej, insulina przesyła do wnętrza komórki mięśniowej za pośrednictwem ważnego przekaźnika – niejakiej kinazy mTOR. Jednak, jak każdy hormon, ma ‘wmontowany’ w swój szlak sygnalizacyjny mechanizm ujemnego sprzężenia zwrotnego. Otóż, kinaza mTOR – wprawdzie pobudza anabolizm białek i wychwyt glukozy – hamuje jednocześnie aktywność błonowego receptora insulinowego. Jeżeli pobudzamy więc często i silnie wydzielanie insuliny, spożywając liczne posiłki obfitujące w cukry proste, stymulowana permanentnie kinaza mTOR tak skutecznie blokuje receptor insulinowy, że insulina prawie na niego nie działa i nie przenosi glukozy do tkanki mięśniowej. Wtedy dochodzi do tzw. oporności insulinowej i nietolerancji glukozy, objawiających się podwyższonym poziomem insuliny i glukozy we krwi, co z czasem prowadzi do rozwoju cukrzycy typu 2, nazywanej również cukrzycą starczą. (Cukrzyca typu 1 dotka młode osoby, a przyczyn rozwoju tej choroby dotąd jeszcze nie znamy.) Częstym powikłaniem obniżenia aktywności receptora insulinowego bywa również wyniszczenie tkanki mięśniowej, czyli tzw. kacheksja związana z przebiegiem cukrzycy, co wydaje się logiczne – biorąc pod uwagę, że poprzez szlak sygnałowy tego receptora działa nie tylko insulina, ale również jeszcze jeden niezwykle silny hormon anaboliczny – insulinopodobny czynnik wzrostu typu 1 (IGF-1).

Rozwojowi cukrzycy typu 2 zapobiega oczywiście zrównoważona dieta, ale przede wszystkim – ruch. Między innymi z tego powodu światli lekarze zalecają wysiłek fizyczny. Osoby starsze właśnie dlatego często zapadają na tę przypadłość, że ich aktywność ruchowa ulega ograniczeniu. (Oczywiście, czynniki dietetyczne i genetyczne też mogą mieć tutaj swój udział.) Niska aktywność insuliny i IGF-1 osłabia mięśnie, co znowu zmniejsza zdolności wysiłkowe, i ‘kółko się zamyka’. Dlaczego sportowcy, których dieta oparta jest przecież w przewadze na węglowodanach (cukrach), nie mają problemów cukrzycowych…? Po pierwsze dlatego, że trening rozwija masę mięśniową (a rolę mięśni w przeciwdziałaniu cukrzycy już znamy), a po drugie, że wysiłek fizyczny aktywuje inną kinazę – AMPK, która zwiększa wrażliwość tkanki mięśniowej na insulinę, do czego za chwilę dojdziemy…

Do tej pory dowiedzieliśmy się, że stewia pobudza wydzielanie insuliny, przenoszącej glukozę do tkanek. Dobrze – ktoś powie – ale przecież, skoro stewia podnosi poziom insuliny, to też – używana przez długi czas – doprowadzi do oporności insulinowej, tak samo jak słodycze. Tak się jednak nie dzieje, gdyż teraz wkracza na arenę drugi mechanizm aktywności stewiozydów…

Stewia znosi insulinooporność i zwiększa wrażliwość tkanki mięśniowej na insulinę, o czym bodaj jako pierwszy donosił Lailerd w 2004 roku. Natomiast w bieżącym – 2012 roku, Lee udowodnił, że stewiozydy zwiększają pobranie glukozy przez komórki mięśniowe na drodze aktywacji wspomnianej wyżej kinazy AMPK.

AMPK wpływa na receptor insulinowy przeciwstawnie do mTOR – aktywuje go, dzięki czemu przeciwdziała rozwojowi oporności na insulinę. Ponieważ AMPK hamuje mTOR, wcześniej uważano, że nie ma żadnej wartości dla stanu umięśnienia. Obecnie opinia ta ewoluuje, bowiem okazało się, że kinaza ta pobudza rozwój mięśni poprzez własne szlaki sygnałowe. Ponadto, pomimo że AMPK hamuje mTOR bezpośrednio, to jednak pośrednio pobudza, gdyż – zwiększając wrażliwość receptora insulinowego – zwiększa aktywność hormonów anabolicznych, wykorzystujących szlak sygnałowy tego receptora – insuliny i IGF-1. W świetle aktualnych badań wydaje się, że obie kinazy ściśle współpracują ze sobą w rozwoju tkanki mięśniowej, gdyż np. androgeny (męskie hormony płciowe i jednocześnie silne anaboliki) wykorzystują na swoich anabolicznych szlakach sygnałowych zarówno AMPK, jak też mTOR, zaś trening siłowy – prowadzący do przyrostu masy mięśniowej – aktywuje jedną i drugą kinazę. A że jedną i drugą kinazę, jak widzieliśmy, aktywują też stewiozydy, dlatego znowu możemy podejrzewać stewię o dodatni wpływ na stan umięśnienia.

Testosteron

Szkielet budowy stewiozydów jest niezwykle podobny do struktury chemicznej steroidów.

Obie grupy związków są ze sobą blisko spokrewnione. Stewizydy to diterpenoidy, należące wraz ze steroidami do szerszej grupy chemicznej – terpenoidów.

Niektóre steroidy pełnią funkcję hormonów w naszym organizmie. Steroidami są np. glikokortykosteroidy, ze swym czołowym reprezentantem – kortyzolem, oraz wspomniane już wyżej androgeny, reprezentowane najgodniej przez testosteron. Kortyzol i testosteron pełnią przeciwstawne funkcje w rozwoju umięśnienia. Podczas gdy pierwszy jest niszczącym mięśnie hormonem katabolicznym, drugi – budującym je i regenerującym hormonem anabolicznym.

Hormony steroidowe wiążą swoje receptory zlokalizowane we wnętrzu komórki (glikokortykosteroidy – receptor glikokortykosteroidowy GR, androgeny – receptor androgenowy AR) i w ten sposób przekształcają je w tzw. czynniki transkrypcyjne, pobudzające geny do produkcji rozmaitych białek. Mogą to być zarówno białka strukturalne, jak też funkcjonalne – np. sygnalne, hormonalne, enzymatyczne czy transportowe. Rodzaj wytwarzanych białek stanowi właśnie o różnorodności i odmienności działania poszczególnych hormonów. Pod wpływem kortyzolu powstają np. białka sygnalne hamujące, zaś testosteronu – promujące rozwój tkanki mięśniowej.

Z uwagi na duże podobieństwo budowy – zachodzi podejrzenie, że stewiozydy wiążą receptory steroidowe. I faktycznie – o możliwości wiązania receptora androgenowego informowali już: Uehara w 1982 i 83 oraz Filho w 1989 i Melis w 1999 roku. Dogłębniej przebadał jednak tę kwestię dopiero Chang w 2008 roku…

Od długiego czasu obserwowano, że podobne do ludzkich hormonów steroidowych związki roślinne – np. fitosterole czy triterpenoidy – wpływają na naszą gospodarkę hormonalną. Na przykład: steroidy roślinne kozieradki działają androgennie i anabolicznie, czyli podobnie do testosteronu. Postulowano, że duże znaczenie w takich reakcjach może mieć flora bakteryjna naszego przewodu pokarmowego, przetwarzająca składniki roślinne do związków łudząco podobnych do naszych hormonów steroidowych, wykazujących wysoką aktywność hormonalną.

Chang poddał właśnie stewiozydy obróbce mikrobiologicznej, w efekcie czego otrzymał 19 związków pochodnych. Następnie obserwował – z jaką siłą każdy z nich aktywuje receptor GR, a z jaką – AR. Okazało się, że tylko cztery molekuły aktywowały receptor GR, a każda dużo słabiej od metyloprednizolonu i deksametazonu – glikokortykosteroidów syntetycznych, użytych tu jako zamienniki kortyzolu. Jednocześnie, aż 6 aktywowało receptor AR, z czego jedna nieznacznie słabiej, zaś pięć – znacznie silniej od testosteronu. Rekordowo działał tu związek oznaczony przez autora numerem 14, który aktywował receptor androgenowy o ponad 30% silniej od właściwego hormonu.

W jaki sposób możemy ten wynik interpretować…?

Związki lecznicze, aktywujące receptor słabiej od właściwego hormonu, nazywamy agonistami częściowymi. Natomiast, aktywujące silniej – superagonistami.

Agoniści częściowi mogą w pewnych warunkach zachowywać się jak antyhormony, gdyż blokują dostęp do receptora właściwym hormonom, a że działają dużo słabiej, dlatego ostatecznie osłabiają ich aktywność hormonalną.

Superagoniści – przeciwnie – działają silniej od właściwych hormonów, więc wyraźnie potęgują akcję hormonalną, związaną z aktywnością odpowiedniego receptora. Superagonistami receptora androgenowego są często steroidy anaboliczno-androgenne – syntetyczne pochodne testosteronu, stosowane w lecznictwie i w sporcie jako środki zwiększające masę mięśniową.

Widzimy więc, że przetworzone przez mikroorganizmy stewiozydy mogą hamować kataboliczne efekty aktywności kortyzolu, a jednocześnie potęgować anaboliczne efekty aktywności testosteronu, co w konsekwencji powinno przełożyć się na poprawę stanu umięśnienia.

Zachodzi tylko pytanie: czy androgenna aktywność stewiozydów nie wywoła niepożądanych zmian w organizmach kobiet, jak ma to miejsce w przypadku steroidów anaboliczno-androgennych?

Śmiało możemy rozwiać tutaj obawy wszystkich Pań, dosładzających stewią swoje potrawy i napoje… Problem ten przebadali: Kinghoron i Soejarto w 1991 i Saenphet w 2006 roku – stwierdzając, że stosowanie nawet bardzo wysokich porcji ekstraktu ze stewii przez długi czas nie wpływa w żaden sposób negatywnie na samice szczurów.

Problem

Nadmierna aktywność androgenna to nie tylko kobiecy, ale i męski problem. Wysokie dawki testosteronu lub sterydów anabolicznych, stosowane np. w celach dopingowych, powodują perturbacje również w organizmach sportsmenów. Obniżają przede wszystkim produkcję własnego testosteronu poprzez mechanizm ujemnego sprzężenia zwrotnego, zabezpieczający organizm przed nadmierną aktywnością hormonalną. Zjawisko to polega na tym, że pochodne testosteronu przedostają się do struktur mózgu, gdzie hamują uwalnianie gonadotropiny LH, która pobudza jądra do produkcji testosteronu. Pochodne te oddziałują również na receptory zlokalizowane w gruczole krokowym (prostacie), co pobudza tkanki gruczołowe do wzrostu i przyczynia się do przerostu a nawet (w ekstremalnych przypadkach) rozwoju raka prostaty. To ogranicza wykorzystanie testosteronu i podobnych sterydów jako środków anabolicznych przy postępującej z wiekiem utracie masy mięśniowej (sarkopenii) u starszych mężczyzn, gdyż ci cierpią często z powodu przerostu gruczołu krokowego i generalnie narażeni są na zmiany nowotworowe w obrębie tkanek prostaty. Zachodzi więc pytanie: czy również stewiozydy, wykazujące przecież wysoką aktywność względem receptora androgenowego, nie przyczynią się do powstawania podobnych problemów…?

W 1999 roku, Melis wlewał sondą dożołądkową jednej grupie samców szczurów bardzo wysokie porcje ekstraktu ze stewii, odpowiadające – w przeliczeniu na dorodnego sportowca – prawie 3 kilograma suszonych liści, zaś drugiej – kontrolnej – taka samą objętość soli fizjologicznej. Po 60 dniach trwania eksperymentu zaobserwował w grupie stewii niezamienny spadek poziomu gonadotropiny LH i niewielki, co było do przewidzenia, spadek poziomu testosteronu (o ok. 1,5 ng/ml krwi), w porównaniu z grupą kontrolną. Najciekawsze były tu jednak obserwacje dotyczące kondycji prostaty… Okazało się, że w grupie stewii masa gruczołu była o ponad 4% niższa, jak w grupie kontrolnej. Co ważne – prostaty szczurów pojonych stewią gromadziły w swych tkankach o ok. 45% mniej fruktozy, niż gruczoły gryzoni pojonych roztworem soli. A obserwacja ta jest o tyle ważna, że wysokie stężenie fruktozy w tkankach pobudza rozmnażanie komórek rakowych i sprzyja rozwojowi nowotworów.

Widzimy więc, że stewia teoretycznie może nieznacznie obniżać poziom testosteronu, tak jak sterydy anaboliczne, ale jedynie spożywana w monstrualnie wysokich racjach. Natomiast jej ochronna aktywność względem prostaty może być kolejnym argumentem przemawiającym za włączaniem przetworów z tego ziółka do diety sportowców i wszystkich mężczyzn, szczególnie w starszym wieku. Zauważmy, że stewia nie tylko bezpośrednio ochrania gruczoł krokowy, obniżając jego rozmiary i wysycenie fruktozą, ale również pośrednio: kiedy bowiem zastępujemy jej ekstraktem cukier rafinowany – obniżamy poziom pobrania fruktozy z diety, gdyż każda molekuła cukru złożona jest z glukozy i fruktozy.

Anabolik

Przedstawione wyżej informacje, aczkolwiek cenne, mają w zasadzie jedynie wartość spekulatywną. To znaczy: wprawdzie wynika z nich, że stewia powinna wpływać pozytywnie na stan umięśnienia, to jednak nie dostarczają na to bezpośredniego dowodu. Czy mamy więc jakiekolwiek dowody, przemawiające tutaj wprost na korzyść stewiozydów…?

W lutym 2012 roku, Journal of Agricultural and Food Chemistry opublikował badanie wykonane przez zespół Tipwadee Bunprajun z Mahidol University w Bangkoku, które w ‘światku sportowym’ przeszło zasadniczo bez większego echa. To dziwne, gdyż praca dotyczyła właśnie wpływu na regenerację mięśni stewiozydu – głównego składnika stewii. Dziwne wydało mi się to z tego powodu, że z reguły badania dotyczące anabolicznych właściwości ‘takiego to a takiego’ suplementu diety zawsze rozpalają wyobraźnię sportowców i natychmiast rodzą dyskusje w ich środowisku. Wydaje mi się, że winę trzeba tu złożyć na karb wciąż jeszcze niskiej popularności stewii w dietetyce sportowej. Myślę, że wkrótce sytuacja ta ulegnie radykalnej zmianie, a stewia wejdzie na dobre do metod wspomagania wysiłku, tak samo jak karnityna czy kreatyna. Tyle tytułem dygresji, a teraz – do rzeczy…

Naukowcy wstrzyknęli dwóm grupom szczurów w mięsień piszczelowy przedni prawej kończyny miotoksynę kobry – uszkadzającą mięśnie, podobnie jak stłuczenie lub ciężki trening siłowy, zaś lewej – roztwór soli fizjologicznej o takiej samej objętości – jako postępowanie kontrolne. Jednej grupie podawali do picia przez 7 dni przed i 7 dni po uszkodzeniu roztwór stewiozydu, natomiast drugiej – jedynie czystą wodę.

W 3 i 7 dniu od zabiegu zbadano kilka parametrów, np. siłę skurczu mięśnia i narastanie zmęczenia, wskazujących na tempo regeneracji uszkodzonych muskułów, ale najbardziej spektakularnie wyglądały tu chyba obserwacje dotyczące zmian w masie mięśniowej… W 7 dniu od zabiegu, w grupie stewiozydu masa uszkodzonych mięśni była średnio o ponad 5, a nieuszkodzonych – uwaga (!) – aż o ponad 13 procent wyższa, aniżeli w grupie zwierząt pojonych czystą wodą.

Wprawdzie naukowcy nie wyjaśnili molekularnych podstaw tego zjawiska, to jednak zaobserwowali, że stewiozyd zwiększał aktywność komórek satelitarnych i czynników miogenicznych MyoD, prowadzących procesy regeneracji i rozwoju tkanki mięśniowej.

Komórki satelitarne to młode komórki prekursorowe mięśni, egzystujące w bliskim sąsiedztwie dorosłych komórek (włókien) mięśniowych, nazywanych fachowo miocytami. Czynnik miogeniczny MyoD aktywuje komórki satelitarne w przypadku uszkodzenia mięśni i pobudza ich różnicowanie (dojrzewanie) do dorosłych miocytów, co sprzyja oczywiście szybkiej regeneracji tkanki mięśniowej. Komórki satelitarne mnożą się też teraz i szybko powiększają swoją liczebność, przekazując dorosłym miocytom swe jądra komórkowe. Jest to równie ważny element regeneracji, nazywany ‘dominacją jąder miocytów’, gdyż to właśnie jądra przeprowadzają strategiczne etapy anabolizmu białek strukturalnych, odbudowujących uszkodzone komórki mięśniowe. A że mięśnie to głównie białko i że bezustannie narażone są na niszczenie, dlatego – w przeciwieństwie do większości komórek naszego ciała, wyposażonych zazwyczaj w jedno tylko jądro – niektóre włókna mięśniowe potrafią gromadzić nawet po kilkaset tysięcy tych organelli komórkowych. Im więcej jąder – tym szybsza regeneracja mięśni i większa masa mięśniowa!

W badaniu tym, w uszkodzonych mięśniach szczurów pojonych stewiozydem odnotowano – w 7 dniu po uszkodzeniu – większą o 60% liczbę aktywnych komórek satelitarnych, w porównaniu z uszkodzonymi mięśniami zwierząt otrzymujących do picia jedynie samą wodę.

W jaki sposób mamy interpretować uzyskane tutaj wyniki…?

Jak widać: stewia może zarówno przyspieszać regenerację i zwiększać masę uszkodzonych mięśni (np. treningiem siłowym), jak również – co ciekawe – wpływać dodatnio na masę mięśni nie poddanych uszkodzeniu czy przeciążeniu. To kreśli przed stewią szerokie perspektywy, zarówno jako przed środkiem wspomagającym rozwój tężyzny fizycznej u sportowców, jak też leczącym niektóre choroby mięśni, związaną z wiekiem sarkopenię (postępującą utratę masy mięśniowej) oraz związaną z postępem choroby nowotworowej lub cukrzycy kacheksję – wyniszczenie tkanki mięśniowej. Najważniejsze jednak, że stewia mogłaby potencjalnie zapobiegać zanikom mięśni u chorych unieruchomionych, gdyż działa – jak się przekonaliśmy – również na mięśnie nie poddane żadnej interwencji. To ważne, gdyż niepracujące mięśnie błyskawicznie zanikają, co dodatkowo pogarsza stan chorych i znacznie utrudnia późniejszą rekonwalescencję. Jasne, że na tych właściwościach stewii mogliby skorzystać również sportowcy, wykorzystując jej przetwory w celu zapobiegania spadkowi formy w okresach przerw treningowych, powodowanych wakacjami czy kontuzjami.

SARM

Chociaż konstytucję muskulatury postrzegamy powszechnie, głównie jako problem estetyczny lub ważny jedynie dla sportowców, w rzeczywistości jest to poważne zagadnienie medyczne i nie lada wyzwanie dla farmakologii. Ponieważ mięśnie są głównym konsumentem cukru, związany z wiekiem spadek masy mięśniowej usposabia do rozwoju cukrzycy. Utrata siły mięśniowej pogarsza komfort egzystencjalny, sprzyja upadkom i złamaniom, a w konsekwencji powiększa odsetek seniorów niesamodzielnych i unieruchomionych. W przebiegu choroby nowotworowej, to właśnie często kacheksja (wyniszczenie mięśni) jest bezpośrednią przyczyną śmierci, a utrzymanie odpowiednio wysokiej masy mięśniowej znacząco wydłuża czas życia. Problem jedynie w tym, że popularne leki anaboliczne – wspominane steroidy anaboliczno-androgenne (pochodne testosteronu) – poprawiając stan umięśnienia, zwiększają narażenie osób starszych czy chorych na inne dolegliwości, chociażby przerost lub nowotwór prostaty. Nie da się też zastosować takiego leku np. w kacheksji towarzyszącej rakowi gruczołu krokowego. Dlatego dzisiejsza farmakologia bada intensywnie i testuje tzw. selektywne modulatory receptora androgenowego (SARM), które z założenia mają aktywować receptory androgenowe w mięśniach, a jednocześnie blokować w prostacie. Teoretycznie – molekuły takie sprzyjałyby właściwej kondycji tkanki mięśniowej, a jednocześnie zapobiegały przerostowi prostaty i rozwojowi raka tego gruczołu. Widzieliśmy, że taką właśnie aktywność wykazują najprawdopodobniej stewiozydy. Tak przynajmniej możemy interpretować poczynione w badaniach obserwacje: powinowactwo stewiozydów do receptorów androgenowych oraz pobudzający wpływ stewii na rozwój i regenerację mięśni, przy jednoczesnej, ochronnej jej aktywności względem prostaty.

Chociaż większość zsyntetyzowanych molekuł SARM-ów wciąż pozostaje w kolejnych fazach badań klinicznych, niektóre z nich trafiły już na czarny rynek leków i bywają wykorzystywane przez sportowców w nielegalnych praktykach dopingowych. Całą tę grupę leków wciągnięto oczywiście na listę środków dopingujących. Leki te zresztą nie do końca spełniają pokładane w nich nadzieje i generują wiele niepożądanych efektów działania. Stewia – przeciwnie – została gruntownie przebadana i dopuszczona do wolnej sprzedaży i ogólnego spożywania. Widzimy więc, że ekstrakty ze stewii tworzą tutaj ciekawą, legalną, bezpieczną i zdrową alternatywę; mogą okazać się pomocne przy odchudzaniu czy w programach redukcji tkanki tłuszczowej w sporcie (jako zamiennik cukru), jak również skuteczne w stymulacji rozwoju i poprawie regeneracji mięśni u sportowców i osób korzystających w rozmaitych form rekreacji ruchowej lub w utrzymaniu odpowiedniej konstytucji i kondycji tkanki mięśniowej osób chorych, kontuzjowanych, unieruchomionych lub w wieku podeszłym.

Be Sociable, Share!
Be Sociable, Share!

Reklama na stronie slawomirambroziak.pl:

biuro@wydawnictwopiktogram.pl
Katarzyna Ambroziak - 601 312 342